Penderecki, t. 1, Rozmowy lusławickie, t. 2, Lusławickie ogrody

Cena:

39.90 zł
99.00 zł

  • Tytuł oryginalny:

    Penderecki, t. 1, Rozmowy lusławickie, t. 2, Lusławickie ogrody

  • Liczba stron:

    216+176

  • Liczba zdjęć:

    72+123

  • Format:

    190 x 250 mm

  • ISBN:

    83-89747-26-X

  • EAN:

    9788389747266

  • Oprawa:

    twarda

  • Numer wydania:

    I

  • Rok wydania:

    2005

  • Język:

    polski

Penderecki, t. 1, Rozmowy lusławickie, t. 2, Lusławickie ogrody

Mieczysław Tomaszewski  (autor) | Marek Bebłot  (fot.) | Władysław Pluta  (proj. graf.)

Tom 1 – „Rozmowy lusławickie” – to zapis rozmów z Krzysztofem Pendereckim prowadzonych przez profesora Mieczysława Tomaszewskiego, wybitnego muzykologa, wieloletniego dyrektora Polskiego Wydawnictwa Muzycznego. Panowie dyskutują o sprawach ważnych w życiu i twórczości Kompozytora, a Mieczysław Tomaszewski, jako świetny znawca tematu nadaje tym dialogom niepowtarzalny charakter, sprawiając, że jest to nie tylko „wywiad-rzeka”, ale lektura, która staje się fascynującą przygodą. Uzupełnieniem rozmów są zdjęcia z rodzinnego archiwum.

Tom 2 – „Lusławickie ogrody” – to wydawnictwo albumowe, przedstawiające wspaniałe arboretum Krzysztofa Pendereckiego założone przez niego wokół dworu w Lusławicach. Na malowniczych fotografiach Marka Bebłota, można oglądać piękno i nastrój lusławickiego parku, z wielką pieczołowitością komponowanego przez Mistrza od 30 lat. Ten tom ukazuje inne oblicze sławnego Kompozytora – świetnego znawcy przyrody, przede wszystkim drzew, miłośnika wszystkiego, co w naturze piękne.

Zygmunt Krzyżanowski (1887-1950) – autor „Powrotu Münchhausena” i dwóch wydanych w Polsce w 2004 roku tomów opowiadań – Trzynasta kategoria rozsądku i Niemożliwe do przewidzenia, pisał wprawdzie głównie po rosyjsku, jednak do końca życia uważał się za Polaka przebywającego w Rosji na emigracji.
Kataklizmy historyczne i skomplikowane losy osobiste rzuciły Krzyżanowskiego w 1922 roku do Moskwy. Chcąc zachować duchową niezależność w warunkach sowieckiej rzeczywistości, tworzył w osamotnieniu, utrzymując się głównie z wykładów, sporadycznych publikacji oraz przekładów z literatury polskiej. Nie miał szans na wydanie swoich utworów, ale zostawił bogaty dorobek w wielu dziedzinach – są to powieści i nowele, dramaty i scenariusze filmowe, eseistyka filozoficzna, prace z zakresu teorii teatru i historii dramatu. Ten władający kilkoma językami filozof i erudyta, absolwent prawa, za życia znany i ceniony był głównie w wąskim kręgu moskiewskiej inteligencji. Zmarł w Moskwie w 1950 roku.

W Rosji odkryto go i zaczęto publikować dopiero 40 lat po śmierci. Niemal natychmiast twórczość Krzyżanowskiego zdobyła uznanie czytelników i literaturoznawców rosyjskich, niemieckich i francuskich, stawiających go obok Kafki, Witkacego, Bułhakowa i Gombrowicza. Wreszcie – z przykrym, bo ponad dziesięcioletnim, opóźnieniem – udostępniony został czytelnikom polskim, głównie dzięki tłumaczeniom Walentyny Mikołajczyk-Trzcińskiej.

Mieczysław Tomaszewski  – (ur. 1921), muzykolog, chopinolog. W 1952 roku rozpoczął pracę w Polskim Wydawnictwie Muzycznym w Krakowie, w latach 1965–1988 był jego dyrektorem. Zainicjował wydanie „Encyklopedii Muzycznej”. Od 1959 roku wykładał na Akademii Muzycznej w Krakowie. Był inicjatorem licznych sesji naukowych, a także interdyscyplinarnych Spotkań Muzycznych w Baranowie Sandomierskim. Jest doradcą naukowym Festiwali Beethovenowskich. Znawca muzyki romantycznej, autor wielu prac poświęconych Fryderykowi Chopinowi, pieśni romantycznej i dwudziestowiecznym kompozytorom polskim, głównie Krzysztofowi Pendereckiemu. Autor wielokrotnie nagrodzonego albumu „Chopin”.

