Boży ludzie. Podróż po kres Europy

Cena:

89.90 zł

Przeglądaj książkę
  • Tytuł oryginalny:

    Boży ludzie. Podróż po kres Europy

  • Liczba stron:

    312

  • Liczba zdjęć:

    229

  • Format:

    210 x 280 mm

  • ISBN:

    978-83-7576-104-7

  • EAN:

    9788375761047

  • Oprawa:

    twarda

  • Numer wydania:

    I

  • Rok wydania:

    2011

  • Język:

    polski

Boży ludzie. Podróż po kres Europy

Monika Bułaj  (autor) | Monika Bułaj  (fot.) | Andrzej Barecki  (proj. graf.)

Monika Bułaj, fotograficzka i pisarka, bada duchowe kresy Azji, Afryki, Ameryki Łacińskiej i Europy Wschodniej. Boży ludzie, jej pierwsza polska książka, to efekt dwudziestu lat podróży tropem mniejszości religijnych i grup etnicznych, m.in. Tatarów, Romów, Łemków, Hucułów, Bojków,
Mołokanów i Prygunów, Karaimów i Chasydów.


Monika Bułaj(ur. 1966) – reporterka, podróżniczka, fotograf, aktorka i reżyser teatralny. Podróżuje po Europie, Azji i Afryce. Z wykształcenia filolog, studiowała też historię, antropologię i biblistykę. Włada dziewięcioma językami, w tym arabskim i perskim. Uczestniczyła w zajęciach grupy Gardzienice, w warsztatach włoskiej trupy Petera Brooka i Commedia dell’Arte Claudii Contin, studiowała taniec na Bali. Jej fotografie i reportaże publikowały m.in.: „GEO”, „National Geographic”, „Corriere della Sera” oraz „Courrier International”. Dotychczas przygotowała ponad pięćdziesiąt wystaw indywidualnych we Włoszech, Hiszpanii, Niemczech, Egipcie i na Węgrzech. Jest autorką filmów dokumentalnych i książek reporterskich, m.in. książki Boży ludzie. Podróż po kres Europy

Monika Bułaj(ur. 1966) – reporterka, podróżniczka, fotograf, aktorka i reżyser teatralny. Podróżuje po Europie, Azji i Afryce. Z wykształcenia filolog, studiowała też historię, antropologię i biblistykę. Włada dziewięcioma językami, w tym arabskim i perskim. Uczestniczyła w zajęciach grupy Gardzienice, w warsztatach włoskiej trupy Petera Brooka i Commedia dell’Arte Claudii Contin, studiowała taniec na Bali. Jej fotografie i reportaże publikowały m.in.: „GEO”, „National Geographic”, „Corriere della Sera” oraz „Courrier International”. Dotychczas przygotowała ponad pięćdziesiąt wystaw indywidualnych we Włoszech, Hiszpanii, Niemczech, Egipcie i na Węgrzech. Jest autorką filmów dokumentalnych i książek reporterskich, m.in. książki Boży ludzie. Podróż po kres Europy

Dziękujemy za dodanie recenzji
+

Piotr Oleksy, dwumiesięcznik „Nowa Europa Wschodnia”, nr I 2012 07-12-2012 12:24

Dagerotyp i mapa

 

Książka Moniki Bułaj zwraca uwagę prawie wszystkim: dużym formatem, kredowym papierem, wysoką ceną, przedmową księdza Adama Bonieckiego. W sklepach ciężko ja znaleźć. Czasami stoi na półce „reportaż” , czasami na tej z napisem „Fotografia”. Bo jest to właśnie połączenie reportażu literackiego z albumem fotografii. Bułaj, w naszym kraju prawie nieznana, jest autorką kilku książek i filmów dokumentalnych oraz kilkudziesięciu wystaw fotograficznych. Na co dzień mieszka w Trieście i, jak dowiadujemy się z notki biograficznej na okładce, bada „duchowe kresy Azji, Afryki, Ameryki Łacińskiej i Europy Wschodniej”.

