Meteoryty. Oblicza gości z kosmosu

Cena:

29.90 zł
59.00 zł

Przeglądaj książkę
  • Tytuł oryginalny:

    Meteoryty. Oblicza gości z kosmosu

  • Liczba stron:

    120

  • Liczba zdjęć:

    215

  • Format:

    210 x 280 mm

  • ISBN:

    978-83-7576-115-3

  • EAN:

    9788375761153

  • Oprawa:

    twarda

  • Numer wydania:

    I

  • Rok wydania:

    2010

  • Język:

    polski

Meteoryty. Oblicza gości z kosmosu

Andrzej Manecki  (autor) | Janina Wrzak  (fot.) | Tadeusz Nuckowski  (proj. graf.)

Bogato ilustrowana książka, autorstwa prof. Andrzeja Maneckiego, mineraologa, petrografa i polarnika, w dostępny dla każdego, fascynujący sposób przedstawia zagadnienia dotyczące meteorytów – ich genezy, budowy, najsłynniejszych, spektakularnych spadków. Zawarto tu także informacje o Układzie Słonecznym i historii Wszechświata. Pośród ilustracji, prócz zdjęć efektownych meteorytów, są także zdjęcia mikroskopowe (optyczne i elektronowe) pramaterii słonecznej, jak również zdjęcia trójwymiarowe, które znalazły się także na dołączonej do publikacji płycie CD. Autorem większości zdjęć jest Janina Wrzak, mineralog i speleolog.

Prof. Andrzej Manecki – mineralog, petrograf i polarnik, profesor Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Uczestnik wielu wypraw badawczych, w tym polarnych. Autor wielu specjalistycznych i popularnonaukowych publikacji o minerałach i meteorytach, w tym książki „Meteoryty. Oblicza gości z kosmosu”. 

Janina Wrzak – absolwentka Akademii Górniczo-Hutniczej, geolog i speolog, zajmuje się makrofotografią przyrodniczą. Autorka fotografii meteorytów oraz płyty CD, zamieszczonych w publikacji „Meteoryty. Oblicza gości z kosmosu”.

Prof. Tadeusz Nuckowski – grafik i projektant graficzny, profesor Uniwersytetu Rzeszowskiego, wykładowca na Wydziale Sztuki; autor projektów graficznych kilkudziesięciu książek.

Dziękujemy za dodanie recenzji
+

Zbigniew Tymiński, Pracownia Komet i Meteorów 07-12-2012 01:00

Meteoryty. Oblicza gości z kosmosu. Z końcem roku trafia w ręce czytelnika bogato ilustrowana książka w formie albumu. Podobnego nigdy wcześniej w Polsce nie wydano i mało jest takich na rynku światowym. Pozycja adresowana jest nie tylko do miłośników astronomii i meteorytyki, którym temat nie jest obcy, powinna także zainteresować wszystkich ciekawych świata, w szczególności poszukiwaczy przygód i skarbów. Jest to bowiem książka o skarbach ukrytych na Ziemi ale pochodzących z nieba, które stale penetrują ziemską atmosferę, spadają na Ziemię i przy odrobinie szczęścia mogą być odnalezione. Autor książki to wybitny specjalista, profesor Akademii Górniczo-Hutniczej, który z meteorytami związany jest niemal od początku swojej kariery naukowej. Przedstawia on tematykę tak pasjonująco i ciekawie, że z pewnością zainteresuje każdego, od laika do studenta nauk przyrodniczych. Opisy cech charakterystycznych ułatwiające rozpoznanie potencjalnego meteorytu zilustrowane są dużą ilością zdjęć, co czyni książkę tym bardziej wartościową. Szczególnie warte uwagi są unikatowe zdjęcia ukazujące piękno meteorytów w technice 3D. Pięć z nich można obejrzeć na kartach książki, kolejne znajdują się na dołączonej płycie CD. Wrażenia są dosłownie nieziemskie i przyznam, że do podziwiania kształtnych okazów chętna była cała moja rodzina, od najmłodszego 4-latka do najstarszego seniora. Przepiękne są także zdjęcia przekrojów, zgładów i szlifów mikroskopowych, które wraz z opisem prezentowanych minerałów pozwalają poznać sekretny świat wnętrza meteorytów. Kamienie z nieba pasjonują ludzi od dawna, natura ich spadków oraz zjawiska z tym związane zawsze budziły zainteresowanie czy też przerażenie człowieka. Współcześnie fascynuje nas ich skład - to, że niosą w sobie bardzo ważne informacje o początkach naszego Układu Słonecznego. Są materiałem bezcennym nie tylko dla nauki, ale również dla kolekcjonerów, którzy niejednokrotnie są nimi urzeczeni do tego stopnia, że przejawiają jak pisze autor „ciekawość niemal magiczną, rodzącą pasję”. Książkę otwiera rozdział „Meteoroidy, meteory, meteoryty” wyjaśniający skąd się one biorą i przedstawiający w tle szkic historyczny meteorytyki – od znanego spadku meteorytu w Ensisheim w 1492 roku, cofając się do Starożytnej Grecji, dochodząc aż do czasów współczesnych. Autor odpowiada także na pytanie, dlaczego tematyka jest ważna i wyjaśnia klasyfikację meteorytów, którą przeplata ciekawostkami o nich samych. Uwagę przykuwają zdjęcia pallasytów stanowiących „witrażowe” połączenie szlachetnych kryształów oliwinów ze srebrzystym metalem. Meteoryty te wywołują zawsze duże wrażenie i pozytywne emocje, szczególnie u wrażliwej płci pięknej. W książce znajdziemy także przykłady współczesnych i starożytnych ozdób i wyrobów jubilerskich z meteorytów, jak również zdjęcia narzędzi z nich wykonanych. Na szczególną uwagę zasługują polskie meteoryty przedstawione w książce – niespotykane dotąd zdjęcia meteorytu Grzempy a także meteoryty Baszkówka i Pułtusk. Jako reprezentanci grupy meteorytów kamiennych zwanych chondrytami zawierają one niezmienioną do czasów dzisiejszych najstarszą w Układzie Słonecznym pramaterię. Meteoryt pułtuski, stanowiący największy spadek w historii nowożytnej, został omówiony dokładniej i udokumentowany duża ilością zdjęć, które autor był w stanie wykonać mając dostęp do kilku najważniejszych instytucji z kolekcjami meteorytów w Polsce, takich jak Muzeum PAN czy Uniwersytet Jagielloński. Autor opisał barwnie także spadek mezosyderytów pod Łowiczem oraz całą znaną historię meteorytu Morasko znajdującego się w Poznaniu i jego kraterów, uważanych za najładniejsze w Europie. Kraterom meteorytowym poświęcony został osobny rozdział. Meteoroidy czyli fragmenty planetek odegrały ważną rolę w kształtowaniu powierzchni planet. Upadki dużych fragmentów planetoid doprowadzały nierzadko do zmiany nie tylko morfologii planety ale także do katastrof - lokalnych a czasem nawet globalnych, zagrażających wszelkiemu życiu na Ziemi. Powstanie Księżyca i nachylenie osi obrotu Ziemi jest najprawdopodobniej skutkiem jednej z nich. Przytoczono także przykłady współczesnych katastrof. Reprezentuje je m.in. kraterotwórczy spadek meteorytu Sichote –Alin, wielki wybuch tunguski oraz niewyjaśniony do dziś wybuch w Jerzmanowicach pod Krakowem, który był osobiście badany przez autora. Skały Księżyca i Marsa oraz odpowiadające im meteoryty, które są ulubionymi kolekcjonerskimi rarytasami poszukiwanymi także przez naukowców, to jeden z wielu kolejnych tematów poruszonych w książce. Ogromnie ciekawe są opowieści o materii Pasa Głównego i pozostałych planetoid, o procesach zachodzących na największych księżycach Układu Słonecznego – o czarnym deszczu węglowodorów na Tytanie, o wulkanach, których erupcje siarki sięgają na wysokość 300 km, o lodowych gejzerach – wodzie, która nadała rację bytu astrobiologii a tym samym poszukiwaniu życia w kosmosie, o pyłach kosmicznych, szkliwach, tektytach i o wielu innych wątkach dotyczących naszego Układu Słonecznego. Wszystkie te opowieści składają się w zgrabną całość zasługującą na naszą szczególną uwagę.