Prof. Władysław Pluta – wykładowca krakowskiej ASP na Wydziale Form Przemysłowych, doświadczony i utytułowany projektant graficzny, autor licznych plakatów, katalogów, opracowań graficznych książek i systemów identyfikacji wizualnej, laureat wielu nagród i wyróżnień.

Dziękujemy za dodanie recenzji
+

Tomasz Jakub Handzlik, „Gazeta Wyborcza”, Kraków 27-02-2006 01:00

Jeden pytał, prowokował, dziwił się. Drugi – choć czasem tylko półzdaniem – opowiadał o sobie, muzyce, poezji, polityce… o wszystkim. W lusławickim ogrodzie spotkali się Mieczysław Tomaszewski i Krzysztof Penderecki.

 

Rocznie sadzi w nim blisko sto drzew. – To zachłanność kolekcjonera – mówi Penderecki. Ale ogród jest też dla niego poszukiwaniem jakiejś formy indywidualnej. Gdy go projektował, miał być niewielki. – Narysowałem sobie park, który później oczywiście daleko wyszedł poza granice tego, co wówczas kupiłem. Kupiłem trzy i pół hektara, a teraz park ma trzydzieści hektarów. W lusławickim ogrodzie (choć dziś już może powinno się mówić lesie) spotkali się dwukrotnie – w grudniu 2004 roku i maju roku 2005, a wynikiem tych rozmów jest książka „Penderecki. Rozmowy lusławickie. Lusławickie ogrody”. Penderecki nie zawsze jest dobrym rozmówcą. Czasem zdawać się może, że to nie kompozytor, ale wypytujący go muzykolog Tomaszewski ma tak naprawdę więcej do powiedzenia. Z drugiej jednak strony dowiadujemy się o nim niemal wszystkiego. Jakim więc go rysuje ten wywiad rzeka? Na bezludną wyspę zabrałby ze sobą Kwintet smyczkowy Schuberta. Nie wyobraża sobie, by można było robić cokolwiek innego poza pisaniem muzyki. Nie czyta krytyk, bo uważa, że sam jest najsurowszym krytykiem swoich utworów. Twierdzi, że w Polsce nie ma elity politycznej, że polityków (z małymi wyjątkami) nie można traktować poważnie i że nie należy utrwalać Trzeciej Rzeczpospolitej. – Ale czy Czwarta może być lepsza? – rzuca pytanie w przestrzeń. Są też w tej książce chwile zaskakujące wręcz swobodą, prawdziwe rozmowy bliskich przyjaciół: – Interesowały Cię dziewczyny? – pyta Tomaszewski. – Zawsze… – odpowiada kompozytor. A w finale „Rozmów lusławickich” przyznaje, że jest optymistą. – Inaczej nie warto żyć! – podkreśla. Drugi tom wydawnictwa to „Lusławickie ogrody”. Jest on z kolei wynikiem spotkania obu rozmówców z fotografem Markiem Bebłotem, a właściwie jego spotkania z parkiem i drzewami. W rozmowie z Tomaszewskim Penderecki zdradza wiele szczegółów dotyczących parku, jego koncepcji, historii, architektury… „Od samego początku postanowiłem założyć tu arboretum”, „Buduję kolekcję dendrologiczną i staram się – jak ten filatelista – uzupełniać każdą rozpoczętą serię”, „Tu powstaje moja musica domestica” i wreszcie „Z parkiem jest jak z partyturą. Tu fugato, tam monodia”. Niestety, w galerii zdjęć Bebłota porządku tego nie widać. Razi brak przemyślanej kompozycji, a jego obrazy zdają się po prostu przypadkowe, czasem wręcz nieciekawe.

