Elegantki. Moda ulicy lat 50. i 60. XX wieku

Cena:

49.90 zł

Przeglądaj książkę
  • Liczba stron:

    184

  • Liczba zdjęć:

    około 155

  • Format:

    165 x 235 mm

  • ISBN:

    978-83-7576-230-3

  • EAN:

    9788375762303

  • Oprawa:

    twarda

  • Numer wydania:

    I

  • Rok wydania:

    2014

  • Język:

    polski

Elegantki. Moda ulicy lat 50. i 60. XX wieku

Agnieszka L. Janas  (autor) | Michał Piekarski  (proj. graf.)

Książka Agnieszki L. Janas to pierwsza publikacja o fenomenie polskiej mody lat 50. i 60. oglądanym przez pryzmat codziennego życia. To pełen urokliwych wspomnień zapis z podróży w czasie z modą w tle. Bohaterki różni wiele: miejsce zamieszkania, status społeczny, zawód, poziom popularności. Pochodziły z różnych środowisk, były wśród nich arystokratki, przedstawicielki inteligencji, a także córki rzemieślników czy zamożnych chłopów. Łączyło je jedno – miłość do mody i potrzeba eleganckiego, estetycznego wyglądu.

Autorka pyta je o to, czym żyła wówczas Polska oraz na czym polegała elegancja w tych niełatwych czasach. Książka staje się wehikułem, pozwalającym poznać życie bohaterek, które na przekór niesprzyjającym realiom były prawdziwymi elegantkami: Ewy Wiśniewskiej, Jadwigi Mazurek, Ewy Opackiej, Krystyny Mazurówny, Eleonory Siedleckej, Elżbiety Janas, Beaty Tyszkiewicz, Jolanty Plenzner, Moniki Dzienisiewicz-Olbrychskiej, Marii Jarosek, Teresy Tomaszewskej-Jakuczyn, Emilii Modrzejewskej, Ewy Marii Morelle.

Jak wówczas radziły sobie Polki i jak wyglądały ich garderoby? Czy interesowały się modą i skąd czerpały inspiracje? Czy w ogóle o niej myślały? Na te i inne pytania odpowiadają bohaterki książki!

Zapraszamy do lektury!


Patroni medialni:

Agnieszka L. Janas – historyczka i dziennikarka. Od lat trzyma rękę na modowym pulsie, z pieczołowitością śledząc najważniejsze pokazy w Polsce i za granicą. Pracując między innymi dla czasopism biznesowych, przeprowadzała rozmowy z najważniejszymi postaciami świata mody.

Dziękujemy za dodanie recenzji
+

culture.pl 06-03-2015 15:59

Dżinsy z Pewexu, bluzki z firanek. Uliczna moda lat 50. i 60.

 

 Tenisówki przerabiały na modne baleriny, firany na bluzki, a z plastikowych opakowań i pieluch tetrowych szyły eleganckie suknie wieczorowe. Do tego oryginalna biżuteria - najlepiej z nasion fasoli i kolorowego makaronu. Tak elegantki lat 50. i 60 walczyły z komunizmem.

- A na czele armii odzianej w z trudem zdobyte modne szaty i zbrojnej w igły jako pierwsi stanęli Barbara Hoff i Leopold Tyrmand - pisze Agnieszka L. Janas we wstępie do książki "Elegantki. Moda ulicy lat 50. i 60. XX wieku". Zebrała w niej barwne anegdoty i wspomnienia 13 kobiet: arystokratek, aktorek, pielęgniarek, nauczycielek, rehabilitantek i modelek, które połączyła miłość do mody i nienawiść do komunistycznego reżimu. Oto one.

Ewa Wiśniewska: Polska Brigitte Bardot

Aktorka teatralna i filmowa, ikona stylu. W latach 50. i 60. to ona nadawała ton szarej,warszawskiej ulicy. Potrzeba tworzenia była u niej tak silna, że już jako studentka szybko nauczyła się kroić i szyć, a potem przerabiała wszystko, co tylko wpadło jej w ręce. Ku przerażeniu rodziców, rozgrznanym żelazkiem wypalała finezyjne wzory na zachodnich sweterkach, czarne kalosze malowała w panterkę, a białe włoskie szpilki w czarno-czerwone pasy.

