Śladami słynnych zbrodni. Przewodnik

Cena:

19.90 zł
39.90 zł

Przeglądaj książkę
  • Tytuł oryginalny:

    Śladami słynnych zbrodni. Przewodnik

  • Liczba stron:

    336

  • Liczba zdjęć:

    ponad 180

  • Format:

    120 x 220 mm

  • ISBN:

    978-83-7576-136-8

  • EAN:

    9788375761368

  • Oprawa:

    zintegrowana

  • Numer wydania:

    I

  • Rok wydania:

    2011

  • Język:

    polski

Śladami słynnych zbrodni. Przewodnik

Kazimierz Kunicki  (autor) | Tomasz Ławecki  (autor) | Liliana Olchowik-Adamowska  (autor) | Tadeusz Nuckowski  (proj. graf.)

Śladami słynnych zbrodni to oryginalny przewodnik tematyczny, zabierający czytelnika i turystę w miejsca związane z dramatycznymi i kryminalnymi wydarzeniami w polskich dziejach. 45 historii z różnych miejsc i okresów – od ofiar okrutnego Jana II żagańskiego zwanego Szalonym, po braci Fremelów, łódzkich katów z czasów II wojny światowej. Z literackim zacięciem przedstawione historie wzbogacone są propozycjami tras zwiedzania poszczególnych miejscowości, współczesnymi i historycznymi ciekawostkami oraz informacjami praktycznymi (dane teleadresowe muzeów i innych instytucji kultury, biur informacji turystycznej).

Pobierz PDF

Gryfici i Sydonia

O świcie na placu egzekucyjnym za murami Szczecina zgromadziły się tłumy. Oczy gapiów skierowane były na bramę Młyńską, gdzie wkrótce pojawił się wóz ze skazaną. Mimo siwych włosów, zgrzebnej koszuli, sznura krępującego ręce i postronka na szyi, Sydonia von Borck budziła więcej grozy niż współczucia. Cierpienie znaczyło jej twarz, lecz oczy płonęły gniewem, a poruszające się bezgłośnie wargi zdawały się miotać przekleństwa. Pomocnicy kata ściągnęli skazaną na ziemię i powlekli w stronę „kruczego kamienia” (Rabenstein). Kobieta starała się nieść głowę wysoko, lecz nogi uginały się pod nią i plątały w fałdach luźnej szaty. Żaden z pachołków jej nie podtrzymał, poprzestawali na ciągnięciu i poszturchiwaniu. Miejski herold odczytał wyrok. Sydonia, słysząc imię Franciszka I, zaskrzeczała ochrypłym głosem. Najbliżej stojący usłyszeli: „Sczeznie on i ród jego…”.

Okrzyk grozy towarzyszył pojawieniu się kata. Ważył przez chwilę topór w dłoniach, nim wziął zamach. Żelazo zadźwięczało o kamień, a odcięta od korpusu głowa potoczyła się pod mur. Oprawca chwycił skrwawiony czerep za włosy i podniósł wysoko. Wszyscy mogli zobaczyć wykrzywioną grymasem śmierci twarz Sydonii – przed laty najpiękniejszej szlachcianki na Pomorzu. Z drzew z krakaniem poderwały się kruki… Niepotrzebnie zebrały się na tę ucztę. Płonął już podsycany przez pomocników kata stos na Psim Polu. Szczątki czarownicy miały być spalone, a popioły rozrzucone, tak by nie pozostał po niej żaden ślad.


Prof. Tadeusz Nuckowski – grafik i projektant graficzny, profesor Uniwersytetu Rzeszowskiego, wykładowca na Wydziale Sztuki; autor projektów graficznych kilkudziesięciu książek.

Dziękujemy za dodanie recenzji
+

Dariusz S. Jasiński, „Magazyn Kontury” 10-12-2012 10:03

Śladami słynnych zbrodni. Przewodnik

 

W każdej księgarni, kiosku czy na stacji benzynowej bez problemu powinniśmy dostać jakiś przewodnik po Polsce. Przed wakacjami prawdopodobnie będzie dołączany jako gadżet do którejś z gazet. Sam mam ich kilka w domu i kolejny wcale nie jest mi potrzebny. Wydawnictwo Bosz podjęło jednak ryzyko wprowadzenia na rynek jeszcze jednej tego typu pozycji, choć tak naprawdę owo ryzyko jest niewielkie. Książka jest bowiem intrygująca i proponuje zwiedzanie kraju tropem znanych, często nie tylko w danym regionie, mordów.