+

Grzegorz Sowula, „Rzeczpospolita”, str. 14 01-01-2006 01:00

  Prof. Janusz Tazbir pisze w przedmowie do tego pięknie wydanego tomu „Nie chcemy tym albumem zastępować podręcznika dziejów ojczystych czy przewodnika po naszych zabytkach i krajobrazie”. Nie do końca się to udało, i bardzo dobrze. „Polska w starej fotografii” jest bowiem bedekerem. Po kolei poznajemy krajobraz, ludzi, wieś, miasto, siedziby, ale także treści trudniejsze do zilustrowania, jak wiarę, wydarzenia, kulturę, naukę. Zarazem bedeker to specyficzny, bo wymagający pełnego zaufania czytelnika – nie możemy niczego sprawdzić, okolic i postaci pokazywanych na czarno-białych, a właściwie sepiowych zdjęciach, już od dawna nie ma. Czy możliwe jest ukazanie kraju przez pryzmat 360 zdjęć? Zawsze będziemy mieli do czynienia z subiektywną selekcją, pamiętajmy jednak, że fotografia nie kłamie, a w każdym razie nie robiła tego przed stuleciem. Wystarczy dobrze się wpatrzyć: odświętnie ubrane wiejskie dzieci mają gołe stopy, przy brukowanym rynku stoją kamieniczki kryte drewnianym gontem, skuta lodem rzeka to nie miejsce rozrywki, a niebezpiecznej pracy, czyli wykuwania brył lodu do chłodni. Rozpiętość dat jest ogromna: mamy portret Chopina zrobiony w 1849 i zdjęcie uczestników zawodów balonowych z 1938. Pomiędzy nimi – dostojników i urzędników, starozakonnych i korporantów, kopalnie i cmentarze, chałupy nad Wilią i kamienice nad Wisłą, pałacowe rauty i wiejskie dożynki, stare kuźnie i fabryki samolotów… Panorama kraju pełnego kontrastów, w którym bieda była równie widoczna jak bogactwo. A jednak, przeglądając album trudno nie czuć pewnej dumy: piękny to był kraj, ludzie w nim dumni i dostojni, prosto się trzymali i solidarnie. Szkoda, że „w starej fotografii”… Niestety, nie wszystko się udało: mam spore zastrzeżenia do podpisów. Drobne niedociągnięcia pomijam, ale protestuję przeciw komentarzom infantylnym, jak ten: „Bez specjalistycznych maszyn rolniczych, które dziś warczą na polach, praca na roli była ciężka”. Coś tu zgrzyta, a nie warczy.
 

+

Agnieszka Malatyńska-Stankiewicz, „Dziennik Polski” 23-12-2005 01:00

Rozmowa dobrych znajomych „Mocno cię zmęczyłem? – pyta prof. Mieczysław Tomaszewski. – Nie… rozmowa to przyjemność – odpowiada prof. Krzysztof Penderecki – Tym bardziej że ty więcej mówisz niż ja… I to jest doskonałe, bo mnie prowokujesz. Ze mnie wyciągnąć dwa zdania jest trudno – dodaje kompozytor”

 