Jej ubrania grały też w filmach, Ewa Wiśniewska chętnie współpracowała z doceniającymi jej styl kostiumografami. W "Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz" Stanisława Barei nosi uszytą własnoręcznie różową sukienkę z przywiezionego z Chicago materiału i ozdobionego ufarbowaną w herbacie beżową koronką. Bo,jak przyznaje w rozmowie z autorką książki, w ubieraniu najbardziej fascynuje ją moc kreacji:

"Wymyślałam ubrania, rysowałam je, a potem ozdabiałam. Kretony farbowałam na różne kolory. Pożyczałam od kolegów z ASP farby i tworzyłam na tkaninach wzory. Raz wymalowałam na spódnicy w czterech miejscach Afroamerykanina pod palmą. Miałam kolegę, który farbował tkaniny w taki sposób, że wiązał na nich supły i wkładał do farb. Powstawały takie kolorowe, nierówno rozlewające sie koła. Szyłam z nich sukienki, spódnice, Miałam także sukienki wieczorowe, który powstawały z tetrowych pieluch dla niemowląt - farbowane w zakładzie na tyłach Nowego Światu"

Szafa Ewy Wiśniewskiej to także wzbudzające zachwyt warszawskich salonów sportowe bluzki obszyte koronką po babci, spódnice z dorabianymi falbanami czy też mała czarna z frędzlami upolowana przez ojca podczas zagranicznych koncertów Filharmonii Narodowej.

 
Krystyna Mazurówna: W klapkach na balu w Monte Carlo
 

Ekscentryczna tancerka, choreografka, wieloletnia solistka Teatru Wielkiego Opery Narodowej i słynnego Casino de Paris. Na balu podczas swojego pierwszego zagranicznego tournee w Monte Carlo zrobiła furorę łącząc krótką sukienkę uszytą z zielonej kotary w srebrne ciapki ze stylowymi atłasowymi...klapkami ozdobionymi kryształkami. Zwracała uwagę wszystkich. Jednego ze swoich partnerów uwiodła szeroką spódnicą uszytą z koła i wciągniętego w rąbek fiszbin hula-hoopa. W książce wspomina:

" Na Chmielnej był szewc, który robił buty, ale tylko z powierzonego materiału. Wzięłam kiedyś starą teczkę tatusia i poszłam z nią do niego. Powiedział mi, że to jest tak sztywna i gruba świńska skóra, że może zrobić z niej tylko sandałki na plażę. I zrobił je: podeszwa, kilka rzemyków, sznurowane aż do kolan. Były to modne rzymianki".

Mazurówna sama projektowała kostiumy dla swojego zespołu lub po prostu wyjmowała je ze swojej szafy. Gdy rzucali do sklepów białe swetry kupowała 12 sztuk, dziewczynom doszywała mini do kompletu, a panom spodnie. - Mieliśmy cały numer w białych swetrach do muzyki Kurylewicza. Tańczyliśmy w białych pepegach, które zresztą też było bardzo trudno dostać. Kiedyś rzucili pepegi nr 35. Musiałam więc dobrać tancerki, które miały małe stopy". A potem oszołomił ją Paryż.

 
Beata Tyszkiewicz: Gen elegancji
 

Aktorka i artystokratka, dama polskiego kina. Przyznaje, że elegancji nauczył ją ojciec, Krzysztof Tyszkiewicz, który przywiązywał ogromną wagę do wyglądu:

"W czasie Powstania Warszawskiego dzielnie walczył na Woli ubrany we ...flanelowy garnitur i łososiowe irchowe rękawiczki!Zdobył w nich niemiecki czołg i został odznaczony Krzyżem Virtuti Militari. Przestrzegał zasad nawet w czasach okupacji - tak zapamiętali go towarzysze broni" - wpsomina aktorka. Jej matka też była przedwojenną elegantką, szyła suknie u "Telimeny"