+

Andrzej S. Pilski, ASPMET 07-12-2012 01:00

Meteoryty jako naturalne dzieła sztuki

 

 

Po raz pierwszy ukazała się w Polsce tak piękna książka o meteorytach. Publikowane wcześniej nieliczne książki poświęcone temu tematowi miały zwykle czarno-białe ilustracje, by nie odstraszać czytelnika ceną. Zapewne pokutowało też przeświadczenie, że same meteoryty nie są tak barwne, by opłacało się robić kolorowe ilustracje. Istotnie w polskich zbiorach muzealnych najczęściej pokazuje się meteoryty w całości, a wtedy barwa jest tylko czarna, albo rdzawa, gdy meteoryt jest zwietrzały.

 

 

Pokazane w książce i na dołączonej płycie zdjęcia ujawniają, ukrytą pod czarno-rdzawą szatą kopciuszka, królewnę. Czytelnik może zobaczyć, czym zachwycają się badacze meteorytów mający dostęp do mikroskopu petrograficznego. Poza barwnymi przekrojami meteoryty ukazują bowiem oszałamiająco barwny świat, gdy wykonane z nich preparaty oglądamy pod mikroskopem polaryzacyjnym. Widoczne wówczas barwy nie są wprawdzie rzeczywistymi lecz interferencyjnymi, ułatwiającymi identyfikację minerałów, ale nie zmienia to faktu, że badacz doznaje także rozkoszy estetycznej. Dzięki książce dostęp do tego piękna zyskują także czytelnicy.

Książkę zawdzięczamy przede wszystkim dwóm osobom. Autorem jest wybitny polski mineralog, prof. dr hab. inż. Andrzej Manecki, który od lat interesuje się meteorytami i stara się promować tę tematykę, a przepiękne zdjęcia meteorytów, to dzieło dr Janiny Wrzak. Miałem kilkakrotnie okazję oglądać parę autorów przy pracy nad zdjęciami i widząc, ile serca w to wkładali, nie dziwię się, że wynik jest tak zachwycający. Na wdzięczność zasłużyło jednak także wydawnictwo Bosz i drukarnia OZGraf za stworzenie eleganckiej książki, którą czytelnik z przyjemnością bierze do ręki.

 

 

Autor zaprasza do lektury każdego, kto nie jest obojętny na otaczającą go przyrodę. Meteoryty spadają na naszą planetę jak popadnie i niezmiernie rzadko zdarza się, że wylądują w pobliżu badacza, który potrafi się nimi zająć. Najczęściej albo nikt nie zauważy ich spadania, albo jak zauważy, to nie wie, jak obchodzić się ze znalezionym „kosmitą” i do kogo się udać. Dlatego ważnym zadaniem każdego badacza meteorytów jest popularyzacja wiedzy o nich, by przypadkowi znalazcy byli w stanie meteoryty rozpoznać. Najlepsze opisy nie zastąpią obejrzenia prawdziwych meteorytów, co w Polsce nie jest łatwe. Pokazanie dobrych ilustracji, a szczególnie trójwymiarowych obrazów na dołączonej do książki płycie z możliwością ich obracania, na pewno pomoże rozpoznać meteoryt, gdy czytelnik przypadkiem na takowy natrafi.

 

 

Meteoryty należą, z racji pochodzenia, do świata astronomii i są cennym źródłem informacji o budowie i historii naszego Układu Słonecznego. Omawiając w prosty sposób ich budowę autor nieustannie zwraca na to uwagę. Minęły już czasy, gdy Układ Słoneczny badano tylko przez teleskopy i niewiele można było powiedzieć o budowie planet i księżyców. Dziś kolejne sondy kosmiczne badają z bliska planety, księżyce, planetoidy i komety, a w publikacjach pojawiają się nazwy znajdowanych tam minerałów. By rozumieć wyniki badań tych sond każdy miłośnik astronomii powinien liznąć trochę wiedzy o minerałach i skałach. Tym bardziej chciałbym polecić tę książkę, w której wybitny znawca minerałów pisze tak prosto, jak to możliwe, o minerałach materii pozaziemskiej, o skałach Księżyca i Marsa, o materii planetoid i komet, a także o materii dalekich księżyców: Io, Tytana i Enceladusa.