 

W Bożych ludziach Bułaj zabiera czytelnika w podróż po bliskiej nam części świata. Wschodnia Polska, Białoruś, Ukraina, Litwa, Rumunia, Bałkany oraz dalej: Izrael, Kaukaz, Turcja. Początkowo wydaje się, że osia zbioru reportaży będzie świat chasydów. Bo właśnie opowieści o Izraelu zaczyna się książka. Później przemierzamy Białoruś, Ukrainę oraz Litwę, a wszystko w kontekście żydowskim. Autorka, jakby starała się odtworzyć nieistniejący już świat cadyków, zrozumieć i wyjaśnić jego fenomen. Dlaczego właśnie tu narodziła się tajemnicza ortodoksja?

 

„Żydowska mistyka, która Wybuchła na Podolu, zaczerpnęła pełna garścią – sublimując – z ukraińskiego folkloru i chrześcijańskiej pobożności, być może również z ekstatycznych sekt prawosławnych (…).

 

Chasydzka wrażliwość stawała się , chyba nieświadomie, jakby duchowym odbiciem tego, co dla cerkwi rosyjskiej było instytucją  bożego szaleństwa, jurodistwa, dziedzictwa średniowiecznej Rusi, gdy kobiety i mężczyźni tułali się w imię Boga, wystawiając za dnia swoje ciało na widowisko,  a w nocy modląc się, płakali”.

 

Chasydzi nie są przedstawieni w odosobnieniu. Pojawiają się Tatarzy, Karaimi, Huculi i Cyganie. Białoruś okazuje się mikrokosmosem, pełnym przenikających się wierzeń i obrzędów. Muzułmańscy  Tatarzy modlą się po białorusku, obrzędy zapożyczali od żydowskich sąsiadów. Litewscy Karaimi to żywa skamielina, głos świata, który dawno przeminął. Hucułów już właściwie nie ma, ale ich metafizyka dalej istniej, gdzieś na pograniczu jawy i snu.”Tam na progu chałupy Niczaja zrozumiałam, że jestem na pograniczu. Ukraina objawiła mi się nowym sensem, już nie geograficznym, lecz metafizyką”.

 

Czytając książkę Bułaj, ma się wrażenie, ze całą te cześć Europy łączy o wiele więcej, niż pozornie może się wydawać. Patrząc oczami autorki , widzimy świat mistycyzmu i duchów, a granice państwowe zdają  się zupełnie nie mieć sensu. „Między Bałtykiem a Morzem czarnym geopolityka nie liczy się z regionami pograniczy, jak Bukowina, Besarabia, Rus zakarpacka. Nazwy te wymykają się limbom niepamięci, choć dziś są już tylko wezwaniem do podróży”.

 

Autorka nie zapomina też o historii. Nie może pojąc dlaczego w latach trzydziestych i czterdziestych XX wieku sąsiedzi , których kultury przenikały się do stuleci, nagle stali się wrogami. Polacy zaczęli się wyżynać z Ukraińcami, chciano się pozbyć  Żydów i Cyganów. Pod koniec wieku, gdy rozpadała się Jugosławia, o losie tych ostatnich nikt nie pamiętał. „Zawinili, bo nie są Serbami, Chorwatami, Albańczykami, Słoweńcami, muzułmańskimi Bośniakami. Różnorakie szczepy, odpryski tego samego rozbitego lustra. Maja mocną tożsamość, bo wyrastają ze wspólnych korzeni, a jednoczenie międzynarodową , miedzyreligijną, międzykulturową. Kto wie, czy nie są oni prawdziwymi przedstawicielami rozbitej federacji, jedynego państwa, gdzie obywatele Cyganie byli chronieni prawem”. Śladem Cyganów Bułaj podąża przez Macedonię, Serbie, Rumunię.

 

W delcie Dunaju odnajduje świat prawosławnych staroobrzędowców, którzy w tym nieprzystępnym zakątku znaleźli schronienie jeszcze w czasach carskich. Obserwuje ich życie, które zdaje się idealnie współgrać z niezwykłym otoczeniem. „Wąż błotnisty połyka, podmywa, wlecze to wszystko do sieci zarzucanych przez niebieskookich starców o białych brodach. W delcie Dunaju Europa rozpuszcza swoje soki trawienne i limfy, oddaje je w słońcu , tworząc jeden amalgamat z gnijących liśćmi i srebrnymi łuskami ryb”.