 

„Śladami słynnych zbrodni” to zbiór opowieści znaczonych krwią, uporządkowanych alfabetycznie województwami. Na każde przypadają przynajmniej dwie historie, uzupełnione o związane z nimi fakty i ciekawostki oraz sylwetki ich bohaterów. Na koniec każdej z opisywanych zbrodni otrzymujemy garść informacji turystycznych dotyczących miejscowości i zabytków, będących świadkami zdarzeń. To ostatnie przypomina czytelnikowi, jaki charakter ma książka.

 

Opowieści dotyczą okresu jeszcze sprzed powstania państwa polskiego, jak i najnowszej, XX-wiecznej historii. Za najstarszą należy uznać opowieść o Popielu (woj. kujawsko-pomorskie), którego, jak głosi legenda, zjadły myszy. Autorzy wychodzą z założenia, że w każdej legendzie jest ziarnko prawdy, więc snują domysły, że zdarzenie miało miejsce w Ostrowie Lednickim (być może prawdziwym miejscu chrztu Polski) i jest zapamiętanym w takiej postaci buntem chłopów ze wsi Myszki. Za przeniesieniem miejsca przemawia też fakt, że kojarzona z Popielem kruszwicka wieża została zbudowana dopiero w czasach Kazimierza Wielkiego...

 

Najświeższa zbrodnia miała miejsce w czasie II wojny światowej, a jej ofiarą był generał AK Stefan Grot-Rowecki (woj. mazowieckie). Autorzy odsłaniają kulisy zdrady dokonanej przez współpracowników generała. Co ciekawe, z trójki, która winna była pojmaniu Grota-Roweckiego, tylko jedna osoba została stracona. Pozostała dwójka, rozpoznana i schwytana kilka lat po zakończeniu wojny, została skazana na dożywotnie więzienie. Jednak dzięki amnestii z 1957 roku opuścili więzienie i wyemigrowali do Niemiec i Francji, gdzie dożyli późnej starości... Jak widać, życie nie jest sprawiedliwe, co zresztą rzuca się w oczy nie tylko przy okazji tego przypadku.

 

Na mnie jednak największe wrażenie zrobiła opowieść o dramacie, jaki się rozegrał w województwie podkarpackim w 1915 roku w forcie XIII (i jak tu nie wierzyć w pechowość tej liczby?), wchodzącego w skład twierdzy Przemyśl. Wycofujący się żołnierze austriaccy wysadzili budowlę, zapominając (a może wcale nie) o pozostawionych w lochach dwóch jeńcach rosyjskich, którzy zostali pogrzebani pod ruinami. Ci jednak nie zginęli od razu. Trafili na skład żywności, który umożliwił im utrzymanie się przy życiu przez długi czas. Jak długi? Podczas prac porządkowych prowadzonych już w wolnej Polsce w 1923 roku odnaleziono trupa jednego z żołnierzy i wciąż żyjącego drugiego z nich. Ten jednak nie przeżył szoku uwolnienia i zmarł wkrótce w szpitalu. Pozostawił po sobie notatki, które mogłyby posłużyć jako scenariusz świetnego horroru. Mogłyby, gdyby zachowały się do dziś lub... w ogóle istniały. W 1971 roku osoba powołująca się na list otrzymany od Władysława Kohutnickiego, który pierwszy opisał wydarzenie w prasie, oświadcza, że relacja była jedynie fikcją literacką. I znów, jak to w przypadku legend - coś na rzeczy z pewnością było. Autorzy przypuszczają, że w 1923 roku odkryto jedynie dwa trupy. Jeśli jednak to prawda, proszę wyobraźcie sobie, drodzy Czytelnicy, osiem lat spędzonych w większości w całkowitej ciemności, gdy skończyła się ostatnia butelka rumu i wypaliła się ostatnia świeca...

