Bieszczady

Nakład wyczerpany

  • Tytuł oryginalny:

    Bieszczady

  • Liczba stron:

    80

  • Format:

    160 x 180 mm

  • ISBN:

    978-83-7576-015-6

  • EAN:

    9788375760156

  • Oprawa:

    miękka

  • Numer wydania:

    II

  • Rok wydania:

    2008

  • Język:

    polski

Bieszczady

Jerzy Harasymowicz  (autor) | Maria Harasymowicz  (wstęp) | Władysław Pluta  (proj. graf.) | Ryszard Nater  (fot.) | Zygmunt Nater  (fot.)

Jerzy Harasymowicz darzył Bieszczady szczególnym uczuciem i poświęcił im wiele utworów.
Tomik ten to wybór bieszczadzkich wierszy, opatrzony wstępem przez żonę poety, zilustrowany licznymi zdjęciami Ryszarda i Zygmunta Naterów, ukazującymi piękno tego regionu Polski.


Prof. Władysław Pluta – wykładowca krakowskiej ASP na Wydziale Form Przemysłowych, doświadczony i utytułowany projektant graficzny, autor licznych plakatów, katalogów, opracowań graficznych książek i systemów identyfikacji wizualnej, laureat wielu nagród i wyróżnień.

Dziękujemy za dodanie recenzji
+

Marian Struś, „NOWINY Gazeta Codzienna”, s. 20 28-07-2003 01:00

Poetyczne Bieszczady

 

Bieszczady są bez wątpienia górami mitycznymi i jako takie bywały już nieraz natchnieniem dla ludzi pióra. W literaturze utrwalił się tylko jeden obraz tego miejsca. Przedstawiane byty jako polski „Dziki Zachód”, odludzie, azyl dla ludzi mających dość cywilizacji, szukających mocnych wrażeń itp. Teraz natomiast, dzięki tomikowi wierszy Jerzego Harasymowicza, pięknie wydanemu przez oficynę BOSZ, Bieszczady debiutują również w poezji. Jerzy Harasymowicz (1933-1999) zakochany był w Bieszczadach do tego stopnia, że nawet po śmierci kazał rozsypać swe prochy na połoninach. Jak mało kto był predestynowany, aby oddać niepowtarzalny urok tych gór za pomocą wierszy. Czytając jego utwory, czujemy powiew wiatru, zapach ziół, słyszymy szemranie górskich potoków, przed oczami stają nam mieniące się wszystkimi kolorami jesieni buki. Motywem wierszy Harasymowicza jest także kultura i przeszłość tych ziem. Poeta zachwyca się pięknem cerkiewek, w jego słowach słychać też żal za tym, co minęło, tak w sposób naturalny, jak i w wyniku powojennego gwałtu na tradycji i spuściźnie narodowej Bieszczad. Wiersze zostały zilustrowane niesamowitej wprost urody zdjęciami Ryszarda i Zygmunta Naterów, fotografików z Leska, którzy czują Bieszczady i umieją uchwycić ich czar na kliszy.

+

Set., „Gazeta Bieszczadzka”, nr 15 (295), s. 5. 25-07-2003 01:00

Bieszczadzka biblioteczka

Dom pod połoninami z wierszy zbudowany

 