 

Albania fascynuje spontanicznym odrodzeniem bektaszyzmu  w kraju, który przez dziesięciolecia był urzędowo ateistyczny. „ Dziwni ci bektaszyci. Zawieszeni pomiędzy sunnizmem a szyizmem, w poetyckiej powabnej beztrosce sufich, mistyków islamu bez granic, często są uważani za bliższych chrześcijaństwu niż islamowi” – pisze Bułaj. Takich światów jest w Bożych ludziach mnóstwo. Każdy wydaje się odrębnym  zamkniętym systemem , jednak po lekturze nie mamy wątpliwości, jak wiele je łączy. Światy ludzi oddanych wierze, światy, które odchodzą i o których coraz mniej wiemy, a przecież jeszcze niedawno stanowiły o bogactwie Europy.

 

Nie jest to opis kilku wędrówek, a przemyślenia i obserwacji z co najmniej dwudziestu lat nieustannej włóczęgi. Autorka przemieszcza się samochodem, autostopem, marsztutkami i pociągiem. Czuje się dobrze w każdym miejscu, czy to Stambuł, czy cygański obóz w Macedonii. W podróż zabiera swoich małoletnich synów, którzy nie wiadomo, czy do końca rozumieją to, o co matce chodzi.

 

„Połączenie reportażu pisanego i fotografowania  to osobna sztuka. Inny rodzaj uwagi potrzebny jest do jednego, inny do drugiego . Bułaj oba te rodzaje łączy” – pisze w przedmowie ksiądz Boniecki. Faktycznie specyficzna forma książki może zdawać się rozpraszająca. Jednak po kilku minutach lektury nie mamy wątpliwości, że całość doskonale się komponuje. Książka wzbogaca wiedze czytelnika, a dla koneserów literatury faktu jest czymś odświeżającym. Bogaty język i ciekawa kompozycja powodują, że nie mamy pewności, w obrębie jakiego gatunku się znajdujemy. Powieści ,reportażu, czy może poezji? Aż szkoda że format taki nieporęczny. Bo trudno te książkę zabrać, wyruszając w drogę.

+

Magdalena Rigamonti, Newsweek.pl 07-12-2012 12:23

Ta książka to podróż po kres Europy.

 

Zresztą, takim właśnie podtyłem Monika Bułaj (ur. 1966 r), pisarka i fotografka mieszkająca we włoskim Trieście, opatrzyła swoje dzieło, ponad 300-stronicową publikację wypełnioną unikatowymi zdjęciami i zapierającymi dech w piersiach opisami świata, który jest blisko nas, ale o którym prawie nic nie wiemy. Z premedytacją używam słowa dzieło, bo „Boży ludzie” to edytorska perełka drukowana w Słowenii, słynącej z najlepszych drukarni w Europie. To też pozycja, którą trudno zaklasyfikować – hybryda łącząca album fotograficzny z powieścią.

 

Przez ostatnie 20 lat Monika Bułaj była w nieustającej podróży – Kaukaz, Turcja, Izrael, Ukraina, kraje nadbałtyckie i Polska. Tropiąc kultury, plemiona, nacje i narody, próbowała uchwycić wiedzę na temat ich stosunku do Boga, obrzędów, zabobonów, a także do życia i śmierci. Dotarła do Tatarów białoruskich, rosyjskich i polskich, zaprzyjaźniała się z Romami w całej Europie Wschodniej, poznała Łemków, Hucułów, Bojków, sekty ortodoksyjnych Malokanów i Prigunów, Karaimów i chasydów. W każdym z tych miejsc spędziła kawałek życia. I to przeżycie czuć w jej książce – nic tu nie jest traktowane pospiesznie.