Beata Tyszkiewicz
 

Pierwszą sukienkę w kolorze Adriatyku dostała z okazji swojego filmowego debiutu w "Zemście" w reżyserii Antoniego Bohdziewicza, ale modą zainteresowała się dopiero na studiach w warszawskiej PWST. Sweter kupiony za bajońską wówczas sumę 600 złotych spłacała przez cztery miesiące dorabiając telewizyjnymi rozmowami o literaturze, a na prywatkach tańczyła rock'n'rolla wystrojona w sztruksową spódnicę do kostek i korale z fasoli. Inspirowała ją Brigitte Bardot.W książce przyznaje, że moda lat 60. była najszykowniejsza:

"Miałam piękną szyfonową suknię w kolorze kawy z mlekiem. Zamawiałam dla siebie u jubilera guziczki do bluzeczek. Były oprawiane cieniutkim złotem. Bardzo starannie przygotowywałam też stroje na festiwale w Moskwie, San Sebastian, Rzymie."

Monika Dzienisiewicz-Olbrychska: Polowanie na tweed
  

Aktorka, indywidualistka, zawsze z oryginalnym pomysłem na strój. To o niej słynna projektantka Barbara Hoff miała powiedzieć, że wszędzie gdzie sie pojawia, następuje wśród zebranych wyładowanie elektryczne. Ubrania szyła u zaprzyjaźnionej łódzkiej krawcowej lub zdobywała w komisach i podczas zagranicznych występów teatru. Pomysły czerpała z zamawianych we Francji magazynów i modowej rubryki w "Przekroju".

Największy modowy sukces wiąże się ze światem dyplomacji i występem na wydawanym przez ambasadora Włoch balu w pałacu w Jabłonnej na początku lat 60. W sukni swojego projektu została wybrana najlepiej ubraną kobietą. Po latach wspomina:

"Zainspirowało mnie zdjęcie Twiggy w welurowej sukience z szerokim pasem spiętym wielką, okrągłą klamrą. Moja sukienka była wieczorowa i miała koronkowy kołnierz ufarbowany w herbacie . Miał sarannie powycinane brzegi, co dodało mu elegancji i klasy. Z czarnej welurowej spódnicy mojej mamy uszyta została góra, długie rękawy wykańczała również koronka. Miałam do tego szeroki pasek atłasowy zapięty na zakupioną w pasmanterii klamrę z perłowego plastiku.Od tego elementu zaczęło sie tworzenie ubrania"

Ewa Maria Morelle: Telimena ubiera się w Łodzi
  r

 

Malarka, modelka słynnego Domu Mody "Telimena", pierwszej przedwojennej warszawskiej firmy szyjacej na miarę stroje kobiece. Założony przez Krystynę Dębczyńską w 1958r. Dom Mody w Łodzi słynął z najpiękniejszych modelek w kraju. Jedną z nich była właśnie oryginalna Ewa Maria Morelle
( Frykowska, z domu Kwaśniewska). To tam pierwszy raz założyła pantofle na obcasie, wąską spódnicę i wizytową sukienkę na halkach. Zachwycała ją Brigitte Bardot i Audrey Hepburn, a gdy obcięła włosy jak włoska aktorka Lucia Bose, wyrzucono ją ze szkoły.

 

"Kupowałam rzeczy z paczek zagranicznych, odkupowałam to, co nosiłam na pokazach mody, a jak to nie wystarczało - mama szyła mi ubrania. Do tego nosiłam pantofle od Gejderowicza, kapelusze, rękawiczki i sztuczną biżuterię projektowaną przez studentki ASP"

  http://culture.pl/pl/artykul/dzinsy-z-pewexu-bluzki-z-firanek-uliczna-moda-lat-50-i-60
 

+

agataczyta.pl 06-03-2015 15:59

Polki uważane są na świecie za kobiety eleganckie, zadbane, przykładające sporą wagę do wyglądu. Chociaż czasy powojenne nie rozpieszczały pań, bo ustrój był jaki był, a zaopatrzenie w sklepach odzieżowych było marne, to bohaterki tej książki, obecnie starsze panie, świetnie sobie radziły. Opowiadają o tym jak się ubierały w czasach, gdy straszyły puste półki, a to, co "rzucili" miało zazwyczaj dość podłą jakość.