 

Razem otrzymujemy czterdzieści cztery pięknie ilustrowane (jak zawsze w przypadku wydawnictwa Bosz), często mrożące krew w żyłach opowieści. Książka w ciekawy i niekonwencjonalny sposób pokazuje piękno naszej ojczyzny, jednocześnie uświadamiając, jak krwawe były jej dzieje. Dodatkowo pozwala uzupełnić wiedzę z historii Polski, bowiem autorzy prowadzą nas przez cały okres jej istnienia (i nieistnienia). Dowiemy się o zabójstwie szkockiego Szweda, które przyczyniło się do wybuchu wojny między Szwecją a Rosją, przeczytamy o spaleniu ostatniej czarownicy w Europie w 1811 roku oraz o tym,co było powodem oficjalnego zakazu wydawania, a tym bardziej wykonywania takich wyroków. Niektóre z przypadków niestety chwały Polakom nie przynoszą.

 

Pomijając czysto edukacyjne walory książki, pozycja jest przede wszystkim świetnym przewodnikiem, dzięki któremu odkryjemy miejsca, które warto odwiedzić, planując choćby tegoroczne wakacje. Gdyby książka pojawiła się na rynku w ubiegłym roku, podczas błotnistej przeprawy z żoną i dwójką dzieci do zamku w Czorsztynie, zamiast tłumić utyskiwania, mógłbym uraczyć rodzinę opowieścią Kostce-Napierskim. Zdrajcy i jednocześnie bohaterze który właśnie w tamtejszym zamku został pochwycony, by po torturach dokonać żywota. W tym roku jednak jedziemy na Mazury, książkę biorę ze sobą. Będę znacznie lepiej przygotowany.

+

Marcin Marchlewski, przykominku.pl 10-12-2012 10:03

Przewodnik , czyli tam i z powrotem, komunikacją miejską. Najbardziej odpowiednim miejscem do czytania przewodników wydaje się być stan przemieszczania się. Tylko w warunkach polowych można przetestować je pod każdym możliwym kątem. Stołeczne środki komunikacji porannej, które nie miały sobie nigdy nic do zarzucenia, w niczym nie umywają się stopniem trudności do rajdów katamaranem przez amazońską puszczę lub wyścigów foczych zaprzęgów środkiem Sahary. Być może nawet podobnie trudno jest spotkać wymarzony, względnie nie zapełniony autobus jak podobnie trudno spotkać odpowiednio zmotywowaną fokę.

 

Miękka, elastyczna wręcz, okładka książki wytrzymała wiele prób w trakcie kilkudniowego czytania, ba broniła niczym wachlarz przed wyziewami niektórych współpodróżnych, blokowała uderzenie przy ostrym hamowaniu, a treść skutecznie pozwalała odpłynąć od zwykłości świata. Kartki nawet się nie wymięły. Zatem, tak to przewodnik podróżny z prawdziwego zdarzenia.

 

Być może jednak podróżujecie głównie palcem po mapie, dlatego skupię się już tylko na treści. Od pierwszych stron staje się jasne, iż to nie jest typowy przewodnik. Znajdziemy tu mniej wskazówek jak dojechać, ominąć korki i po ile są bilety do wybranych atrakcji, ale jest to naprawdę niewielką wadą, jeśli weźmiemy pod uwagę zalety, jakimi są interesujące przedstawienia tych atrakcji i ich tła historycznego. W każdym rozdziale, podzielonym wedle województw, znajduje się kilka podrozdziałów dotyczących kolejnych miejsc i związanych z nimi historii. Rozdziały rozpoczynają się krótkim, pełnym namiętności, zbrodni i tajemnic opowiadaniem, często urywanym w najciekawszym momencie (by na chwilę przedstawić zarys tła historycznego, oraz miejsc i postaci występujących w opowieści). Chwilę później otrzymujemy wszystkie odpowiedzi dotyczące legendy. Gdzieniegdzie utknięte są jeszcze ciekawostki dotyczące sztuki lokalnej i obyczajowości epoki oraz „nadprzyrodzone” anegdotki z okolic. Każdy rozdział wieńczy rzetelna informacja na temat dostępności, co ciekawszych zabytków. Wszystko to na tyle dobrze wyważone by przykuć uwagę czytelnika i nie nużyć ani na moment.