 

Przedmowę do „Bożych ludzi” napisał ksiądz Adam Boniecki: „Doprawdy, ludzi z taką pasją i z taką znajomością rzeczy nie spotyka się często. Monika Bułaj jest jedną z tych postaci, o których więcej wiadomo w innych krajach niż w jej ojczyźnie. Chyba zresztą nie za bardzo o rozgłos i uznanie zabiega”. Prorokujemy, że po tej książce o Bułaj będzie u nas głośno.

 

Boży ludzie. Podróż po kres Europy , Monika Bułaj, Bosz, cena 89,90 zł

+

Cezary Rudziński, Globtroter Info, Kurier 365 07-12-2012 12:22

Niezwykłe dzieło wydała oficyna BOSZ mająca swoją siedzibę w Olszanicy na Podkarpaciu. Ponad 300 stronicowy album zawierający 13 reportaży oraz ilustrujących je przeszło 230 dobrych oraz doskonałych zdjęć. Będący osobnym rodzajem twórczości, i to wysokiego lotu: połączeniem reportażu pisanego i fotograficznego tej samej autorki. Tak przedstawionej przez Paola Rumiza, który pracował z nią nad jej wcześniejszą książką „Gerusalemme perduta" wydaną w 2005 roku we Włoszech, gdzie, w Trieście, mieszka ona na stałe, przy okazji ukazania się 3 lata wcześniej pierwszej książki tej polskiej autorki:

 

W niezwykle zaszczytnym gronie

 

„Polka, podróżniczka jak Kapuściński, Mickiewicz, Potocki – i czemu nie – Wojtyła – cytuję za wstępem do „Bożych ludzi" ks. Adama Bonieckiego. Ona także tropi głosy najsłabszych, poszukuje peryferii i zapomnianych przez historię mikrokosmosów. Jak mało kto, opowiada o ziemiach niczyich, zawieszonych między światłem i ciemnością, o monoteiźmie i zabobonach, o Wschodzie i Zachodzie. Podróżuje lekko i szybko jak dzikie gęsi. Śpi pod gwiaździstym niebem, je, kiedy się zdarzy, odporna na trudy jak afgański partyzant. Szuka w Iranie i krajach bałtyckich, przemierza Kaukaz i Karpaty, wędrując ścieżkami kłusowników. Drobnym pismem zapełnia swoje notatniki, a zanim sięgnie po aparat, fotografuje oczami. Błękitna błyskawica, która podbija, oswaja i odkrywa dusze rzeczy".

 

Sama zaś autorka, Monika Bułaj, o genezie tej książki tak napisała w autorskim wstępie do niej: „Rozpoczęłam tę podróż zimą 1985 roku wzdłuż wschodniej granicy Polski: z południa na północ, na przełaj. Mieszkałam u chłopów, którzy w ekstazie przekraczali granice języka i natury. Zaszeptuchy dmuchały mi w twarz zaklęcia, mniszki z Grabarki poiły gorącym barszczem, a potomkowie Złotej Ordy wsadzili pod kilka pierzyn i udało mi się jeszcze dostrzec, że bili pokłony całkiem jak prawosławni mnisi z Jabłecznej. W domu Czesława Miłosza w Krasnogrudzie spotkałam Polaka, którego zaadaptowali Cyganie, stróża sekretów ludu niewyjawianych nikomu. Raskolnicy szeptali bez końca swoje modlitwy, a potem bez ceregieli zagnali mnie do bani.

 

Mowy nie było by się zatrzymać. Pod Krynkami, Leżajskiem i Duklą tliło się nasze dziecięctwo, nasz prawiek, nasze bojaźnie; historia mieszała się z mitem, rzeczywiste z nierealnym, a cienie zamordowanych i wygnanych latały wśród obecnych... Zaczęłam przesuwać się coraz bardziej na wschód, na peryferie Europy. Podróżowałam do staroobrzędowców Bukowiny i Dobrudży, bałkańskich Cyganów, rumuńskich Ormian, Łemków polsko – słowackiego pogranicza, Hucułów i Bojków ukraińskich Karpat, Karaimów Litwy i Turcji, białoruskich Tatarów. A później do alewitów, melewitów i sabataistów Stambułu, bekaszytów i rufaitów Albanii, prygunów i mołokanów ormiańskiego pogranicza, Udinów starożytnej Albanii, niedobitków żydowskich wspólnot Lewantu, do chasydów zaginionej Europy, aż po jej limes: kamienne labirynty Saamów, ugrofińskie pieśni spod Uralu, święte ognie Kaukazu."