 

 

Książka nie jest pomyślana jako podręcznik meteorytyki i zawiera tylko podstawowe informacje, potrzebne by zrozumieć, co czytelnik ogląda na pięknych zdjęciach. Są więc omówione rodzaje meteorytów, jest trochę historii, są wspomniane niektóre znane meteoryty, zwłaszcza polskie, jest wzmianka o niedawnym zderzeniu planetoidy z Ziemią, choć szkoda, że zabrakło zdjęcia fragmentu tej planetoidy, który już trafił do polskich zbiorów. Ponieważ jest to tylko wstęp do tej pięknej i fascynującej dziedziny wiedzy, brakuje trochę wskazówek, gdzie szukać dalszych informacji. Autor wspomina jedynie o Polskim Towarzystwie Meteorytowym nie podając jednak adresu jego strony: www.ptmet.org.pl A warto tam zajrzeć.

 

 

W romantycznym posłowiu autor nawiązuje do dzieła Kopernika podkreślając, że to czym zajmują się badacze meteorytów, to ta sama astronomia, tylko studiowana innymi metodami. Gorąco polecam tę piękną książkę wszystkim miłośnikom astronomii.

+

Krzysztof Czart, Astronomia.pl 07-12-2012 01:00

Album o meteorytach: „Meteoryty – oblicza gości z kosmosu

 

W księgarniach pojawił się popularnonaukowy album przedstawiający meteoryty. Książka omawia tematykę kamieni z nieba i zawiera liczne zdjęcia meteorytów z polskich kolekcji. Publikacja ukazała się nakładem Wydawnictwa Bosz.

W początkowej części książki przedstawiono podstawowe informacje o materii z kosmosu, oraz historię meteorytów. Później scharakteryzowane są minerały występujące w kamieniach z nieba oraz omówiona została klasyfikacja meteorytów. Mowa jest też o kraterach uderzeniowych i najsłynniejszych upadkach meteorytów. Zarysowano również temat meteorytów pochodzących z Księżyca i z Marsa oraz materii Układu Słonecznego w świetle najnowszych badań.

Wszystkie teksty zostały bogato zilustrowane zdjęciami i rysunkami, których w albumie zawarto aż 215. Są to zdjęcia meteorytów pochodzących z kilku kolekcji muzealnych: Polskiej Akademii Nauk, Polskiej Akademii Umiejętności, Uniwersytetu Jagiellońskiego, Akademii Górniczo-Hutniczej oraz z kolekcji prywatnych: Kazimierza Mazurka i autora książki Andrzeja Maneckiego.

Album został wydany w twardej okładce, w wielkości około A4 i liczy sobie 120 stron. Do publikacji dołączona jest płyta CD oraz specjalne okulary umożliwiające oglądanie zdjęć 3D.

Autorem książki jest Andrzej Manecki, profesor Akademii Górniczo-Hutniczej, mineralog, petrograf, polarnik i specjalista od materii kosmicznej, członek Polskiego Towarzystwa Mineralogicznego i Polskiego Towarzystwa Meteorytowego. Zdjęcia meteorytów oraz płytę CD wykonała Janina Wrzak, geolog i speleolog, absolwentka Akademii Górniczo-Hutniczej. Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Bosz.

+

Marek Oramus, „Wiedza i Życie”, nr 12/2010 07-12-2010 01:00

Mali świadkowie wielkich procesów

 

z prof. dr. hab. inż. Andrzejem Maneckim, mineralogiem, rozmawia Marek Oramus

 

 

Meteoryty to jedyne obiekty materialne, które otrzymujemy bezpośrednio z kosmosu. Co wynika z dotychczasowych badań nad nimi?

 

 

Jeszcze nieco ponad dwieście lat temu wśród naukowców panowało przekonanie, że - jeśli

pominąć komety - przestrzeń międzyplanetarna jest pusta, a meteoryty są ziemskiego pochodzenia. Wiązano je z wybuchami wulkanów, z huraganami zdolnymi rozrzucać skały na dużej przestrzeni; przez długi czas panował nawet pogląd - za Arystotelesem - że powstają z rozrzedzonego powietrza. Gdy nauka definitywnie uznała pozaziemskie pochodzenie meteorytów, udało się ustanowić związek między charakterystyką materiału meteorytowego a budową naszej Ziemi. Porównując skład mineralny materii kosmicznej z głównymi sferami w obrębie kuli ziemskiej (metaliczne jądro, strefa przejściowa i skalista skorupa), stwierdzono wyraźną analogię, bowiem meteoryty także mogą być trzech typów: żelazne, żelazno-kamienne (przejściowe) i kamienne. Postawiono hipotezę, że te zróżnicowane meteoryty pochodzą z destrukcji większych planetoid, kiedy to nastąpiło stopienie materii pierwotnej i rozwarstwienie stopu (proces ten nazywamy w petrologii dyferencjacją) na podobne strefy, jak w obrębie Ziemi. Równocześnie potwierdzono, że dyferencjacja ziemska nie jest czymś wyjątkowym.

Meteoryty, w których skład wchodzą wszystkie elementy "wyjściowe" i struktury niespotykane na Ziemi, można by uznać za bardziej pierwotne, pokazujące, z jakiej materii składała się pra-Ziemia, zanim uległa przekształceniom. Te meteoryty kamienne, nazwane chondrytami, zawierają zapisaną w minerałach informację o najwcześniejszych etapach formowania się Układu Słonecznego. Badania materii pochodzenia pozaziemskiego prowadzą do rozpoznania nowych faz krystalicznych (minerałów, nanominerałów i ich kumulatów - skał), szczególnie tych nieznanych na Ziemi, oraz do poszerzenia wiedzy o procesach minerało- i skałotwórczych zachodzących w kosmosie. Stwarza to dla planetologii, kosmomineralogii i kosmochemii szansę śledzenia wczesnej historii i etapów tworzenia się Układu Słonecznego, a także, pośrednio, budowy wnętrza naszej planety. Uzyskiwane wyniki ujawniają własności i strukturę materii nieorganicznej budującej planety skaliste, planetoidy, komety, meteoryty, pyły kosmiczne, a także przybliżają warunki, w jakich owe twory powstały. Pojawiają się więc przed nauką perspektywy związane z syntezą faz krystalicznych, przy zastosowaniu "kosmicznych" technologii, czego przykładem jest masowa produkcja diamentów do celów technicznych.