 

Zdecydowanie widać, iż przewodnik pisali raczej historycy i czytelnicy książek przygodowych, niż ludzie, którzy zjedli zęby na suchych, pełnych faktów, przewodnikach turystycznych, co powoduje zasługującą na szacunek oryginalność. Widać też, że autorzy poświęcili napisaniu tej pozycji sporo trudu i „przekopali” parę archiwów i przeczytali wiele książek. Dążyli do tego, by zamieścić zbrodnicze pełne okrucieństw opowieści z całej historii naszego kraju, choć widać, iż koncentrowali się przede wszystkim na epoce średniowiecza i baroku. Historie rycerzy rabusiów ze Śląska, infamisów, czy trucicielek, czarownic, zbója-białogłowy jak również Piekarskiego, co rękę na króla Zygmunta śmiał podnieść, przeplatają się z mniej częstymi opowieściami z innych epok o doliniarzach, kasiarzach i katach z międzywojnia czy powstańcach oraz bohaterskich obrońcach kraju oraz o zapomnianych polskich herosach jak kurpiowski Stach Konwa.

 

Wprawdzie, po przeczytaniu, gdy się chce odnaleźć konkretną informacje czy opis miejsca trudno niekiedy do nich dotrzeć, niemniej zamieszczony z tyłu indeks pomaga. Miałem też w jednym, czy dwóch, miejscach wrażenie, że nie wszystkie ilustracje pasują do opisywanego miejsca, ale być może to ja nie pamiętam gdzie byłem. Cóż, starość...

Przewodnik to przydatna lektura w podróży, jeśli wiemy gdzie jedziemy i chcemy zabłysnąć jako okoliczny bywalec i „lokals” zdobywając uznanie i wzbudzając zachwyt w intelektualistkach piszczących, jak na koncertach Beatlesów.

+

Scathach, portal Sztukater.pl 10-12-2012 10:02

Wśród miłośników historii oraz wyjazdów krajoznawczych, coraz większą popularnością zaczynają cieszyć się wypady tematyczne.
 

Podróżnicy decydują się na słowo-klucz, które będzie przyświecało wędrówce i idąc jego śladem przemierzają czy to Polskę, czy to Europę, czy to wszystkie kontynenty.
Bogactwo kulturowe naszego kraju pozwala na tego eskapady, co więcej – ma do zaoferowania podróżującym tak wiele, że nie sposób jednorazowo wykorzystać wszystkich możliwości.
 

Tomasz Ławecki, Kazimierz Kunicki i Liliana Olchowik-Adamowska oddają w nasze ręce przewodnik, który posłużyć ma jako pomoc przy realizacji jednej z eskapad tematycznych, hasłem przewodnim uczynili zaś Śladami słynnych zbrodni. Niezwykle chwytliwe i… szalenie interesujące.
 

Jak się okazuje Polska pamięta wiele historii, w których trup ściele się gęsto, emocje biorą udział nad rozumem, a namiętności są motorem napędowym niezliczonej ilości zbrodni. I nie są to powieści kryminalne! To fakty i w mniejszym stopniu– legendy.
Turystyka hobbystyczna, której w wypadku tego przewodnika przyświeca motyw zbrodni i kary, może okazać się wędrówką w niezbadane zakamarki znanych opowieści, podróżą w głąb historii naszego państwa, a niejednokrotnie także i w same serce skomplikowanych relacji międzyludzkich.
 

Przewodnik ten nie jest więc jedynie próbą prześledzenia najważniejszych dla tego motywu miejsc w Polsce, lecz także propozycją przygody, której długo nie zapomnimy.
Jej bohaterami są postaci autentyczne, zarówno te znane z kart podręczników, jak i te, o których słuch niemalże zaginął. Znajdziemy więc tutaj nie tylko Popiela czy Przemysła II, lecz także postaci mniej znane.
 