Wśród rozmówczyń są gwiazdy sceny: Beata Tyszkiewicz czy Krystyna Mazurówna oraz panie, które nie miały nic wspólnego z mediami - pielęgniarka, urzędniczka, gospodyni domowa. Łączył je wspólny mianownik - wyróżniały się z tłumu dbałością o wygląd oraz pięknym strojem. Wszystkie mówią o tym jak trudno było dobrze się ubrać i jak wiele zabiegów wymagało wymyślenie i zrobienie eleganckiego ubrania. Łatwiej było tym, które mogły pozwolić sobie na kupno odzieży przysyłanej z zachodu, ale cała sztuka polegała na tym, by wyglądać elegancko nie inwestując wielkich środków.

Jednymi z najważniejszych dla nich osób były zaufane krawcowe, kobiety obdarzone wyobraźnią i umiejętnościami. Warto było również samemu nauczyć się posługiwać igłą i nożyczkami oraz barwnikami. Niektóre z rozmówczyń Agnieszki Janas do perfekcji opanowały sztukę przerabiania ubrań. Jedna z pań tak wyróżniała się na ulicy, że trafiła na okładkę znanego wówczas czasopisma. A to nie wszystko - po latach założyła firmę odzieżową i szyła ubrania, jakich nie można było dostać w sklepach.

Z rozmów jasno wynika, że ubrania zajmują w życiu rozmówczyń ważną rolę. Z sentymentem i godną podziwu dokładnością opisują marszczenia, zakładki, pliski, kolory i fakturę materiału w swoich strojach z lat 50. i 60. Rozmowy ilustrowane są fotografiami z tamtej epoki oraz krótkimi biogramami. Godne polecenia i niezwykle ciekawe, nie tylko jako książka o modzie, lecz jako obraz PRL-u widzianego oczami kobiet, które po prostu chciały czuć się piękne i zadbane.

http://agaczyta.blox.pl/2015/01/Elegantki-Moda-ulicy-lat-50-i-60-XX-wielku.html#ixzz3TcMuujgp
 

+

wywrota.pl 06-03-2015 15:57

„Elegantki. Moda ulicy lat 50. i 60. XX wieku” to pierwsza książka o modzie w PRL-u oglądanej przez pryzmat rozmów z kobietami, które przenosiły do Polski światowe trendy tamtych lat. Bogato ilustrowana publikacja jest opowieścią o czasach, w których piękny ubiór wymagał nie tylko dobrego gustu, ale także wyrzeczeń, sprytu i odwagi, by wyjść w nim na ulicę. 6 listopada br. w warszawskiej Wyższej Szkole mody VIAMODA odbędzie się spotkanie z autorką książki Agnieszką L. Janas.

 

 

Bohaterki „Elegantek” różni wiele: miejsce zamieszkania, pochodzenie, zawód i stopień popularności, łączy zaś wyzwanie wspólnie rzucone komunistycznej szarzyźnie. Wśród trzynastu rozmówczyń znalazły się znane postaci, m.in. aktorki Beata Tyszkiewicz, Ewa Wiśniewska, Monika Dzienisiewicz-Olbrychska, tancerka Krystyna Mazurówna, modelka (obecnie malarka) Ewa Maria Morelle oraz znana scenografka filmowa Teresa Tomaszewska-Jakuczyn (np.: „Faraon”, „Vabank”, „W pustyni i w puszczy”). Autorka książki przeprowadziła rozmowy także z elegantkami spoza świata scen i wybiegów: w publikacji pojawiają się wspomnienia pielęgniarki, nauczycielki rosyjskiego czy farmaceutki Marii Jarosek, matki Joanny Przetakiewicz. Książkę zamyka wywiad z Jerzym Neugebauerem − jednym z pierwszych powojennych profesjonalnych fotografów mody w Polsce, współpracującym przez wiele lat z domem mody Telimena.