 

 

Według zasady kopernikańskiej położenie Ziemi we Wszechświecie nie jest w żaden sposób wyróżnione. Czy rozciąga się to również na jej geologię? Innymi słowy, czy struktura i skład mineralny meteorytów odbiegają od tego, co znamy z badań skał na Ziemi, czy są do tego podobne?

 

 

I tak, i nie. Materia pozaziemska meteorytów, która uległa przemianom i zróżnicowaniu, znajduje analogie wśród naszych skał ziemskich. Są to nieliczne meteoryty zwane achondrytami, pochodzące z Księżyca, Marsa i dużych planetoid. Natomiast meteoryty kamienne, chondryty, odbiegają budową, składem mineralnym i wiekiem od znanych nam skał Ziemi. Są starsze od najstarszych skał naszej planety. Chondryty są najpowszechniejsze wśród meteorytów (85% zaobserwowanych spadków) i najbardziej zagadkowe. Zawierają małe formy kuliste o średnicy kilku milimetrów, częściej jednak poniżej 1 mm, nazywane chondrami.

 

 

Chondry - małe krzemianowe, krystaliczne kulki lub tylko ich fragmenty, niekiedy zdeformowane, spękane - to najbardziej tajemnicze obiekty kosmiczne, fascynujące uczonych od dziesiątków lat. Te małe kuliste "kapsułki" zawierają zapis najwcześniejszych etapów formowania się naszego Układu Słonecznego; uważa się je za pramaterię słoneczną. Jak już wspomniałem, chondryty i chondry nie mają odpowiedników wśród skał Ziemi, Księżyca i Marsa. Badania chondr dają mineralogom i planetologom szansę poznania warunków fizycznych i chemicznych, panujących w mgławicy, z której powstały planetozymale, a potem planetoidy i planety, będące w początkowej fazie kumulatami luźnych, swobodnie zawieszonych w przestrzeni kosmicznej chondr. Chondry oglądane nieuzbrojonym okiem to małe, niepozorne, brązowo-szare kulki o chropowatej powierzchni. W większości współczesnych modeli tworzenia się chondr zakłada się, że proces ten odbywał się w mgławicy słonecznej, która miała kształt dysku, składającego się z gazu i pyłu, otaczającego protosłońce. Badania mineralogiczne i kosmochemiczne chondr pomagają zrozumieć charakter procesów zachodzących w mgławicy.

 

 

Jeden z meteorytów z Marsa był podejrzewany o ślady bakterii w jego wnętrzu. Czy jest to realna możliwość? Czy meteoryty mogą przenieść materię organiczną wywołującą życie?

Wśród nielicznych meteorytów z Marsa szczególną uwagę zwrócił fragment skały marsjańskiej odnaleziony na Antarktydzie (oznaczony symbolem ALH84001). Zawiera on minerały węglanowe, "ślady życia" o formach skupień, mogących wskazywać na ich organiczne (bakteryjne) pochodzenie. Pogląd ten ma tyleż samo zwolenników, co przeciwników. Mars zaliczył dwa epizody obecności wody, są tam typowe skały osadowe. Dla rozwoju prymitywnych bakterii istniały wówczas warunki, choć i tak bakterie miałyby tam niełatwo. Natomiast wiele meteorytów kamiennych, chondrytów, zawiera rozproszoną substancję organiczną, która jest dostarczana na Ziemię od zarania jej dziejów.

 

 

Bombardowanie meteorytami świadczy o ożywionej wymianie materii w kosmosie. Jeśli tak - może należy przeprosić się z hipotezą panspermii?

 

 

To pytanie spoza mojego obszaru badań, w który wchodzi nieorganiczna materia pozaziemska, a w szczególności meteoryty i ich mineralne składniki. Mogę jedynie wyrazić własną opinię, opierającą się na logicznej analizie potencjalnego zjawiska i na ocenie meteorytowego "transportu", nie wnikając w możliwość przetrwania czy egzystowania w kosmosie przetrwalników prymitywnych form życia. Gdyby meteoryty dostarczały na Ziemię te zarodki, czymkolwiek by one były, to powinniśmy nadal odkrywać to nowe życie, które gdzieś powinno się ujawnić. Ziemia, a także jej czas nie są szczególnie wyróżnione, trudno więc sądzić, że w zaraniu ziemskiej ewolucji coś do nas docierało, a teraz przestało docierać. Meteoryty przecież nadal trafiają na Ziemię - czyżby więc źródło potencjalnych zarodków "wyschło"?

 

 

Jeśli natomiast meteoryty "zgarniają" na swoją powierzchnię te zarodki z kosmosu, to giną one w atmosferze Ziemi, bo ta powierzchnia nie dość że się topi, to jeszcze paruje. Jeśli zarodki miałyby przetrwać lot w atmosferze, to tylko we wnętrzu meteorytu, a wówczas byłyby z nim związane. Niczego takiego nie obserwujemy. W pramaterii znajdującej się w bliskim meteorytom stanie (chondryty węgliste) trudno oczekiwać życia biologicznego, bo działo się to w zaraniu dziejów tych meteorytów i całego Układu Słonecznego.

 

 

Według jednej z hipotez komety lodowe przyniosły wodę na Ziemię. Dlaczego tu - a gdzie indziej nie? Przecież inne planety były tak samo intensywnie bombardowane.