Właściwie trudno sobie wyobrazić, by ktoś, kto lubi Bieszczady, a przy tym nie ma alergii na słowo drukowane (na dodatek piękne słowo i ładnie wydrukowane), nie miał tej pozycji w swojej biblioteczce. Zbiór wierszy Jerzego Harasymowicza „Bieszczady” powinien w najbliższym czasie stać się w naszym regionie hitem księgarskim. Takiego zbiorku w księgarniach na pewno brakowało. Do tej pory bowiem bieszczadzkie wiersze Harasymowicza rozrzucone były po różnych tomikach i czasopismach. Teraz żona poety Maria Harasymowicz i znany poeta Janusz Szuber dokonali rzeczy niezwykle trudnej: spośród przebogatej twórczości mistrza Jerzego (Harasymowicz jest autorem ok. 50 tomików wierszy) wybrali trzydzieści kilka utworów, które złożyły się na „Bieszczady”. Trafiło im się zadanie – można bez przesady rzec – arcytrudne, gdyż nawet jeśli się przyjęło założenie, że mają to być wiersze ściśle bieszczadzkie, to ułatwienie było niewielkie. W dorobku Harasymowicza bardzo dobrych wierszy „zlokalizowanych” w Bieszczadach jest multum, bo – jak zwierzył się ich autor – „Bieszczady są królestwem przestrzeni i zawsze wydawało mi się, że jest to kraina, gdzie moja poezja czuje się najlepiej i gdzie moje wiersze pokrywają się zielonymi listkami”. I takie postrzeganie Bieszczadów nie było wynikiem jakiegoś chwilowego nimi zauroczenia. Harasymowicz „ze wszystkich krajobrazów najbardziej lubił góry, a w ostatnich latach żył pod urokiem Bieszczadów – stwierdziła w słowie wstępnym do tomiku Maria Harasymowicz. – Przyjeżdżał tu „do siebie”, te góry były dla Niego „domem”, co tak przekonująco opisywał w swoich wierszach, iż wielu ludzi uwierzyło, że my naprawdę mamy dom pod połoninami”. Nie jest to żadne dorabianie legendy do biogramu twórcy, lecz są to fakty oczywiste. Harasymowicz kochał Bieszczady. Nie była to miłość łatwa, bo mówienie językiem poetyckim o tragicznych dziejach tego regionu nie było ani lekkie, ani łatwe, ani przyjemne i przysparzało mu chyba tylu zwolenników, co i przeciwników. Czuł jednak, że do zmierzenia się z tymi zagadnieniami jest zobowiązany swoim rodowodem i swoim życiorysem. Nie była to też miłość wolna od cierpienia, gdyż poeta „autentycznie cierpiał, widząc ruiny cerkwi i cmentarzy”. Ale – na szczęście – nie była to też miłość nieodwzajemniona, bo „zawsze, kiedy tu wracał”, mógł do woli „siedzieć na ławce z księżycem”, zawsze tutejsze „klony brały go za wnuka” i zawsze „miał tu wszystko, co kochał”. Odwdzięczał się za to najpiękniej, jak potrafił: pisał wiersze. A w tych wierszach Bieszczady były na pierwszym planie lub stanowiły scenerię najbardziej elementarnych i największych zarazem doznań egzystencjalnych: miłości i śmierci. Ten ostatni wątek został szerzej potraktowany w rozmowie z Januszem Szuberem („Innego wyjścia nie ma” – s. 7). Zaś jeśli chodzi o ten wcześniejszy, to opisywał miejsca w sposób niezwykle świeży, odkrywczy, poruszający wyobraźnię czytelnika, każdego czytelnika – i tego, dla którego kontakt z poezją jest częsty jak kromka chleba, i tego, który ma w ręku wiersz tak rzadko jak weselny kołacz. Nie piszę tego bezpodstawnie, bo sam widziałem, jak na jednej z ustrzyckich budów operator koparki podczas przerw w pracy czytał właśnie „Harasymowicza”. I niech to także będzie dowód, że Bieszczady to miłość odwzajemniona. Wielka szkoda, że pisząc o Jerzym Harasymowiczu, trzeba używać czasu przeszłego. Zmarł bowiem w sierpniu 1999 r. Gdyby żył, to właśnie teraz – 24 lipca – skończyłby 70 lat. Myślę, że w jakimś stopniu zbiór „Bieszczady” jest jednym ze sposobów uczczenia tej rocznicy. Nawiasem mówiąc, w tym roku także przypada 50 rocznica rozpoczęcia przezeń pracy twórczej. Choć Jerzy Harasymowicz przez historyków literatury zaliczany jest do generacji poetyckiej, która objawiła się w polskiej literaturze w 1956 r., to jego debiut w czasopismach przypadł na rok 1953. Po raz ostatni był w Bieszczadach niespełna miesiąc przed śmiercią i – jak to wspomina Janusz Szuber „nieuprzedzonym okiem widać było, że Jerzy umiera, wrastając równocześnie biologią gasnącego ciała w tutejszą naturę, jej włókna, komórki, stając się jej organiczną cząstką: Harasymowicz-Broniuszyc, nowy gatunek wpisany do bieszczadzkiego zielnika”. „Bieszczady” to nie tylko zbiór poetycki, ale album liryczno-fotograficzny. Znalazły się w nim oprócz wierszy piękne fotografie Ryszarda i Zygmunta Naterów. O poziomie edytorskim tej publikacji nie trzeba mówić, jeśli się wie, że jest kolejne wydawnictwo oficyny „BOSZ” z Olszanicy.

+

Janusz Drzewucki, „Rzeczpospolita” 15-07-2003 01:00

Wybór wierszy Jerzego Harasymowicza o Bieszczadach

Komańcza, Otryt i Osława

 