 

Plonem wielu z tych podróży jest 13 reportaży zawartych w tej księdze - albumie. O ogromnych walorach poznawczych, ale nie mniejszych literackich. Autorka pisze wspaniałą polszczyzną, dynamicznie, ale i skrótowo, z przepiękną narracją i dialogami, nawiązując nierzadko do opinii oraz faktów sprzed stuleci i tysiącleci. Językiem, który coraz bardziej przypomina los jej bohaterów. Używanym przez coraz węższe kręgi Polaków, zbliżającym się do granic zapomnienia i zagłady. Wypieranym nie tylko przez tabloidy, żargon telewizyjnych programów i „dyskusji", prostackich polityków, ale coraz częściej także polszczyznę poważnych, opiniotwórczych dzienników i tygodników. A pomimo bogactwa języka, jakim pisze i ona niekiedy czuje, przyznając w pierwszym z reportaży: „brak słów, brak obrazów, by opowiedzieć to jak należy".

 

Chasydzi, Cyganie, Łemkowie...

 

W fascynacji autorki „bożymi ludźmi", żyjącymi często w nierealnych, innych światach i wymiarach, szczególne miejsce zajmują żydowscy chasydzi oraz w ogóle losy narodu żydowskiego. Rozpoczyna reportażem „Gdzie Żydzi robią fikołki do tyłu", wielowątkowym i wielopłaszczyznowym reportażem o chasydach oraz kolejnym: „Skąd łódką można opłynąć cały świat" – relacją z nieudanej „pogoni" samochodem, wraz z 15-letnim wówczas synem, za grupą chasydów przemieszczających się po Białorusi od jednego, świętego dla nich miejsca, do drugiego. Tom zamyka, jak klamrą, reportaż „Dom babci i dom Nechamy Blimy Klejman" z miasta dzieciństwa autorki – Warki. Gdzie, w wiele lat po Holocauście, pojawił się w jej dziecięcym życiu temat odmienności Żydów, poszukiwania ich śladów – tym razem udało się jej towarzyszyć chasydom odwiedzającym w Polsce groby cadyków – oraz natrafiania na nadal żywy antysemityzm.

 

Tematyka chasydzka i żydowska obecna jest zresztą niemal we wszystkich reportażach. Poświęconych Cyganom, Litwie – a zwłaszcza Wilnu, niegdyś Jerozolimie Wschodu, Ukrainie z jej mozaiką narodowo – kulturalno – religijną i wspaniałymi opisami pod tym kątem zwłaszcza Lwowa. Później Łemkom z polsko – słowackiego pogranicza z m.in. autentyczną historią zmęczonego i przemarzniętego, młodego księdza Karola Wojtyły, któremu w 1949 r. w Owczarach w Beskidach nie otworzono żadnych drzwi do polskiego domu, a schronienia udzielił mu „morderca o czarnym podniebieniu", jak oceniali ich Polacy, prawosławny Łemek Szymon, najbiedniejszy człowiek we wsi.

 

W tym samym reportażu „Tutaj król Łemków zaprosił mnie do swoich sań" znajduje się inny ciekawy opis poszukiwań przez autorkę „zagubionych ludów", który warto zacytować: „ Gdy nocami latam między Syberią a środkową Europą i tylko nieliczne światła rozpraszają nieskończone ciemności pode mną, myślę o archipelagu zagubionych ludów Europy Wschodniej. Złamane narody, zamknięte w gułagach, przesiedlane, rozpraszane, które Stalin, a wcześniej carska Rosja oskarżała o niedopełnione winy. Fascynująca geografia, która przez wieki kreśliła niewielkie plejady etnicznych grup na marginesach zbyt silnych narodów i która potem nagle, w epoce totalitaryzmów, została wymazana".

