Fotografie z PRL-u

Cena:

55.30 zł
79.00 zł

Przeglądaj książkę
  • Tytuł oryginalny:

    Fotografie z PRL-u

  • Liczba stron:

    192

  • Liczba zdjęć:

    195

  • Format:

    230 x 300 mm

  • ISBN:

    978-83-7576-076-7

  • EAN:

    9788375760767

  • Oprawa:

    twarda

  • Numer wydania:

    I

  • Rok wydania:

    2010

  • Język:

    polski

Fotografie z PRL-u

Jan Morek  (fot.) | Maciej Rybiński  (tekst) | Zenon Porada  (proj. graf.)
Album pokazuje dwa oblicza PRL-u: oficjalne i codzienne, utrwalone obiektywem fotografika Jana Morka. Obok uchwyconych w wypracowanych pozach przywódców partyjnych, widzimy ich niespodziewane gesty i niekorzystne miny, a także – sceny codzienne PRL-owskiej, szarej rzeczywistości. Zdjęcia wstępem oraz komentarzem opatrzył Maciej Rybiński.
Dziękujemy za dodanie recenzji
+

Paweł Raczkiewicz, „Dziennik Polski” 25-03-2010 01:00

Oda do młodości

 

"Czasami słyszy się, także publicznie, westchnienia coraz bardziej sędziwych nostalgików, że PRL miała jednak swoje dobre strony. Rzadko kto jednak szczerze mówi, jakież to dobre strony wspomina. A na ogół są one oczywiste: człowiek był młody, miał wszystkie zęby i bujne włosy, nie kwękał wstając rano, nie tylko on interesował się odmienną płcią, ale i ona nim... W rzeczywistości, na poziomie społecznym, PRL miała tylko dwie strony. Nie dobrą i złą, ale oficjalną i prywatną. Medialną i uliczną. Nadętą, napuszoną i ulizaną oraz szarą, czasami ponurą, czasami tylko groteskową". Te słowa Macieja Rybińskiego, zmarłego niedawno pisarza, scenarzysty, satyryka i felietonisty (w tym felietonisty "Dziennika Polskiego") zaczerpnąłem ze wstępu do opublikowanego przez Wydawnictwo BOSZ albumu "Fotografie z PRL-u", przynoszącego zdjęcia Jana Morka, wieloletniego fotoreportera agencji "Interpress", z racji zawodowych obowiązków uwieczniającego na kliszy oficjalne życie PRL-owskiego establishmentu, z racji zawodowych pasji fotografującego także nas, szeregowych Polaków, cierpiących pod komunistycznym knutem, ale i układających sobie w PRL normalne życie, szukających enklaw wolności. W czasach PRL praca fotoreportera, nawet zatrudnionego w oficjalnej agencji, jaką był "Interpress", do łatwych nie należała. Jak przypomina we wstępie Maciej Rybiński, wykonywane zdjęcia podlegały, jak wszystkie publikacje, ostrej cenzurze. "Fotograf tylko naciskał migawkę - doborem zdjęć do publikacji zajmowały się poważne gremia ważnych i poważnych funkcjonariuszy. Dbali oni o to, aby u czytelników gazet nie powstał nawet cień podejrzenia, że prominenci z pierwszych stron gazet mogą być zwykłymi ludźmi, mieć jakieś słabości, dłubać w nosie albo potykać się na schodach. To musiały być kroczące monumenty" - pisze Rybiński. A gazety w czasach PRL to była poważna siła. Warto przypomnieć, że bijąca w owych czasach rekordy katowicka "Trybuna Robotnicza" sprzedawała w piątki niekiedy nawet ponad milion egzemplarzy... Mimo to, jak pisze Maciej Rybiński, i fotoreporterom, i gazetom, i owym poważnym gremiom zdarzały się niekiedy zabawne wpadki. "Najładniejsza taka historia, którą znam, to zdjęcie Nikity Chruszczowa (przywódca ZSRR na przełomie lat 50. i 60. XX wieku - przyp. WJ) zwiedzającego chlewnie w jednym z PGR-ów. Na zdjęciu był prosiak i Chruszczow, a podpis brzmiał: Nikita Chruszczow (z lewej)..." - pisze Rybiński. Inny przykład - kiedyś polecono, aby do zdjęcia przedstawiającego Breżniewa (następca Chruszczowa) w kapeluszu i Cyrankiewicza (wieloletni premier PRL) bez kapelusza dorysować temu drugiemu kapelusz. I Cyrankiewicz ukazał się w druku z dwoma kapeluszami, jednym na głowie, a drugim w ręce...