Każdemu, kto latem wybiera się w Bieszczady radzę, żeby oprócz mapy i przewodnika wrzucił do plecaka również zbiór wierszy Jerzego Harasymowicza zatytułowany „Bieszczady”. „Bieszczady” to nie tyle zbiór wierszy, ile album poetycko-fotograficzny, bowiem w tej efektownie opracowanej edytorsko książce znalazły się – obok blisko czterdziestu tekstów poetyckich – wysmakowane fotogramy Ryszarda i Zygmunta Naterów. Cóż, oficyna Bosz specjalizuje się w książkach jednocześnie do czytania i do oglądania, czego najlepszym dowodem seria rzadkiej urody albumów, w której zaprezentowano Tatry i Bieszczady, Kraków i Wrocław, a także Sandomierz. Gdyby żył, 24 lipca skończyłby 70 lat. Zmarł latem 1999 roku, jeszcze przed śmiercią zdążył napisać: „Bieszczady są królestwem przestrzeni i zawsze wydawało mi się, że jest to kraina, gdzie moja poezja czuje się najlepiej i gdzie moje wiersze pokrywają się zielonymi listkami”. Zgodnie z wolą poety, jego zwłoki zostały skremowane, zaś prochy rozsypane nad Bieszczadami. Jak czytamy w wierszu „W górach”, otwierającym tomik: „W górach jest wszystko co kocham/ Wszystkie wiersze są w bukach/ Zawsze kiedy tam wracam/ Biorą mnie klony za wnuka”. Zwrotka ta została wyryta na tablicy umieszczonej na pomniku autora „Powrotu do kraju łagodności” i „Mitu o świętym Jerzym”, który staraniem jego żony – Marii stanął na Przełęczy Wyżnej pod Połoniną Wetlińską. Pomnik według projektu Piotra Potoczki z Politechniki Krakowskiej wykonał Florian Szostak, rzeźbiarz z Nowego Żmigrodu. Kiedy się do niego podchodzi, odnosi się wrażenie, że stanowi on bramę prowadzącą do serca Bieszczadów. Stało się więc tak, jak poeta napisał w jednym z ostatnich wierszy: „Kiedy jak buki na mróz serce mi pęknie/ połóżcie mnie na wóz z widokiem na Bieszczady/ na wielki pożar gór na wielką jesień/ którą sam roznieciłem pisaniem”. Połonina Wetlińska, ale także Caryńska – które „stoją na niebie jak zaprzęg wołów w szronie” – stanowią jeden z głównych motywów bieszczadzkiej poezji Harasymowicza. Ale nie tylko. Akcja liryczna jego wierszy rozgrywa się ponadto w Ustianowej i w Komańczy, w Lutowiskach i w Hoszowie, nad Sanem i nad Tołstą, w zakolu Osławy, w pasmie Otrytu, na szczycie Wielkiej Rawki; wiosną, latem, jesienią i zimą, a także w dzień i w nocy. W swoich wierszach Harasymowicz opisuje drewniane cerkiewki, lasy i pola, dmuchawce i powoje, wiatr i niebo oraz chmury ciągnące po niebie. Z jednej strony marzy: „Tu w górach/ zbudujemy dom/ na jednej nodze/ kłopotów” (w wierszu „Burzliwa pogoda”), natomiast z drugiej konstatuje z wielką stanowczością: „Znalazłem siebie/ w tych górach/ w tych drzewach/ ubranych jesienią” („Znalezione”). Przeczuwając nadchodzącą śmierć, w wierszu „Bieszczadzki wicher” napisał: „Pochowa mnie/ góra/ zarośnie las”, natomiast w jednym z najbardziej przejmujących wierszy, jaki można znaleźć w jego bogatym dorobku, zatytułowanym „Buki stare brodate” prorokował: Kiedyś i mnie poniesiecie Buki pradziady moje Zaproście Rawki jak siostry I Połoninę Caryńską Bo tak mi serce coś szepcze Chore pożółkłe jak listek Że nie wiadomo kiedy Licho na nas zagwiżdże Z ciała kurz rudy zostanie Jak mgły uleci niczyje Nad niebo nad Bieszczadem Dusza jak sokół się wzbije Ma rację, mieszkający w Sanoku poeta, Janusz Szuber, który stwierdził, że osobie Jerzego Harasymowicza Bieszczady znalazły „swego literackiego patrona” i że umierał: „wrastając równocześnie biologią gasnącego ciała w tutejszą naturę, jej włókna, komórki, stając się jej organiczną cząstką”. To prawda, Jerzy Harasymowicz – jak nikt – zasłużył sobie na tytuł poety Bieszczadów.

Tytuły powiązane:

Bieszczady

Zygmunt Nater

2009

Bieszczady

Zygmunt Nater

2012

Bieszczady

Tadeusz Budziński

1999

Bieszczady miniatura

Agnieszka i Włodek Bilińscy

2009

Bieszczady miniatura

Tadeusz Budziński

2003

Bieszczadzki Park Narodowy

Tadeusz Budziński

1996

Bieszczadzkie cztery pory roku. Zapiski z Siekierezady

Rafał Dominik

2012

aktualności

Otwarcie pierwszej w Polsce Księgarni Artystycznej Wydawnictwa BOSZ

W sobotę 18 października Wydawnictwo BOSZ otworzy swoją pierwszą Księgarnię Artystyczną. Salon będzie usytuowany na I...

> więcej

Zapowiedzi zobacz wszystkie

Najnowsza książka Krzysztofa Łoszewskiego Od spódnicy do spodni. Historia mody męskiej, to niezwykle ciekawe spojrzenie...

> więcej

Warszawa lata 50. to kolejna z serii Foto Retro fotograficzna opowieść o niezwykłych dziejach stolicy tamtego czasu.

> więcej

«powrót