By ułatwić czytelnikowi poruszanie się tropem zbrodni, autorzy podzielili książkę na kilka części. W każdej z nich opisali najbardziej charakterystyczne dla danego województwa miejsca związane z tą tematyką. Przy każdym kolejno odwiedzanym zakątku odnajdziemy jego krótką historię, dokładne mapki, fotografie, ryciny. W każdym podrozdziale w specjalnie wyznaczonych kolorowych ramkach znajdują się ciekawostki oraz nierzadko legendy związane z opisywanym miejscem. Każdy rozdział zwieńczony jest krótkim informatorem turystycznym, w którym odnajdziemy dokładne wiadomości na temat umiejscowienia danego obiektu, sposobu dojazdu, informacji dla zwiedzających, a także godzin otwarcia oraz telefonu kontaktowego. Dzięki temu, w dowolnie wybranej chwili będziemy mogli zdobyć bardziej szczegółowe informacje, bez ponownego wertowania książek czy stron internetowych w poszukiwaniu potrzebnych danych.
 

Wielkim plusem jest także indeks nazw miejscowych znajdujący się na końcu książki, w dużej mierze ułatwiający poruszanie się po niej.

Pozycja ta to bogactwo przeżyć oraz furtka otwierająca przed nami nowe możliwości i pomysły turystyczne.
 

Wiele zaprezentowanych w niej miejsc była już przeze mnie odwiedzona, dzięki czemu miałam możliwość odbycia sentymentalnej podróży za wspomnieniami; wiele natomiast jest mi zupełnie obca. Dzięki lekturze tej książki znalazłam inspirację na kolejne podróże, tym bardziej, że wędrowanie śladami zbrodni to coś, co może na długo pozostać w pamięci, jeśli tylko będzie stanowiło jeden nieprzerwany ciąg.

Polecam tę niezwykle wartościową pod względem merytorycznym oraz z uwagi na zawarte w niej ilustracje pozycję. Każdy znajdzie w niej coś dla siebie – ten, który szuka pomysłu na wakacyjne wycieczki, jak i ten, który woli poznawać swój kraj siedząc w fotelu i czytając inspirujące książki.
 

Na pewno nie pożałujecie.

+

Cezary Rudziński, Globtroter Info, Kurier 365 20-01-2012 10:01

BOSZ: PITAWAL TURYSTYCZNY

 

Pomysł świetny: napisanie turystycznego pitawala. Wiadomo bowiem, że turystyka hobbystyczna ma w Polsce coraz więcej zwolenników. A ponieważ, jak piszą autorzy we wstępie, „nic tak jak trup „nie ożywi” szacownych zabytków”, to niekiedy mrożące krew w żyłach zbrodnie potraktowali jako pretekst – w paru przypadkach dosłownie – do prezentacji miast, zabytków, a przede wszystkim ciekawych oraz często mało znanych historii. Przypominając sporo zapomnianych wydarzeń zarówno z dziejów naszych, jak i państw oraz państewek, do których w przeszłości należały ziemie wchodzące obecnie w skład Rzeczypospolitej.

 

Co prawda, wbrew zamierzeniom i twierdzeniom autorów, nie do końca jest to pitawal. Winien on bowiem stanowić – przypomnę za Słownikiem języka polskiego: „zbiór opisów głośnych procesów karnych, rodzaj kroniki kryminalnej”. A w tym przypadku uwzględniono także zbrodnie polityczne, historie legendarne, a nawet w przeszłości najprawdopodobniej wymyślone. Ponadto śmierci naturalne, bądź brak koniecznego w tego rodzaju opowieściach występowania zarówno zbrodni jak i kary. Ale czyta się to znakomicie, bo książka napisana została ładnym, pełnym ciekawych opisów językiem.

 

Poszczególne historie prezentują zaś nie tyle modus operandi przestępstw i kar za nie, ile miejsca w których je popełniono oraz ich współczesny stan. 44 opisane sprawy z okresu niemal tysiąca minionych lat dotyczą wszystkich regionów współczesnej Polski. Ze względu zaś na turystyczny, a nawet przewodnikowy, co podkreślono w podtytule, charakter książki podzielono je nie tematycznie czy chronologicznie, lecz w układzie geograficzno – administracyjnym. Według województw, a w ich ramach w kolejności alfabetycznej tytułów.