 

 

Nasza Ziemia straciła monopol na wodę. Jak wynika z ostatnich badań, woda wypełniała również zbiorniki i tworzyła rwące rzeki na Marsie, a i obecnie zaznacza się tam drobnymi wyciekami. O śladach obecności wody na pozostałych planetach skalistych jeszcze za mało wiemy. Tam, gdzie jest woda, powstają nowe minerały i skały niewymagające do swego utworzenia wysokich temperatur i ciśnień. Takie minerały i skały stwierdzono na Marsie. Oprócz hipotezy, że wodę na Ziemię przyniosły komety, rozważa się obecnie i drugą: że źródłem wody mogły być planetoidy lodowe. Ostatnio trzy takie obiekty zidentyfikowano w Pasie Głównym Planetoid między Marsem a Jowiszem. Tego typu lodowe planetoidy mogły dostarczyć wodę na schłodzoną powierzchnię naszej Ziemi. Może jedna z nich usiłowała nawet wylądować w syberyjskiej tajdze? Skłania to do rozważenia kolejnej hipotezy o przyczynie wielkiego wybuchu tunguskiego z 30 czerwca 1908 roku. Fala uderzeniowa spaliła wówczas i powaliła drzewa w promieniu 100 km. Na miejscu zdarzenia nie stwierdzono krateru uderzeniowego, a poszukiwania meteorytu, mimo licznych prac ziemnych i wierceń, nie dały rezultatu. Moim zdaniem to nie wielki meteoryt ani też kometa o luźnej porowatej strukturze, lecz mała planetoida zbudowana ze zwartego lodu, która mogła wtargnąć w atmosferę Ziemi i eksplodować nad jej powierzchnią, siejąc spustoszenie falą uderzeniową.

 

 

Jak wygląda "widmo geologiczne" meteorytów, którymi dysponujemy? Czy można by złożyć z nich obraz hipotetycznej planety, która nie powstała między Marsem a Jowiszem?

 

 

Kiedyś rozważano obraz takiej hipotetycznej planety w pasie między Marsem a Jowiszem. Dziś wiemy, że jest tam tzw. Pas Główny Planetoid. Według astronomów planetoidy to gruz z okresu formowania się Układu Słonecznego - prawdopodobnie grawitacyjny wpływ Jowisza uniemożliwił powstanie planety z tego materiału. Są też i inne obszary występowania planetoid, jak Pas Kuipera. Planetoidy to skaliste (krzemianowe), lodowe, a nierzadko i metaliczne ciała o nieregularnych kształtach. Zainteresowanie tymi ciałami niebieskimi rośnie, są bowiem bogatym źródłem informacji o pochodzeniu meteorytów, stanowią także potencjalne lądowiska sond i statków kosmicznych. Jak wynika z ostatnio wykonanych badań, istnieje związek pomiędzy planetoidami a meteorytami. Badając spektra odbiciowe planetoid, stwierdzono, że są one prawie identyczne jak widma niektórych grup meteorytów, co wskazuje na bardzo podobny ich skład mineralny i na wspólne pochodzenie. Zatem na podstawie badań meteorytów jest możliwe określenie składu mineralnego i przeszłości planetoid, a na podstawie badań chondr, chondrytów i obecnych w nich nanominerałów presolarnych można konstruować hipotezy początków naszego Układu Słonecznego i układów do niego podobnych.

 

 

W meteorytach żelazno-kamiennych, pallasytach, których ciałami macierzystymi są planetoidy, można szukać analogii do budowy wnętrza naszej planety. Pallasyty reprezentują strefę kontaktu metalicznego jądra i krzemianowego płaszcza rozbitej planetoidy typu planetoidy Westa.

 

 

Czy i z Ziemi materia jest wyrzucana w kosmos, np. przy wybuchach wulkanicznych?

 

 

Aby materia z powierzchni Ziemi znalazła się na orbicie, musi się rozpędzić do co najmniej pierwszej prędkości kosmicznej (7,91 km/s). By się uwolnić od wpływu Ziemi i poruszać w obrębie Układu Słonecznego, jej prędkość początkowa na powierzchni Ziemi powinna wynosić 11,19 km/s (druga prędkość kosmiczna). Jest to wielkość, której, przy całym szacunku dla potęgi wulkanów, nie może osiągać wyrzucana z kraterów lawa. Najlżejszy materiał, popiół - mieliśmy z nim do czynienia niedawno na Islandii - jest wyrzucany na wysokość kilku kilometrów i gdzie mu tam do orbity? A co dopiero ciężka lawa, bomba wulkaniczna, która w powietrzu krzepnie, rotuje i stawia duży opór, a jej lot ma charakter lokalny.

 

 

Na ile meteoryty, które pozyskujemy, są podobne do tego, czym były pierwotnie? Przecież przechodzą jedną wielką obróbkę termiczną: najpierw miliony lat przebywania w próżni, potem palenie się w atmosferze Ziemi.

 

 

Tę obróbkę, bardzo efektowną, można niekiedy zaobserwować na niebie podczas pogodnej, a najlepiej i bezksiężycowej nocy. Są to charakterystyczne rozbłyski, tory lotu "spadających gwiazd", jak potocznie określa się ten efekt. Bywa też, że jest to "kula ognista", z jej lotem związane są efekty akustyczne, grzmoty, gwizdy, a z upadkiem - kratery. Obiekty wędrujące w przestrzeni międzyplanetarnej oraz skutki ich spadków na Ziemię mają w literaturze odpowiednie nazwy: meteoroid, meteor, bolid, meteoryt, deszcz meteorytów, mikrometeoryty, pyły kosmiczne itp. W niektórych zaznaczone są przez obecność charakterystycznych minerałów, efekty szokowych ciśnień, spowodowane zderzeniami. Prawdziwa obróbka cieplna zaczyna się dopiero w atmosferze Ziemi, gdzie na wysokości około 100-120 km meteoryty zaczynają trafiać na cząsteczki atmosfery ziemskiej, rozgrzewając się wskutek tarcia. Rozpoczyna się efekt hamowania i ablacji meteoroidu. Jak wykazały badania - tylko powierzchnia topi się i sublimuje, jonizując otaczające go bezpośrednio powietrze, które zaczyna świecić. Świecenie to trwa przeważnie kilka sekund i gdy kosmiczny obiekt wyhamuje do prędkości 3-5 km/s - gaśnie. Ostatecznie tylko mała część pierwotnej masy meteoroidu, jeśli przetrzyma hamowanie, dociera na powierzchnię Ziemi. Epizod hamowania, topienia i parowania powierzchni meteorów w atmosferze ziemskiej jest, na szczęście dla naukowców, bardzo krótki. Zmiany termiczne nie przekraczają grubości milimetra, toteż wewnętrzna struktura i skład mineralny pozostają niezmienione. Można to łatwo stwierdzić, ponieważ ta zewnętrzna warstewka, tzw. skorupka obtopieniowa, różni się i oddziela wyraźnie od wnętrza meteorytów kamiennych. Natomiast w przypadku meteorytów żelaznych, na ich przekrojach odpowiednio preparowanych (trawionych), gdzie widać pierwotne struktury żelaza niklowego, tzw. struktury Widmanstättena, zanikają one tuż przy powierzchni, a wnętrze meteorytu pozostaje nienaruszone.