Mieczysław Tomaszewski, muzykolog, były wieloletni dyrektor Polskiego Wydawnictwa Muzycznego, oraz Krzysztof Penderecki, kompozytor, były rektor krakowskiej Akademii Muzycznej, znają się i przyjaźnią od 50 lat. Wiedzą o sobie wiele, przeżyli razem sporo, mają wspólne wspomnienia, tych samych znajomych. I oto tych dwóch panów przez dwa dni postanowiło porozmawiać ze sobą niemal o wszystkim: o życiu, sztuce, literaturze, fascynacjach, drzewach i o tym, co im najbliższe, czyli o muzyce. Zapis tej interesującej dyskusji znalazł się w pierwszym tomie albumu opublikowanego przez oficynę Bosz. Mieczysław Tomaszewski, autor wielu książek na temat życia i twórczości Krzysztofa Pendereckiego, nie miał jednak w tej rozmowie łatwego zadania. Krzysztof Penderecki słynie z małomówności i nieraz na pytania odpowiada jednym słowem, wykręcając się od głębszych wyjaśnień. Prof. Tomaszewski i na to jednak znalazł sposób. Nie dręczy kompozytora, nie dociska, nie stawia pod ścianą, tylko zmienia temat, by za chwilę powrócić do poprzedniego wątku. I tak Krzysztof Penderecki wyjaśnia to, o czym wcześniej mówić za bardzo nie chciał. Najlepszym przykładem jest fragment, kiedy panowie rozmawiają o Siedmiu bramach Jerozolimy. Mieczysław Tomaszewski zwraca się znienacka: „Pytanie niedyskretne: czy z Panem Bogiem rozmawiasz jak bohater Skrzypka na dachu, czy widzisz się z Nim niekiedy, jak Kasprowicz w Hymnach?”. Buntuję się, ale jednak zwycięża pokora” – odpowiada kompozytor. Kilka stron dalej, gdy panowie rozmawiają o muzyce sakralnej, Tomaszewski mówi: „Ty zdajesz się z Bogiem rozmawiać, a Messiaen, jak gdyby Boga chwalił?” A na to Penderecki: „On chwali, a ja się zmagam”. Spora część książki dotyczy sfery prywatności. Krzysztof Penderecki staje się bardziej rozmowny, gdy wymiana zdań dotyczy domu rodzinnego w Dębicy, zwłaszcza dziadka Roberta Bergera, mającego ogromny wpływ na rozwój kompozytora. Sporo też mówi on o Tadeuszu Kantorze, który był kuzynem jego mamy. „Był starszy ode mnie o dwadzieścia lat. Ale pamiętam, że dziadek mówił: Krzysiu jak się nie będziesz uczył, to skończysz jak Tadeusz (…). Wszyscy uważali go za dziwaka. Byliśmy jednak spokrewnieni. Jak przyjechałem do Krakowa, to właśnie tam mnie mama przyprowadziła. Chciała pamiętam, żebym mieszkał u nich na stancji. Nie było jednak możliwości, chyba całe szczęście. Pamiętam, że całe ściany były tam wyłożone starymi, połamanymi parasolami (…). Był to szok dla mnie. Miałem wówczas siedemnaście lat… Myślałem, że to naprawdę jakiś wariat i wcale nie chciałem tam mieszkać”. Panowie Tomaszewski i Penderecki często w rozmowie się spierają, ale spory dotyczą natury estetycznej. Sporo miejsca poświęcili dworowi i parkowi lusławickiemu. 30 lat temu kompozytor kupił upadający dwór z terenem wielkości 3,5 ha, i niewielką ilością starych drzew. Krzysztof Penderecki postanowił założyć park dendrologiczny. Wyremontował dwór, dokupił ziemi i zaczął kolekcjonować drzewa. Stworzył przepiękny park, w którym znajduje się około 1600 gatunków roślin. Choć „Rozmowy Lusławickie” (tom pierwszy) zostały uzupełnione fotografiami z rodzinnego archiwum kompozytora, dopiero drugi tom albumu „Lusławickie ogrody”, będący zbiorem zdjęć z lusławickiego parku, ilustruje najlepiej fascynację naturą Krzysztofa Pendereckiego. Znakomite fotografie Marka Bebłota ukazują park w różnych porach roku i dnia. Zdradzają intymności zakamarków natury: rozpięte między gałęziami pajęczyny babiego lata czy zasypane złotymi liśćmi aleje. We wstępie do „Lusławickich ogrodów” Krzysztof Penderecki pisze: „Długo szukałem tego miejsca na ziemi. Miejsca, które mogłoby stać się azylem dla mnie i moich bliskich, które pozwoliłoby przy tym zrealizować myśl towarzyszącą mi od dzieciństwa – zbudować własny ogród, tak, jak buduje się partyturę, nuta po nucie. Ogród pełen różnobarwnych i różnokształtnych drzew i krzewów, pośród których można się czuć bezpiecznie i szczęśliwie”.

+

 Michał Radgowski, „Rzecz o książkach” 03-12-2005 01:00

Z Krzysztofem Pendereckim w Lusławicach

 

Muzyczna wyspa Lusławice. Prywatny park Krzysztofa Pendereckiego, muzyczna wyspa wśród zwyczajnych siedzib. Muzyczna, bo odbywają się tam festiwale i koncerty, a mistrz komponuje. Jeśli nie czyni tego akurat podczas podróży po całym świecie.