    Nie wszystkie takie zdjęcia zachowały się do dzisiejszych czasów. Zaginęły na przykład wykonane przez Jana Morka fotografie pijanego Breżniewa, który podczas zjazdu PZPR dyrygował z mównicy salą śpiewającą polski hymn. Są za to w tej książce fotografie namiętnie całujących się w usta przywódców bratnich krajów (według krążących wówczas plotek najlepiej całował Erich Honecker z NRD). Są też zdjęcia dowodzące, że spora część PRL-owskiej obyczajowości przetrwała w środowisku postkomunistycznym nawet po upadku systemu - jedna z fotografii prezentuje Edwarda Gierka podczas wizyty zagranicznej (w Rumunii) w stanie ewidentnie wskazującym na spożycie, co - jak wiemy - zdarzało się naszym(?) przywódcom także w III RP. Spore me (polityczne) wzruszenie wywołało też zdjęcie premiera Piotra Jaroszewicza z łopatą, wykonane podczas tzw. niedzieli czynu partyjnego. Może takie zajęcia rekreacyjne przydałyby się i niektórym współczesnym politykom? Cóż, nie będę ukrywał, że oglądałem fotografie Jana Morka z pewną nostalgią. Tęsknotą za utraconą młodością, za wspomnianymi przez Rybińskiego zębami, fryzurą... Z owych, wstydliwych, przyznaję, wzruszeń, otrząsnąłem się jednak na widok wizerunków najwybitniejszego "człowieka honoru" III RP, tow. gen. Wojciecha Jaruzelskiego, choćby jego wielkiego portretu ułożonego przez północnych Koreańczyków podczas wizyty w tym (k)raju. Mimo wszystko chyba jestem w stanie te zęby odżałować...
+

Krzysztof Masłoń, „Rzeczpospolita” 20-03-2010 01:00

Pod batutą Leonida Breżniewa

 

PRL, jak moneta, miała swój awers i rewers. Obie te strony dokumentował Jan Morek, fotoreporter „Interpressu”.

 