 

 

Scenografią zmagań powojennych wielbicielek mody były komisy, bazary i peweksy. Pod igłą krawcowej kotary zamieniały się w suknie, a zasłonki w bluzki. Z magazynów modowych, jak np. „Burda” a także „Kobieta i życie”, „Przekrój” czy „Filipinka”, można było skopiować wykroje zgodne z zachodnimi trendami. Dziesiątki anegdot i piękne zdjęcia zawarte w „Elegantkach” pozwalają dokładnie śledzić modę ulicy lat 50. i 60. Dzięki pasji i żywej pamięci bohaterek czytelnicy mogą przyjrzeć się konkretnym ubraniom i stylizacjom.

 

 

Autorka książki Agnieszka L. Janas to historyczka i dziennikarka prowadząca ekspercki blog o modzie. Od lat trzyma rękę na modowym pulsie, z uwagą śledzi najważniejsze pokazy w Polsce i za granicą. 6 listopada o godzinie 19:00 w Wyższej Szkole VIAMODA odbędzie się spotkanie, w trakcie którego autorka opowie o publikacji oraz pracy nad książką. W ramach wydarzenia zorganizowany będzie konkurs na rysunek żurnalowy inspirowany kreacjami bohaterek książki. Swoją obecność na spotkaniu zapowiedział znany polski projektant Jerzy Antkowiak, były dyrektor ds. wzornictwa w Modzie Polskiej oraz Monika Dzienisiewicz-Olbrychska, aktorka, bohaterka książki.

 

http://www.wywrota.pl/literatura/26375-elegantki-moda-ulicy-lat-50-i-60--spotka.html

+

dlalejdis.pl 06-03-2015 15:55

„Elegantki. Moda ulicy lat 50. i 60. XX wieku” to pierwsza książka o modzie w PRL-u oglądanej przez pryzmat rozmów z kobietami, które przenosiły do Polski światowe trendy tamtych lat.

 

Niezwykły zbiór wspomnień ukaże się 15 października. Bogato ilustrowana publikacja jest opowieścią o czasach, w których piękny ubiór wymagał nie tylko dobrego gustu, ale także wyrzeczeń, sprytu i odwagi, by wyjść w nim na ulicę!

 

Bohaterki książki różni wiele: miejsce zamieszkania, pochodzenie, zawód i stopień popularności, łączy zaś wyzwanie wspólnie rzucone komunistycznej szarzyźnie. Wśród trzynastu rozmówczyń znalazły się znane postaci, m.in. aktorki Beata Tyszkiewicz, Ewa Wiśniewska, Monika Dzienisiewicz-Olbrychska, tancerka Krystyna Mazurówna, modelka (obecnie malarka) Ewa Maria Morelle oraz znana scenografka filmowa Teresa Tomaszewska-Jakuczyn (np.: „Faraon”, „Vabank”, „W pustyni i w puszczy”). Autorka książki przeprowadziła rozmowy także z elegantkami spoza świata scen i wybiegów: w publikacji pojawiają się wspomnienia pielęgniarki, nauczycielki rosyjskiego czy farmaceutki Marii Jarosek, matki Joanny Przetakiewicz. Książkę zamyka wywiad z Jerzym Neugebauerem − jednym z pierwszych powojennych profesjonalnych fotografów mody w Polsce, współpracującym przez wiele lat z domem mody Telimena. Dziesiątki anegdot i piękne zdjęcia pozwalają dokładnie śledzić modę ulicy lat 50. i 60. Dzięki pasji i żywej pamięci bohaterek czytelnicy mogą przyjrzeć się konkretnym ubraniom i stylizacjom.