 

Lusławice są tłem rozmowy profesora Mieczysława Tomaszewskiego z gospodarzem. Przypomina ona znaną formę wywiadu rzeki, z tym, że to coś więcej, bo pytający ma kompetencje znakomite i cechuje go niezwykłe znawstwo twórczości Pendereckiego. Lusławice to także drugi, obok muzyki, przedmiot rozmowy, bo troska o drzewa i krzewy połączone we wspaniałą kolekcję to „prawdziwa natura” kompozytora, który będąc człowiekiem światowym, przyznaje się chętnie do domatorstwa. I w tej trosce są również akcenty muzyczne. „Pomyślałem sobie – mówi Penderecki – że wreszcie muszę napisać jakiś utwór dla tych moich drzew”. A w innym miejscu, że drzewa są jak akordy, które trzeba wstawić w odpowiednią całość muzyczną. I jeszcze jedno wyznanie: „Niełatwo określić, w jaki to się dzieje sposób, ale dwór, park i drzewa lusławickie sprawiły, że zacząłem pisać inaczej niż dawniej. Chyba w sposób bardziej naturalny, mniej wymyślny. Bardziej osobisty i szczery”. Wydawnictwo Bosz poszło tropem tych słów, bo obok „Rozmów” wydało drugi tom – „Lusławickie ogrody” z pięknymi zdjęciami Marka Bebłota. Na nich wszystkie barwy pór roku, widok dworu w gęstwie drzew, czasem kompozytor zamyślony na ławce lub z wnuczką. Prawdziwa idylla, przeciwieństwo nastroju „dzikiej” muzyki okresu awangardowego. Ale – jak przypomina kompozytor – trwał on tylko dwa lata… Twórczość Pendereckiego i jego osobowość to trudny temat dla każdego krytyka. Pokutują różne uprzedzenia, niechęci, przede wszystkim założenie, że to muzyka zbyt trudna, niezmienna albo znowu, przeciwnie, zbyt przerzucająca się od stylu do stylu. Sam kompozytor nie ułatwia zadania, nie jest człowiekiem „gładkim”, kłaniającym się krytyce, raczej cechuje go przekora, niezależność i, jak doskonale określił to profesor Tomaszewski, „zgoda wewnętrzna na samotność własnej drogi w świecie kompozytorskim”. Rozmowy lusławickie zataczają szeroki łuk: od dzieciństwa, początków, przełomowej „Pasji”, awangardy i poszukiwań stylistycznych po muzykę sakralną, doświadczenia dyrygentury i plany na przyszłość. Jest także pewna opowieść, która daje do myślenia: pewnego razu w Sandomierzu po „Requiem” Mozarta miało być wykonane „Te Deum” Pendereckiego. „Siedzieliśmy razem w ławce – mówi Mieczysław Tomaszewski. – Po wysłuchaniu Mozarta powiedziałeś: Jak dobrze, że go nie dałem. Zapisałem ci to na plus…” Na to Penderecki: „Widzisz, ja też mam pokorę”. Osobny, jakże ciekawy, fragment rozmów dotyczy gustów muzycznych kompozytora. Okazuje się, że fascynuje go wielka symfonika. Kiedy mieszkał w Stanach, odkrył Brucknera, mało u nas znanego (Penderecki przypisuje to nieobecności wielkiej symfoniki polskiej). Bruckner to dla niego „ostatnie słowo po Brahmsie, Beethovenie i Wagnerze”. To jest pewna synteza, którą trudno znaleźć u współczesnych, zmieniających style kompozytorów. Ceni także Mahlera, Szostakowicza, Dworzaka… Co tworzy wszakże „syndrom Pendereckiego”, zespół właściwości charakterystycznych dla jego muzyki? – pyta profesor. – Forma, rodzaj ekspresji – odpowiada mistrz. „Można powiedzieć o moich utworach różne rzeczy, ale do formy nikt się nie może przyczepić”. Wysmakowane, piękne wydawnictwo dla miłośników muzyki… i natury.

Tytuły powiązane:

Jerzy Skarżyński. Chwile z życia malarza i scenografa

Katarzyna Filimoniuk

2004

O wszystkim

Olgierd Budrewicz

2010

Odczytywanie na nowo. Rozmowy z Mieczysławem Tomaszewskim

Krzysztof Droba

2011

Słownik warszawski

Olgierd Budrewicz

2011

Wertepy życia

Stanisław Rusin

2010

aktualności

CZARNY WEEKEND

„Czarny weekend” czyli super przeceny na bestsellery wydawnictwa BOSZ: Bestiariusz 1 Bestiariusz...

> więcej

Zapowiedzi zobacz wszystkie

„Domowe dania wigilijne i świąteczne” to zbiór 25 tradycyjnych przepisów świątecznych potraw, które może...

> więcej

Tradycja wytwarzania nalewek i likierów praktykowana jest na ziemiach polskich od stuleci. Domowe nalewki i likiery to książka z...

> więcej

«powrót