 

 

Podobno najlepiej zbierać meteoryty na Antarktydzie. Czy odwrotna strona Księżyca nie powinna być wielkim magazynem takich okazów? A inne ciała kosmiczne, np. Mars?

 

 

Przypadek sprawił, że na Antarktydzie znaleziono lodowiec o takiej konfiguracji, że wytapiają się z niego meteoryty. Japończycy i Amerykanie zebrali ich tam sporo. My na razie nie mieliśmy takiego szczęścia w trakcie naszych geologicznych ekspedycji AGH na Spitsbergen. Sporo meteorytów znaleziono w ostatnich latach na afrykańskich pustyniach piaszczystych. Polscy kolekcjonerzy od kilku lat organizują tam wyprawy poszukiwawcze i to z dobrymi efektami. Na Księżycu nie ma meteorytów, bo brak atmosfery nie pozwala im na wyhamowanie. Ich uderzenia zaznaczają się na powierzchni Księżyca różnej wielkości kraterami. Na Marsie mają szanse wyhamowania, toteż ich obecność tam stwierdzono.

 

 

Czy ostatnia wyprawa na Księżyc, w której uczestniczył geolog, rzuciła nowe światło na budowę geologiczną tego ciała? Czy w próbkach zebranych przez lunonautów były jakieś szczątki meteorytów?

 

 

Skały księżycowe przywiezione na Ziemię przez amerykańskie misje załogowe Apollo okazały się znacznie bardziej różnorodne, niż przewidywano. Stwierdzono cztery główne odmiany: brekcje impaktowe to skały strzaskane przez meteoryty, skały magmowe to bazalty i anortozyty oraz pył pokrywający powierzchnię nazywany gruntem księżycowym. Astronauci ostatniej księżycowej misji Apollo 17 wylądowali na obszarze wyżyn i gór księżycowych, zbudowanych z popielatoszarych anortozytów. Uczestniczący w tej misji geolog stwierdził obecność tych skał, co było pewnym zaskoczeniem dla mineralogów i petrologów. Na tarczy Księżyca obserwowanej z Ziemi jego srebrzystobiałe powierzchnie są właśnie wyżynami i górami zbudowanymi z tych skał. Czarne plamy to bazalty. A w przywiezionym gruncie księżycowym stwierdzono tylko jedną maleńką blaszkę meteorytowego metalu.

 

 

Wygląda na to, że blisko Słońca mamy skały; im dalej, tym więcej lodu. Czy taka jest prawidłowość?

 

 

Tak, im dalej, tym więcej lodu. Ostatnio zwraca się uwagę na obecność w kometach amorficznego lodu wodnego.

 

Co to jest substancja amorficzna?

 

Większość nieorganicznych ciał stałych występuje w przyrodzie w formie krystalicznej, co wyraża się uporządkowaniem atomów i jonów w ich budowie wewnętrznej. Taką budowę mają minerały i ich piękne kryształy. Bywa jednak, że ciecze (np. woda) lub stopy (np. magma) w procesie szybkiego schładzania prowadzącego do ich przejścia w stan stały nie zdążą wykształcić uporządkowanej struktury krystalicznej. Wówczas zestalają się w postaci amorficznej. Zdaniem astrobiologów astralny amorficzny lód wodny może zawierać proste związki organiczne, a nawet sprzyjać ich tworzeniu. Komety, podobnie jak i kamienne meteoryty - chondryty węgliste, mogły przynieść materię organiczną na młodą Ziemię.

 

 

W ziemskich kolekcjach znajdują się meteoryty z Marsa, z Księżyca i być może z pasa planetoid. Czy pewnego dnia moglibyśmy dostać w prezencie ciało pozaukładowe? Po czym byśmy je poznali? Czy jego geologia odbiegałaby od dotychczas nam znanych?

 

 

Czy moglibyśmy dostać ciało pozaukładowe - na to pytanie prędzej odpowiedzą astronomowie, zajmujący się obliczeniami orbit. Czy jego skład mineralny i cechy petrograficzne odbiegałyby od nam znanych, możemy tylko spekulować, bo nie mieliśmy takiego okazu w rękach, zatem również trudno jest stwierdzić, po czym byśmy je poznali. Zapewne istotne znaczenie miałyby tu izotopowe badania kosmochemiczne.

 

 

Odłamki spadające na Ziemię wydają się gruzem pozostałym po genezie Układu Słonecznego albo zostały wybite z powierzchni innych ciał. Czy też są może czymś jeszcze innym?

 

 

Przyjmuje się, że meteoryty faktycznie są materią z naszego Układu, po różnych etapach obróbki - kumulacji, zderzeń i destrukcji lub kumulacji, dyferencjacji, zderzeń i destrukcji. Natomiast nie można wykluczyć, że pewne nanominerały, a konkretnie nanodiamenty, pochodzą spoza Układu, zarówno w sensie przestrzeni, jak i czasu (czyli sprzed uformowania się Układu). To miniaturowe, nanometryczne cząstki mineralne wielkości milionowych części milimetra. Nanodiamenty zostały odkryte w 1987 roku przez Edwarda Andersona w meteorytach kamiennych, chondrytach, dzięki zastosowaniu nowych metod analitycznych. Wzbudziły w świecie naukowym wielkie zainteresowanie. Anderson tak je obrazowo opisał: "Gdyby bakterie nosiły pierścionki zaręczynowe to diamenty te byłyby w sam raz". Obecne w meteorytach nanodiamenty tworzą się w czasie wybuchów supernowych. Wówczas olbrzymie ilości materii gwiezdnej zostają wyrzucone w przestrzeń kosmiczną, w tym atomy węgla, które kondensując, tworzą nanodiamenty. Oto mali świadkowie wielkich procesów.