 

Scenografią zmagań powojennych wielbicielek mody były komisy, bazary i peweksy. Pod igłą krawcowej kotary zamieniały się w suknie, a zasłonki w bluzki. Z magazynów modowych, jak np. „Burda” a także „Kobieta i życie”, „Przekrój” czy „Filipinka”, można było skopiować wykroje zgodne z zachodnimi trendami. „Elegantki” to książka o modzie, ale jednocześnie niezwykłe historyczne świadectwo, pozwalające przyjrzeć się minionym czasom z różnych perspektyw. Duch czasów stroi się w modne sukienki, z zapartym tchem śledzi stylizacje gwiazd zachodnich filmów oraz młodych aktorek z okładek „Przekroju”, „Kina”, „Ekranu” i tańczy do jazzu. Ze wspomnień wyłania się obraz Polek twórczych, barwnych i ciekawych nowości − kobiecych na przekór ówczesnym realiom.

 

Autorka książki Agnieszka L. Janas to historyczka i dziennikarka prowadząca ekspercki blog o modzie. Od lat trzyma rękę na modowym pulsie, z uwagą śledzi najważniejsze pokazy w Polsce i za granicą. Pracując m.in. dla czasopism biznesowych, przeprowadzała rozmowy z najważniejszymi postaciami świata mody, w tym z Pierrem Cardinem, który udzielił jej ekskluzywnego wywiadu. Prywatnie – prawdziwa elegantka.

 

http://dlalejdis.pl/artykuly/elegantki_moda_ulicy_lat_50_i_60_xx_wieku_agnieszka_l_janas

+

lubimyczytac.pl 06-03-2015 15:50

Fashionistki z PRL-u

 

Lata 50. i 60. mają w sobie coś, co fascynuje do dziś. Z sentymentem oglądamy filmy z tego okresu, podziwiając jednocześnie ówczesną modę. Kolejne publikacje o okresie PRL-u także spotykają się z ciepłym przyjęciem. Do ich grona dołączają właśnie „Elegantki. Moda ulicy lat 50. i 60. XX wieku”. Książka Agnieszki Janas jest wspomnieniem kobiet, które w trudnych czasach robiły wszystko, by zachować modny i elegancki wygląd.

 

Tytułowe elegantki to trzynaście kobiet, wśród których są zarówno aktorki (Ewa Wiśniewska, Beata Tyszkiewicz), artystki (Krystyna Mazurówna, Ewa Maria Morelle), jak i kobiety szerzej nieznane. Każda z nich w rozdziale poświęconym swojej osobie wspomina lata 50. i 60. w kontekście mody i ubioru. Dowiadujemy się, jakie stroje najbardziej utkwiły im w pamięci, jak je zdobywały, gdzie robiły zakupy, skąd czerpały inspiracje. PRL był czasem, w którym ciężko było zdobyć rzeczy modne na Zachodzie, na sklepowych półkach były pustki, jeśli więc chciało się wyróżnić, trzeba było kombinować. Opowieści bohaterek książki sprowadzają się zatem do wspólnego mianownika – ubrania trzeba było przerabiać lub zlecać ich szycie krawcowej.

 

Kreatywność Polek w tamtym okresie może budzić podziw. Większość bohaterek wspomina o farbowaniu butów na czarno dla uzyskania klasycznych balerinek, Krystyna Mazurówna opowiada o sukni uszytej – wzorem Scarlett O’Hary – z kotary, a ktoś inny o biżuterii robionej z makaronu. Wspominane są oczywiście także legendarne paczki z zagranicy – kto ich nie dostawał, ten mógł pójść na bazar, by kupić to, co z Zachodu dostał ktoś inny.

