San

Nakład wyczerpany

  • Tytuł oryginalny:

    San

  • Liczba stron:

    160

  • Liczba zdjęć:

    100

  • Format:

    240 x 330 mm

  • ISBN:

    83-87730-64-5

  • EAN:

    9788387730642

  • Oprawa:

    twarda

  • Numer wydania:

    I

  • Rok wydania:

    2003

  • Język:

    polsko-angielski

San

Tadeusz Budziński  (fot.) | Tomasz Jurasz  (tekst) | Lech Majewski  (proj. graf.) | Teresa Bałuk-Ulewiczowa  (tłum.)

„San to nie tylko rzeka, to cała południowo-wschodnia Polska”, pisze we wstępie do albumu Tomasz Jurasz. Tak właśnie pokazują San zdjęcia Tadeusza Budzińskiego – urodę i zmienność rzeki oraz miejsca, przez które przepływa – od malowniczych Bieszczadów, przez zabytkowe miasta – Przemyśl, Przeworsk czy Jarosław.

Fragment wstępu:
Encyklopedia podaje takie określenie: rzeka to „masa wody wypływającej ze źródeł lub biorącej swój początek ze strumieni górskich, potoków itp., płynąca w sposób ciągły lub okresowy w wyraźnym łożysku (korycie), opadającym w określonym kierunku do ujścia (do morza, jeziora lub innej rzeki)”.
Definicja precyzyjna, logiczna, lecz sucha, bez wyrazu. Jak można w tym zdaniu umieścić San? Jak pojąć jego wielorakie piękno, niespotykaną urodę, ruchliwość, siłę i rzewność? Trzeba go poznać, zakochać się w rwących górskich nurtach, odnaleźć czar letnich wieczorów, kiedy zachodzące słońce tysiącami odblasków migoce w jego wodach, a nocą księżyc wydaje się płynąć po falach. Zobaczyć lot ptaków nad nurtem, zamyślenie czapli stojącej przy brzegu, szybowanie orła, myszołowa, śmiganie jaskółek, pojawiające się stada jeleni, przemykanie wilka, a jeżeli zna się te dzikie strony, ich uroczyska, nawet stada żubrów.
Bo San to nie tylko rzeka, to cała południowo-wschodnia Polska z tym wszystkim, co w niej unikatowe, wspaniałe, niepowtarzalne. Jest w każdym swym odcinku przepiękny i w każdym inny, niezapomniany. Rwący, dziki, czasami aż rozszalały w górnym biegu, gdy przebija się przez Bieszczady, potem, spadając na niziny, bardziej dostojny, wytrwale dąży do połączenia się z Wisłą. Swe źródła odnalazł na Ukrainie, u stóp Przełęczy Użockiej. Stąd rozpoczyna się jego bieg. Dalej wdziera się do Polski i płynie granicą dzielącą dwa państwa, wśród bieszczadzkich lasów i gór, wartki, szybki, szumiący na licznych skalnych progach, pluszczący na kamieniach. Niepozorny z początku, zbiera wody licznych strumieni, rzeczek spływających z rejonu gniazda Halicza i żłobi sobie drogę szczególnie krętą na odcinku pomiędzy Tarnawą Niżną i Smolnikiem.

Tomasz Jurasz

Prof. Lech Majewski – profesor Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, artysta plastyk, znany plakacista i projektant książek.

Dziękujemy za dodanie recenzji
+

[jwol], „Notes Wydawniczy”, nr 2 (142), luty 2004 r., s. 61 10-02-2004 01:00

Ja bardzo przepraszam, ale ja protestuję! Stanowczo protestuję! Do albumu nic nie mam – bardzo jest piękny i malowniczy. San jak żywy – mówi wam to ktoś, kto nad Sanem przeżył kawałek czasu. Fotografie wysmakowane tematycznie i kolorystycznie. Dobór portretowanych miejsc – jakże trafny! Ale zaraz, zaraz – tu wracamy do sprawy, która porusza mnie do żywego – nie do końca jest on wyważony! Jak można było najważniejszemu miastu górnego biegu Sanu poświęcić tylko jedno, jedyne – do tego jeszcze maleńkie – zdjęciątko?! I w to w dolnym rogu strony?! Najważniejszemu w regionie ośrodkowi miejskiemu! Chodzi, rzecz jasna, o Stalową Wolę – zaznaczam na wypadek, gdyby ktoś żywił jakiekolwiek wątpliwości. A przecież jest co pokazać: samo miasto-pomnik myśli państwowotwórczej dwudziestolecia międzywojennego, katedrę (bezsprzecznie jedną z najbardziej udanych świątyń PRL-u) w swych rozwiązaniach architektonicznych nawiązującą do gotyku, drewniany kościółek św. Floriana z pocz. XIX w. z pięknym epizodem z okresu II wojny światowej, cmentarz wojskowy z pierwszej, klasztor oo. kapucynów w Rozwadowie… Szkoda… San to nie tylko rzeka; to cała południowo-wschodnia Polska ze wszystkim, co w niej niepowtarzalne. Dziki potok rwący bieszczadzkimi zboczami niepostrzeżenie zamienia się w rzekę dostojną, majestatycznie sunącą pośród równin na spotkanie ze swą siostrą, Wisłą. Szemrze pod śniegiem koło Krywego, skrzy żywym srebrem w Solinie, zasypia pod kołdrą z mgły w Słonnem. Przepiękny, niezwykle malowniczy zakątek naszego kraju: z jednej strony dobrze, iż eksponuje się jego urodę, z drugiej zaś – w trosce o jej zachowanie – może lepiej zbytnio nie wabić tam wielkomiejskich turystów…