 

Nie jest to, moim zdaniem, układ optymalny. Myślę, że ciekawszy byłby według rodzaju i wagi prezentowanych spraw. W przyjętym układzie żadne z województw nie zostało jednak pominięte, co też się liczy. Chociaż niektóre opisane historie znalazły się w książce chyba trochę przypadkowo. Trafiły do niej na zasadzie unikania białych plam na mapie Polski wojewódzkiej. Nie oznacza to, że któraś z nich jest mało ciekawa, mimo iż stanowi tylko pretekst do prezentacji obiektu, miejscowości czy regionu.

 

Dodam, że po opisie każdej sprawy uwzględniono również w stosownej informacji jej ewentualne wykorzystanie w przeszłości w literaturze, teatrze, filmie, malarstwie itp. Ciekawostki o jej uczestnikach i miejscach w których wydarzyła się ona, wraz z przeszłością i stanem obecnym tych drugich. No i Informatorem turystycznym: jakie miejsca i obiekty warto zobaczyć, ich – oraz lokalnych Informacji Turystycznej – adresy, telefony, strony internetowe itp.

 

Wróćmy jednak do zasadniczej treści książki. Wspomniałem o zbrodniach politycznych. Należą do nich, wśród opisanych, zabójstwo prezydenta Gabryela Narutowicza, biskupa Stanisława ze Szczepanowa, księcia Leszka Białego i parę innych. A także – gdy się im bliżej przyjrzeć, niektórych morderstw „rodzinnych”. Bynajmniej nie „pitawalowy” charakter miało również, zakończone w ponad rok później jego śmiercią, aresztowanie przez gestapo gen. Stefana Grota–Roweckiego. Opisane ciekawie, z wieloma mniej znanymi szczegółami, scenerią zbrodni, przywołaniem źródeł, informacjami o upamiętnieniu ofiary itp.

 

Chociaż nie mogę zgodzić się np. z określeniem agentów gestapo, którzy umożliwili aresztowanie dowódcy AK, jego „towarzyszami broni”, którzy go zdradzili. Są też w tej relacji sprzeczności. W jednym miejscu gestapowiec Erich Merten, który kierował aresztowaniem, określony został jako SS–Untersturmführer ( podporucznik SS ), w innym jako porucznik gestapo. Pewne luki do uniknięcia są w opisach innych spraw. Np. pisząc o śmierci Leszka Białego w Marcinkowie koło Gąsawy wypadało podać chociażby rok (1227), w którym zabójstwo to miało miejsce.

 

Kilka spraw to opisy, przeważnie dosyć wstrząsające, procesów czarownic i brutalnych śledztw, wyroków wydawanych na podstawie wymuszonych torturami przyznań się do winy oraz śmierci na stosach. Tylko gdzie w tych przypadkach został spełniony podstawowy wymóg konwencji pitawala: zbrodnia i kara? Przecież to nie niewinne kobiety popełniły zarzucane im czyny, lecz zbrodniami było skazywanie ich na śmierć i wykonywanie tych wyroków. A winni tego nie ponosili żadnej kary. Równocześnie rozumiem jednak autorów, że uwzględnili w książce te historie. Należą one bowiem w niej do najciekawszych, najbardziej „soczystych”.

 

Nawet, jeżeli opierają się tylko na legendach czy, najprawdopodobniej, mistyfikacjach nie potwierdzonych przez badaczy. Jak np. rzekome równoczesne skazanie i spalenie 14 „czarownic” w 1775 roku Doruchowie w obecnym województwie wielkopolskim. Ale historia spalenia na stosie „za czary” ( w 1811 roku !, po przejściu wyroku przez wszystkie pruskie instancje sądowe łącznie z odrzuceniem prośby o ułaskawienie przez króla Fryderyka Wilhelma III – rzecz się działa na terenie obecnego woj. warmińsko – mazurskiego ) psychicznie chorej Barbary Zdunek, 38-letniej polskiej pasterki i matki 4-ga dzieci, to poruszająca lektura.