 

Szukając ich ginących kultur i obyczajów, usiłowała jak najszybciej dotrzeć do ludzi starych, którzy zachowali je w pamięci. Póki nie będzie za późno. Do Łemków, jak pisze, wracała przez 15 lat jak nawiedzona. „Gnał mnie pośpiech, chciałam zebrać głosy zanim rozpłyną się w pustce". W Delcie Dunaju ( „Tutaj anioły w deszczu wspinają się po drabinie do nieba" ) szukała nie widoków przyrody i ptactwa, ale przede wszystkim ludzi różnych narodowości i religii, którzy znaleźli tam życiową przystań: przede wszystkim rosyjskich starowierców i Cyganów.

 

Niezwykłości Albanii, inne oblicza Stambułu

 

Wspaniały jest reportaż z Albanii („ Gdzie sny rodzą się w powodzi krwi" ), z miejsc, do których nie docierają, nieliczni zresztą ciągle jeszcze turyści. Z góry, w skalnym amfiteatrze której, jak pisze, „czciciele Allaha, katolicy, prawosławni, agnostycy, zabobonni, uwiedzeni metafizyką krwawej ofiary ateiści" raz w roku dokonują krwawej ofiarnej rzezi zwierząt. Z tamtejszych wspólnot muzułmańskiego bractwa bektaszytów. Z plastycznymi opisami pozostałości po albańskim komunizmie.

 

„Cementowe bloki – tak opisuje największy port Durrës – dookoła rozprzestrzeniały się jak nowotworowe przerzuty pośród nieskazitelnie pięknej przyrody, druty żelbetonów sterczały ze szkieletów nieukończonych domów, którym nie było dane ani narodzić się, ani zestarzeć, i wydawało się, że to one są przylepione do billboardów". A o sławnych betonowych schronach: „ Na stokach gór czaszki wbitych w ziemie schronów, tysiące czerepów posadzonych jak kapusta w kamiennej pustce." Fotografowałem te schrony w różnych miejscach, tym łatwiej mi docenić, jak trafnym jest to opis.

 

Równie, może nawet jeszcze bardziej niezwykły, jest reportaż ze Stambułu. Wydawało mi się, że znam to miasto nieźle, oprowadzałem przecież po nim nawet wycieczki. Ale Monika Bułaj pokazała mi metropolię rozkraczoną między Europą i Azją , o istnieniu której, wstyd powiedzieć, miałem niewielkie pojęcie. Bez opisów bazyliki Hagia Sophia ledwie wspomnianej, Błękitnego Meczetu, arcydzieła architektury wielkiego Kocy Mirmara Sinana – Sūleymaniye Camii, pałacu Topkapi, Wielkiej Cysterny Yerebatan Sarai, murów Konstantynopola, bazarów i tylu innych sławnych miejsc i zabytków.

 

Za to z cmentarzem muzułmańskim, na którym świętuje się maturę. Nekropolię ormiańską wypełnioną psalmami z śpiewem muezzina w tle i ludźmi obejmującymi pomniki na grobach w Wielki Piątek. Tanecznymi misteriam w tekke – świątyni sufitów. Kurdyjskimi gettami na Starym Mieście. Karaimami, Żydami czytającymi Koran i muzułmanami świętującymi szabas.

 

To rzeczywiście zupełnie inne, chociaż ciągle to samo miasto, odwiedzane przez turystów ze świata i handlarzy. Ale, jak słusznie pisze o nim autorka: „Stambuł. Tysiące niewidocznych dróg. Muzyka, taniec, mistyka, śpiew, ekstaza, liturgia, kuchnia, święci, wróżby, pamięć. A następnie zrzeszenia rzemieślników, śródziemnomorska tożsamość, pradawne szlaki handlowe Fenicjan i Greków, laicyzm ojca Turków – Atatürka. Nawet masoni. Równoległe światy, o których nie sposób przeczytać w przewodnikach turystycznych i których istnienia przybysz z Europy nawet nie podejrzewa".