 

 

A jak wygląda inwentarz skał i minerałów Ziemi w porównaniu z już nam znaną materią pozaziemską?

 

 

Nasza Ziemia może się poszczycić wielką różnorodnością skał i minerałów w porównaniu z materią meteorytów oraz skałami planet skalistych i ich księżyców. Pracując nad nową edycją mojej encyklopedii minerałów, policzyłem, że w materii pozaziemskiej mamy nieco ponad 300 minerałów, w tym 54 to minerały nieznane w skałach Ziemi. Dla porównania według stanu na rok 2010 w skałach Ziemi zidentyfikowano 4029 minerałów. Świadczy to o bogactwie i różnorodności minerałotwórczych procesów geologicznych zachodzących na naszej planecie, w jej wnętrzu i na powierzchni. Ta stosunkowo nieliczna grupa minerałów "nieziemskich", zwłaszcza te nieobecne w ziemskich skałach, niesie w swym składzie chemicznym i strukturze krystalicznej wiele informacji o procesach mało znanych na Ziemi. Są to m.in. skutki kosmicznych zderzeń tych ciał, czego dowodem są minerały wysokociśnieniowe. Obserwujemy w meteorytach niespotykaną na Ziemi różnorodność polimorficznych odmian pierwiastka węgla, od pospolitego grafitu poprzez różnej generacji diamenty, nieznany na ziemi heksagonalny diament nazwany lonsdaleitem, aż do niedawno odkrytego fullerytu zbudowanego z fullerenów. Wraz ze współpracownikami badałem zdefektowaną strukturę takich grafitów. Wyniki nauki w tym obszarze mają przełożenie na praktykę: synteza technicznych diamentów to kosmiczna technologia podpatrzona w metalicznych meteorytach, gdzie powszechnie występują mikrodiamenty i nanodiamenty. Na początku tego roku grupa japońskich mineralogów i krystalografów zakomunikowała, że metodą wysokociśnieniowej syntezy udało się uzyskać lonsdaleit, który okazał się twardszy od diamentu. Oto kolejne wyzwanie dla uczonych i technologów, by według kosmicznej receptury zacząć produkować lonsdaleit na skalę przemysłową.

+

Marcin „polaris” Siudzinski, Astronoce.pl, listopad 2010 07-11-2010 01:00

Meteoryty. Oblicza gości z kosmosu

 

Kogóż, kto kocha Kosmos, nie fascynują tajemnicze "kamienie z nieba"? Przybywają do nas z odległej przestrzeni międzyplanetarnej, a sama tego świadomość, nie mówiąc nawet o obcowaniu z nimi, jest niezwykłym doznaniem.

 

Książka

Pierwsze wrażenie jest bardzo pozytywne. Twarda, schludna okładka o ładnej szacie graficznej, z której od razu dowiadujemy się, że razem z książką otrzymujemy płytę CD oraz okulary 3D. Całość wydrukowana jest na dobrej jakości papierze o fakturze którą nazwałbym półmatową. Układ strony jest jednokolumnowy z obszernym marginesem na ilustracje oraz ciekawsze definicje i przypisy. Czcionka jest czytelna, a najważniejsze pojęcia są pogrubione, co ułatwia ogólną orientację w tekście. Jakość zdjęć i grafik jest doskonała.


Sama formuła publikacji jest połączeniem książki popularno-naukowej z wydawnictwem albumowym, a proporcje te dobrane są dość trafnie. Część naukowo-poznawcza jest dość rozbudowana pod względem pojęć i treści, natomiast została tak napisana, że nawet osoba nieorientująca się w pojęciach chemicznych i geologicznych, przebrnie przez nią bez problemów i ze zrozumieniem. Przystępność tekstu jest w tym przypadku bardzo ważna, a sam miałem obawy czy sprostam :)

Książka nie ma indeksu rzeczowego i osobowego. Długo zastanawiałem się czy jest w tym przypadku potrzebny. Dobrze byłoby mieć możliwość szybkiego wyszukania konkretnego pojęcia, nazwy meteorytu czy nazwiska, natomiast sama treść jest na tyle zwarta, a spis treści tak przejrzysty, że indeks nie jest w tym przypadku niezbędny.

Jeśli chodzi o tematykę, po wstępie i krótkiej historii upadków oraz badania natury "kamieni z nieba", czytelnik wprowadzony jest w świat pojęć, poczynając od minerałów materii pozaziemskiej, przez charakterystykę rodzajów meteorytów, po rodzaje i opisy kraterów uderzeniowych wraz z historią odkrycia i eksploracji słynnego krateru Canyon Diablo (krateru Barringera) w Arizonie.

Następnie zagłębiamy się w opisy najbardziej znanych spadków meteorytów, w tym kilku mających miejsce w Polsce wraz z bliskim memu sercu Meteorytem Morasko, oraz niedawnym kontrolowanym spadkiem planetoidy 2008 TC w Sudanie. Nadmienię tu, że chociaż część albumowa skupia się na końcu książki (w tym kilka wydrukowanych zdjęć w technice 3D), czytelnik już od pierwszego rozdziału może cieszyć oczy bogatą szatą graficzną, co bardzo uatrakcyjnia lekturę.

W dalszej części autor skupia się na opisach i charakterystyce materii pozaziemskiej Układu Słonecznego mającej lub mogącej mieć wpływ na zjawiska meteorytowe. Obiekty tu wspomniane to Księżyc, Mars, planetoidy, komety, astralny amorficzny lód wodny, Io, Tytan i Enceladus, a wszystko z wykorzystaniem najnowszych odkryć, teorii, oraz zdjęć. Autor wspomina również o pyle kosmicznym wraz z metodą jego pozyskiwania oraz o ciałach szklistych - tektytach.