 

Podobnie jak wcześniejsze, w 1749 roku, ścięcie 14–letniej sieroty – „nałożnicy diabła” Barbary Schwann. Czy w 1659 r. spalenie, też „za czary”, 89-letniej staruszki, Anny Kruger w Gdańsku. A to tylko przykłady, bo podobnych spraw opisano więcej. Szkoda, że autorzy, a może wydawnictwo, nie uniknęli w tych opisach potknięć. Barbara Zdunek była rzeczywiście ostatnią (1811) spaloną w Europie „czarownicą”. Wątpliwa w ogóle, podobna śmierć 14 kobiet z Doruchowa w 1775 r., poprzedzona została, jak napisali autorzy, ostatnim na ziemiach polskich procesem o czary zakończonym stosem, bo w 1776 roku sejm zakazał tortur i kary śmierci za czary. Równocześnie opisali, też jako rzekomo ostatnią tego rodzaju zbrodnię sądową, śmierć na stosie w 1659 r. Anny Kruger w Gdańsku.

 

Nie brakuje w tej książce spraw znanych z legend, opowieści, a nawet przysłów. Śmierci Popiela, najbardziej chyba naciągniętej jako temat do pitawala. Zarazem jednak będącej pretekstem do przypomnienia Piasta i Siemowita oraz prezentacji Gniezna, Kruszwicy z Mysią Wieżą i Ostrowa Lednickiego. Znanych zbójników: Ondraszka i „Ślaskiego Robin Hooda’ – Karola Pistulki. Michała Piekarskiego, zamachowca na Zygmunta III Wazę, który „plótł na mękach”, a jego makabryczna śmierć opisana została ze szczegółami. „Diabła łańcuckiego” – Stanisława Stadnickiego. Istniejącego rzeczywiście, chociaż bardziej znanego z legendy o zaprzedaniu duszy diabłu Pana Twardowskiego itd.

 

Świetne są historie naprawdę pitawalowe. Zwłaszcza „Wenus z Kolbuszowej” – aferzystki i bigamistki Agnieszki Machównej, wiejskiej dziewczyny która trafiła na książece i królewskie salony. Czy szlachcianki – groźnej rozbójniczki Barbary Rusinowskiej („Szubieniczny koniec zbója – białogłowy”). Mnóstwo mało znanych faktów zawierają opisy zbrodni wśród, lub związanych z nimi, książąt: pomorskich, mazowieckich, śląskich czy innych dzielnicowych. Np. bezkarnego uduszenia w 1283 r., na polecenie księcia poznańskiego Przemysława, późniejszego króla Polski Przemysła II, jego pierwszej żony Ludgardy – córki księcia Meklemburgii, bo… nie dała mu potomka.

 

A także (koniec XV wieku, szkoda że nie podano roku) skazania w księstwie pomorskim na śmierć i utopienie Fritza Köhfleisa, nadwornego lekarza elektora brandenburskiego Albrechta III. Za to, że tak „leczył” Małgorzatę, żonę księcia Bogusława X, iż każda jej ciąża kończyła się poronieniem. Gdyż… Hohenzollernowie tylko czekali na wymarcie książęcego rodu Gryfitów, bo to im przypadłoby wówczas Pomorze. Co się ostatecznie stało, ale znacznie później bo niemal w półtora wieku później, w 1637 roku. Podobnych, bardzo ciekawie opisanych historii jest w tej książce wiele.

 

Czyta się je z zainteresowaniem nawet wówczas, gdy fakty, na których zostały oparte, były błahe i nie kwalifikujące do pitawala. Za takie uważam m.in. naturalną śmierć ks. Janusza Radziwiłła w 1655 r. Tykocinie, która stała się tylko pretekstem do prezentacji dziejów i zabytków tego miasta. „Siedem ofiar Jana II Żagańskiego” – do prezentacji Głogowa, Żagania i Przewozu. Podobnie banalne zabójstwo znienawidzonego starosty Chełmna aby wspominając o nim, móc przedstawić to miasto i jego zabytki.

 

Czy znaną, ale najprawdopodobniej wymyśloną w 1926 roku historię dwu carskich oficerów - jeńców zasypanych podczas wysadzania fortu San Rideau w zespole Twierdzy Przemyśl w 1915 roku i odnalezionych, jednego nawet żywego, przypadkowo dopiero w 1923 roku. To również ciekawa lektura, tyle że nie ma w niej ani zbrodni, ani kary. Był natomiast pretekst do uwzględnienia w książce także Przemyśla i jego atrakcji turystycznych. Świetnie opisanych w tej książce spraw jest o wiele więcej. Chociaż trafiają się w niej również błędy.