Jego zadaniem było utrwalenie wszystkich możliwych oficjałek partyjnych i państwowych, a pasją – zatrzymywanie w kadrze prawdziwego życia Polski i Polaków, nieobjętego beznadziejnie nudnym rytuałem wiecznych narad, posiedzeń, spotkań i zebrań. Wynikiem zderzenia tych dwóch stron PRL widzianych oczyma jednego człowieka – socjologa z wykształcenia, fotografa z zamiłowania, jest wydany nakładem wydawnictwa Bosz album „Fotografie z PRL-u”: 200 zdjęć (czarno-białych i kolorowych, od końca lat 50. po zmierzch PRL) opatrzonych tekstem Macieja Rybińskiego. Jak zawsze skrzącym się dowcipem, trafiającym w sedno przedstawianych problemów, „dopowiadającym” fotografie o to, co w nich czasem bywa ukryte czy zawoalowane. Zmarły w zeszłym roku nasz redakcyjny kolega był PRL wytrawnym znawcą. Jego tekst otwierający album („Dwie strony Jana Morka”) wyczerpuje zagadnienie, nad którym głowią się starsi wiekiem rodacy: jak to jest, że jak tylko pojawia się samo hasło – „PRL”, zaraz słychać nutę nostalgiczną, choć zdawałoby się, że wiemy już tak wiele: o zbrodniach tamtego systemu, o biedzie, w którą komuniści wpędzili naród, o głupocie „przywódców”, o całym tym syfie. A przecież – stękają i wzdychają nostalgicy – miała też PRL swoje dobre strony. „Rzadko kto jednak szczerze mówi – zauważył Maciej Rybiński – jakież to dobre strony wspomina... A na ogół są one oczywiste: człowiek był młody, miał wszystkie zęby i bujne włosy, nie kwękał, wstając rano, nie tylko on interesował się odmienną płcią, ale i ona nim... W rzeczywistości, na poziomie społecznym, PRL miała tylko dwie strony. Nie dobrą i złą, ale oficjalną i prywatną. Medialną i uliczną. Nadętą, napuszoną i ulizaną oraz szarą, czasami ponurą, czasami tylko groteskową”. Wszystko to razem pokazują fotografie Jana Morka. Wiele z nich w swoim czasie nie przeszło sita cenzury i dopiero teraz można je obejrzeć. Nie wszystkie jednak. Autor zdjęć nie był ich właścicielem. „Był tylko – pisał Rybiński – dodatkiem do aparatu stanowiącego własność agencji. Dlatego musiał oddawać wszystkie naświetlone klisze wraz ze stykówkami do obróbki cenzuralnej”. Część z nich szczęśliwie ocalała dzięki archiwistom, niektóre jednak przepadły. Tak się stało ze zdjęciem wyraźnie niedysponowanego sekretarza generalnego KC KPZR Leonida Breżniewa, który na zjeździe bratniej polskiej partii w Warszawie, gdy cała sala na stojąco śpiewała „Jeszcze Polska nie zginęła” (inna wersja mówi o „Międzynarodówce”), z mównicy dyrygował tym specyficznym chórem. Jan Morek – czytamy – nie stracił głowy i zrobił całą kliszę, 36 zdjęć sowieckiego genseka dyrygującego polskimi komunistami. Musiał jednak kliszę oddać i zdjęcia przepadły. Ale zachowały się inne, nie mniej ciekawe. Tego samego Breżniewa wpijającego się w usta Gierka (ponoć najlepiej całował Honecker) czy grożącego palcem Gierkowi i Jaruzelskiemu na defiladzie w trzydziestolecie PRL. Popularnego „Sztygara” widzimy w tym albumie w różnych sytuacjach. Oto zdejmuje buty (rękoma „kapciowego”) po wizycie w kopalni węgla kamiennego. Trudno nie zwrócić uwagi na nieskazitelną biel kombinezonów (zdjęcie powyżej). Dalej mamy Gierka osobiście obwożonego gazikiem po Hawanie przez Fidela Castro, polującego w Rumunii na niedźwiedzie w towarzystwie samego Geniusza Karpat – Ceausescu, czy wiosłującego na łódce razem ze szwedzkim premierem Olofem Palme. Jakże kontrastują z tymi zdjęciami fotografie wajchowego tramwajowych zwrotnic czy podwórkowego ostrzyciela noży, dorożek na warszawskich ulicach, wiecznie „niedotartych”, zatłoczonych autobusów – obok uczestników pochodu pierwszomajowego przechodzących pod trybuną honorową: z Gomułką, Cyrankiewiczem, Ochabem, Kliszką... Najciekawsze są jednak zupełnie anonimowe twarze: Polaków lat 60., 70., 80. Młodych ludzi całujących się pod portretem Włodzimierza Lenina, bawiących się w wesołym miasteczku, tańczących na „dechach” czy – jak na prezentowanym tutaj zdjęciu – przymierzających się do degustacji wykwintnego napitku pod nazwą „Poprad”. Materiału do refleksji w wydanym przez Bosza albumie jest aż nadto. Dość spojrzeć na sąsiadujące ze sobą zdjęcia procesji Bożego Ciała i manifestacji pierwszomajowej. Z jakże wymownym podpisem: „Uczestnicy w większości byli ci sami – szczęśliwie oba święta wypadały w różnych terminach. Jedyna różnica – udział w uroczystościach Bożego Ciała był dobrowolny”.

Tytuły powiązane:

Chris Niedenthal. Wybrane fotografie 1973–1989

Chris Niedenthal

2014

Polska Rzeczpospolita Ludowa. Rekwizyty

Chris Niedenthal

2004

Polska w starej fotografii

Janusz Tazbir

2005

Polska w starej fotografii. Wybór najciekawszych zdjęć

Daria Nałęcz

2012

aktualności

CZARNY WEEKEND

„Czarny weekend” czyli super przeceny na bestsellery wydawnictwa BOSZ: Bestiariusz 1 Bestiariusz...

> więcej

Zapowiedzi zobacz wszystkie

Minialbum odwołujący się do tytułu Beksiński 4, kończącego serię cieszących się ogromną popularnością książek poświęconych...

> więcej

Trzeci z minialbumów dotyczących bogatej twórczości, pochodzącego z Sanoka, Zdzisława Beksińskiego. Tym razem mamy do...

> więcej

«powrót