+

Piotr Dobrołęcki, „Magazyn Literacki »Książki«”, nr 8/2003 (83), sierpień 2003 10-08-2003 01:00

Na stronie tytułowej wydawca podał nazwiska autorów w zaskakującej kolejności – od twórcy szaty graficznej, poprzez autora tekstu po autora zdjęć. Zazwyczaj za autora albumu, a mamy do czynienia z jednym z najpiękniejszych albumów wydanych w ostatnich latach, uważa się fotografika i część pracy, jaka jemu przypada, traktowana jest jako najważniejsza. Gdy przed kilku miesiącami pytaliśmy wydawcę, jak się robi piękny album, wówczas Bogdan Szymanik powiedział, że pierwszym etapem tworzenia albumu jest pomysł, następnym wybór autora projektu graficznego, ale „podstawą jest jednak zawsze bardzo dobry materiał zdjęciowy”. I chyba te zasady w całości wcielił w życie w tym wypadku. Już przy pierwszej fotografii autor tekstu zwraca uwagę na szczegół, który może umknąć uwadze niezbyt wprawnego oka – ślady wilka na ośnieżonym stoku, przy innym zdjęciu podpis jest jakby fragmentem, a może i całym wierszem: „Dwie strony natury – woda i kamień. Otwarte pozostaje pytanie, co zwycięży w tej odwiecznej walce”. San jest nazywany bardzo poetycko – rycerzem bieszczadzkim, cytowane są też fragmenty wierszy. Ale fotografie są najważniejsze. Zdjęcie podpisane „dwie sosny płyną po zamarzniętym świecie” mogłoby z pewnością zawisnąć w zeszłym roku na letniej wystawie w warszawskich Alejach Ujazdowskich. Na fotografiach Tadeusza Budzińskiego prawie nie ma ludzi. Gdzieś woźnica w cieniu nadjeżdża furmanką, dalej w środku rzeki rybak zarzuca wędkę, potem we mgle z daleka widać jadącego na rowerze przez kładkę przerzuconą nad rzeką, gdzie indziej w oddali dostrzegamy prom z przewoźnikami. Czasem są domostwa, osiedla, miasteczka, budowle i zabudowania, kościoły i cerkwie, w pełnej krasie pojawiają się jedynie tancerze ludowi z zespołu Ostrowiacy, jeden tylko jest portret rolnika z wiele mówiącym podpisem: „To moja ziemia”. A przecież San wijąc się malowniczo przez południowo-wschodni kraniec dzisiejszej Polski przepływa przez liczne miejscowości, tak bardzo malownicze jak Sanok, Przemyśl lub Jarosław. Ich uroda jest na zdjęciach, nie ma ich mieszkańców. Jakby autor widział piękno w pejzażu tych okolic, a nie dostrzegł go w żyjących tam ludziach, chociaż wspomniany portret temu przeczy. A może ludzie będą tematem kolejnego albumu. Warto na niego poczekać, jeżeli wyjdzie on z rąk takich artystów, jak autorzy i wydawca „Sanu”.

Tytuły powiązane:

Bieszczady

Jerzy Harasymowicz

2008

Bieszczady

Zygmunt Nater

2009

Bieszczady

Zygmunt Nater

2012

Bieszczady

Tadeusz Budziński

1999

Bieszczady miniatura

Agnieszka i Włodek Bilińscy

2009

Bieszczady miniatura

Tadeusz Budziński

2003

Jarosław i okolice

Tadeusz Budziński

1997

Jarosław i okolice

Tadeusz Budziński

2004

Jarosław i okolice

Tadeusz Budziński

2007

Jarosław i okolice miniatura

Tadeusz Budziński

2007

Podkarpacie

Mariusz Wideryński

2010

Przemyśl

Adam Bujak

2009

Przemyśl

Marek Horwat

2002

Przemyśl

Marek Horwat

2002

Przemyśl i Pogórze Przemyskie

Stanisław Kryciński

Sanok i ziemia sanocka

Tadeusz Budziński

2001

Sanok i ziemia sanocka miniatura

Tadeusz Budziński

2001

aktualności

VIII Salon Ciekawej Książki w Łodzi 16-18 listopada 2018

Już jutro rusza Salon Ciekawej Książki . Zapraszamy Was serdecznie do odwiedzenia naszego stoiska na którym, tradycyjnie już,...

> więcej

Zapowiedzi zobacz wszystkie

Kolejny album ze znanej serii Plakaty tym razem poświęcony został Tomaszowi Bogusławskiemu, grafikowi projektantowi i pedagogowi...

> więcej

16 stycznia 2019 roku mija sto lat od powołania wybitnego polskiego pianisty i kompozytora Ignacego Jana Paderewskiego na stanowisko...

> więcej

«powrót