 

Kaukaz i Bałkany

 

Najobszerniejszy, 44–stronicowy reportaż ( „Gdzie pacierz mówią w języku ptaków" ) poświęcony jest Azerbejdżanowi. Od – i z zakończeniem – aułu Hinaluna na granicy z Dagestanem, w którym mieszka grupa etniczna używająca jednego z najbardziej tajemniczych, niemal niewymawialnego przez obcych języka o 77 zgłoskach i 17 deklinacjach. Ze Świętym Ogniem w pobliżu, jeszcze z czasów Zaratustry. Relacją z Kaukaskiej Albanii, nie mającej niczego wspólnego z bałkańską. Z Baku z platformy wiertniczej na Morzu Kaspijskim i miasta. Z przypomnieniem, że to polscy inżynierowie: Witold Zglenicki i Paweł Potocki zainicjowali wydobywanie ropy spod morskiego dna.

 

A nasi rodacy odegrali ogromną rolę w rozwoju przedrewolucyjnego miasta jako jego naczelni architekci. Z Górnego Karabachu i siedlisk Górskich Żydów. Oraz z pokazaniem niewyobrażalnej złożoności etnicznej, językowej, kulturalnej, religijnej itd. tego kraju i regionu świata. „Przechodząc z jednej wioski do drugiej, w odległości kilkunastu kilometrów – pisze autorka – zmienia się wszystko: język, kuchnia, higiena, modlitwa, kształt domu, welonu i spódnicy kobiet, ich odłączona przestrzeń, pojęcie honoru, odpowiedzialności lub rodowej zemsty. Jedno jest pewne: wszędzie panuje gościnność".

 

W sumie – a nie wspomniałem o wielu innych tematach, chociażby o diasporze Cyganów jugosłowiańskich ( „Gdzie niedźwiedzie i kozy wchodziły na pływające mosty" ) czy bułgarskich Pomakach ( „Skąd głos Wali emigrował do gwiazd" ) – jest to wspaniała, pięknie wydana książka. Można się nią rozkoszować w trakcie oglądania zdjęć i lektury. Która jednak nie jest ani lekka, ani łatwa w czytaniu. Ze względu na niezliczone nawiązywania przez autorkę do różnych faktów historycznych nawet z odległej przeszłości oraz ludzi sławnych i trochę mniej znanych, wymaga ona pewnego przygotowania. I chociażby odrobiny tej pasji do poznawania nowego, z jaką Monika Bułaj odbywała podróże, zbierała materiały oraz przeniosła je na papier w postaci tekstu i zdjęć. Ale zapewniam: lektura tej książki warta jest tego wysiłku, niewielkiego zresztą w porównaniu z jej klasą i jakością.

 

Wydawnictwo na tylnej stronie okładki informuje, że urodzona w Warszawie, a mieszkająca w Trieście autorka jest niezależną fotograficzką z dorobkiem ponad 50 wystaw, pisarką – wydała 5 książek, z których ta jest pierwszą polską oraz autorką filmów dokumentalnych. Dodając: Bada duchowe kresy Azji, Afryki, Ameryki Łacińskiej i Europy Wschodniej: rytuały, pielgrzymki, tańce, kult zmarłych, obrzędy opętania. Czekamy więc na następne jej książki, które wzbogacą naszą literaturę, kulturę oraz wiedzę o niezwykłych, nierzadko już zanikających światach.

 

BOŻY LUDZIE. PODRÓŻ PO KRES EUROPY. Tekst i zdjęcia Monika Bułaj. Wydawnictwo BOSZ, Olszanica 2011, str. 307.

Tytuły powiązane:

Szeptem o Afryce…

Krystyna Karlińska-Kubik

2004

aktualności

Anna Szałapak

Z głębokim smutkiem przyjęliśmy informację o śmierci Anny Szałapak, wybitnej artystki krakowskiej, solistki „Piwnicy Pod...

> więcej

Zapowiedzi zobacz wszystkie

„Domowe dania wigilijne i świąteczne” to zbiór 25 tradycyjnych przepisów świątecznych potraw, które może...

> więcej

Tradycja wytwarzania nalewek i likierów praktykowana jest na ziemiach polskich od stuleci. Domowe nalewki i likiery to książka z...

> więcej

«powrót