Część książkową kończy rozdział bez którego nie wyobrażam sobie tej publikacji - skierowany do potencjalnych poszukiwaczy i kolekcjonerów meteorytów, obejmujący sporo rad, w tym jak poprawnie opisać obserwację przelotu meteoru i spadku meteorytu, oraz jak rozpoznać meteoryt w terenie. Ta część nie jest może bardzo rozbudowana, ale wiedza w niej jest skondensowana i konkretna. Kilkanaście ostatnich stron to zbiór zdjęć meteorytów i ich szczegółów budowy wraz z opisami, w tym kilku w technice 3D. Te ostatnie to prawdziwy rarytas. Po założeniu okularów 3D możemy niemal "dotknąć" kamieni, a efekt trójwymiarowości jest bardzo realistyczny.

Czytając kolejne rozdziały, miałem wrażenie, że wiele z nich po rozwinięciu mogłoby stanowić odrębne książki. Generalnie, ta kondensacja i pewna skrótowość to raczej zaleta niż wada. Bez niej, przekroczona zostałaby granica pomiędzy publikacją popularno-naukową a naukową. W zamian treść główną dopełniają ilustracje z obszernymi opisami, a wiadomo przecież, że jedno dobre zdjęcie warte jest tyle co tysiąc słów :) Dzięki temu otrzymujemy nie odstraszającą "cegłę", a publikację lekką i treściwą zawierającą optimum przystępnie "podanej" teorii z bogatą, działającą na wyobraźnię, oprawą graficzną.


Zafoliowane okulary 3D i płyta CD przyklejone są na wewnętrznej stronie tylnej okładki. Okulary wyglądają dość archaicznie, ale dobrze spełniają swoje zadanie. Trudno mi się wypowiedzieć o ich trwałości, niemniej należy się z nimi obchodzić raczej delikatnie.

 

Kilka słów o płycie CD

Po włożeniu do napędu płyta uruchamia się automatycznie i po chwili pojawia nam się menu główne z przyciskami wyboru: 2D i 3D. Po kliknięciu 2D wchodzimy do galerii wszystkich zdjęć znajdujących się w książce z ich krótkimi opisami. Z dostępnych rozwijalnych menu mamy możliwość wyboru rozdziału oraz wejścia do "galerii obrotów", czyli filmików/animacji 11 meteorytów, w tym 7 w wersji 2D i 4 w wersji 3D. W każdej animacji mamy możliwość dynamicznej zmiany szybkości obrotu, kierunku obrotu oraz skali zbliżenia (zoomu). Niezłe!

Po wybraniu opcji 3D pojawia nam się galeria zdjęć trójwymiarowych, tych z książki oraz wielu innych. Galeria podzielona jest na trzy działy: Galeria meteorytów, Galeria mikroskopowa i Galeria Kosmos. Dwie pierwsze zawierają świetny materiał, szczególnie zdjęcia mikroskopowe, natomiast część "Kosmos" jest moim zdaniem nieco mniej ciekawa (szczególnie technicznie), chociaż i tu kilka zdjęć powierzchni Księżyca czy Marsa może się podobać. Z tej opcji (3D) również mamy dostęp do galerii obrotów.

Ogólnie, oprócz 11 animacji, na płycie znajduje się 118 zdjęć 2D i 59 zdjęć 3D.

Całość wykonana jest bardzo estetycznie, szata graficzna i zdjęcia są świetnej jakości, a animacje, zwłaszcza te w technice 3D robią duże wrażenie, które potęguje możliwość dynamicznego wpływu na ruch. Aż dziw bierze, że całość zajmuje jedynie 266MB. Technicznie zawartość płyty wyświetla się i działa bez problemów. Menu jest proste i dość intuicyjne a z każdego poziomu łatwo można przejść wyżej oraz do menu głównego.


Zakończenie

Reasumując, po lekturze tej publikacji oraz nasyceniu oczu pięknymi fotografiami meteoryty stają się nieco mniej tajemnicze. Część opisowa jest zrozumiała, a bogactwo i rozmaitość materiału fotograficznego pobudzają wyobraźnię, a także uświadamiają nam jak różnorodne mogą być "kamienie z nieba". Ponieważ na polskim rynku wciąż mamy deficyt publikacji na tematy dotyczące szeroko rozumianej astronomii, szczególnie rodzimych i napisanych tak przystępnym językiem, warto zwracać uwagę na każdą nowinkę. Dla lubiących wydawnictwa albumowe, a tu połączone jest to ze sporą dawka wiedzy "w pigułce", i interesujących się tematyką meteorytową (choć nie tylko!) książka ta powinna być ciekawą propozycją.

Zakończę fragmentem, który kończy również tę książkę:

Spośród licznych i różnorodnych sztuk i nauk, budzących w nas zamiłowanie i będących dla umysłów ludzkich pokarmem, tym - według mego zdania - przede wszystkim poświęcać się należy i te z największym uprawiać zapałem, które obracają się w kręgu rzeczy najpiękniejszych i najbardziej godnych poznania. Takimi zaś są nauki, które zajmują się cudownymi obrotami we wszechświecie i biegami gwiazd, ich rozmiarami i odległościami, ich wschodem i zachodem oraz przyczynami wszystkich innych zjawisk na niebie, a w końcu wyjaśniają cały układ świata.

Mikołaj Kopernik O obrotach sfer niebieskich, księga I

Tytuły powiązane:

Wzory i obrazy natury ukryte w kamieniu

Andrzej Manecki

2013

aktualności

Anna Szałapak

Z głębokim smutkiem przyjęliśmy informację o śmierci Anny Szałapak, wybitnej artystki krakowskiej, solistki „Piwnicy Pod...

> więcej

Zapowiedzi zobacz wszystkie

„Dzieci w PRL-u” to album zawierający niezwykłej urody fotografie dziecięcego świata w okresie PRL-u. Autor zdjęć –...

> więcej

„Mitologia grecka. Leksykon bestii i potworów” autorstwa Bartłomieja Grzegorza Sali przedstawia ponad siedemdziesiąt...

> więcej

«powrót