 

Literacki noblista Hauptmann miał na imię Gerhard, a nie Gerard. Nie istnieją „monety starorzymskie”, ale rzymskie, albo antycznego Rzymu. Prawdopodobnie „literówka” w dacie: 1644 zamiast 1664 („Polowania w… idealnym mieście”) powoduje, że Katarzyna Bielenkowiczowa stracona byłaby „za czary” cztery lata przed popełnieniem pierwszego z zarzucanych jej czynów. Pocztylion to nie synonim dyliżansu („…pracownik z obsługi pocztylionu”). Wydarzenia 1905–1906 roku w Łodzi (a także w całym zaborze rosyjskim i w Rosji) to nie były „zamieszki” lecz rewolucja, uważana przez niektórych historyków nawet za czwarte powstanie narodowe. Carska „bezpieka” to była ochrana, a nie ochrona.

 

Nieścisłości w tym, dotyczącym Łodzi i bardzo ciekawym tekście „Reflektorem w… twarz kata”, znalazłem więcej. M.in. opisywane więzienie przy ul. Gdańskiej 13 nie należało w latach 1945-1954 do UB, chociaż bezpieka przetrzymywała tam również niektórych więźniów politycznych. Ale łódzki WUBP trzymał ich „pod ręką” – w piwnicach swojej siedziby odziedziczonej po gestapo przy ul. Anstadta (wówczas ul. 19 Stycznia). Coś o tym wiem, bo też „gościłem” tam przez jedno lato oskarżany o „próbę obalenia ustroju Państwa Polskiego”. Lili Fontelli, łódzki śpiewak uliczny, był nim nie tylko przed wojną, ale także po niej, przynajmniej w latach 40-tych. Pamiętam go z czasów licealnych.

 

Kolejny chochlik spowodował, że szabla dragonów stała się „drakońską”. Władysław Orkan wspomniany w opowiadaniu „Aleksandra Kostki – Napierskiego legenda czarna i biała” nazywał się, po zmianie odziedziczonego nazwiska, Smreczyński i w życiu prywatnym dodawał je do pseudonimu literackiego. Pisarz („Przerażająca sława Diabła Łańcuckiego”) nazywał się Adam Krechowiecki, a nie Krehowiecki. A to tylko te błędy i nieścisłości, które odnotowałem w trakcie lektury. Na jeszcze jedną wadę tej książki muszę zwrócić uwagę.

 

Na jej końcu zamieszczono Indeks nazw miejscowych. Brak jednak tak potrzebnego indeksu nazwisk, a w przypadku władców ich imion. Te kilka krytycznych uwag i wytkniętych potknięć nie zmienia mojej wysokiej oceny tej książki – przewodnika. Zasługującej nie tylko na przeczytanie, ale również skorzystanie z możliwości, jakie oferuje: pójście śladami opisywanych ludzi i wydarzeń, poznanie obecnego wyglądu tych miejsc. Dodatkowym jej walorem jest także ponad 200 zdjęć, ilustracji oraz mapek.

 

ŚLADAMI SŁYNNYCH ZBRODNI. Przewodnik. Autorzy: Tomasz Ławecki, Kazimierz Kunicki, Liliana Olchowik–Adamowska. Wydawnictwo BOSZ. Wyd. I, Olszanica 2011, stron 347, cena 39,90 zł.

aktualności

CZARNY WEEKEND

„Czarny weekend” czyli super przeceny na bestsellery wydawnictwa BOSZ: Bestiariusz 1 Bestiariusz...

> więcej

Zapowiedzi zobacz wszystkie

Minialbum odwołujący się do tytułu Beksiński 4, kończącego serię cieszących się ogromną popularnością książek poświęconych...

> więcej

Trzeci z minialbumów dotyczących bogatej twórczości, pochodzącego z Sanoka, Zdzisława Beksińskiego. Tym razem mamy do...

> więcej

«powrót