 

Siłą rzeczy we wspomnieniach bohaterek książki dużo jest mody, a mało wszystkiego innego. Klimat PRL-u jest tu obecny tylko za sprawą opisywanego deficytu towarów. Nie ma miejsca na nic innego, zresztą wypowiedzi są dosyć krótkie. Autorka w dodatku zbyt wielką rolę przypisuje zarówno bohaterkom swojej książki, jak i samej modzie. Przesadza, pisząc, że: ich upór i determinacja przyczyniły się do zachowania kultury i urody codziennego życia w Polsce. Bo oprócz miłości do mody te dziewczyny łączyło też jedno – pochodziły z dobrych domów, mieszkały w dużych miastach (przez książkę przewijają się właściwie tylko Łódź, Warszawa i Kraków), miały dostęp do zagranicznych materiałów, stać je było na to, by szyć sobie kolejne olśniewające kreacje. Nie wszystkie kobiety mogły wyglądać jak one, choć zapewne chciały. Autorka chciała dobrze, wybrała na swoje rozmówczynie nie tylko aktorki czy artystki, ale też nauczycielki, farmaceutkę czy pielęgniarkę, wszystkie one jednak i tak wydają się dalekie od ówczesnej przeciętnej młodej dziewczyny. Mogły więc sobie pozwolić na bycie elegantkami. Moda jako wyraz sprzeciwu wobec bylejakości komunizmu również wydaje mi się nadinterpretacją autorki - te dziewczyny po prostu chciały dobrze wyglądać i nie zależało im, żeby swoim wyglądem ubarwić ulice czy dać przykład innym. To nie są jedyne minusy książki. Niestety, jak na książkę o modzie, jest w niej zdecydowanie za mało zdjęć. W dodatku te, które są umieszczone, nie zawsze są ilustracją strojów, o których opowiadają rozmówczynie Agnieszki Janas, co zostawia duży niedosyt.

 

Z lektury „Elegantek…” można wynieść jednak ciekawą refleksję. Jedna z kobiet zauważa, że dziś na dobre, markowe ubrania stać niewielu i wszyscy ubieramy się w sieciówkach, gdzie wygląd i jakość ubrań jest przeciętna. Tymczasem PRL był okresem trudniejszym, dostępność ubrań była ograniczona, lecz ludzie mimo to ubierali się znacznie lepiej. Wydaje się więc, że dziś zadowalamy się, tym co mamy, pozorami luksusu, jakie dają ubrania z sieciówek – bo przecież odzwierciedlają światowe trendy. Może dlatego dziś tak trudno zobaczyć na ulicy prawdziwą elegantkę? I dlatego miło pooglądać zdjęcia modnych kobiet z dawnych lat i wysłuchać ich opowieści o czasach, które przeminęły.

 

Malwina Sławińska

 

http://lubimyczytac.pl/oficjalne-recenzje-ksiazek/5147/fashionistki-z-prl-u
 

+

Milena Oszczepalińska, polki.pl 06-03-2015 15:45

Strój kontra ustrój. O modzie lat 50. i 60.

 

„Elegantki” to pierwsza książka o modzie w PRL-u oglądanej przez pryzmat rozmów z kobietami, które przenosiły do Polski światowe trendy tamtych lat, m.in. Beatą Tyszkiewicz, Krystyną Mazurówną czy Ewą Marią Morelle (Frykowską). Bogato ilustrowana publikacja jest opowieścią o czasach, w których piękny ubiór wymagał nie tylko dobrego gustu, ale także wyrzeczeń, sprytu i odwagi, by wyjść w nim na ulicę.

 

Rozmawiamy z autorką książki, Agnieszką L. Janas.

 
Anna Jadwiga Małysiak: Skąd pomysł na „Elegantki”?
Agnieszka L. Janas: Pomysł na książkę i cały cykl (bo w planach są publikacje poświęcone kolejnym dekadom, modzie damskiej i męskiej) był czymś naturalnym. Jestem historykiem i dziennikarzem, a zainteresowanie modą wyniosłam z domu. W którymś momencie życia to musiało się połączyć – tak właśnie zrodziły się „Elegantki”.

 
Jaki konkretnie wpływ na książkę miał Pani warsztat historyka i dziennikarza?
Przy pracy nad książką przydatny była wiedza o epoce, o której rozmawiałyśmy, a także świadomość faktu, że bohaterki pochodzą z różnych środowisk. Warsztat dziennikarza przydał się natomiast na etapie rozmów z bohaterkami. Wielu znakomitych historyków pisze książki pozbawione ludzkiego wymiaru. Ja patrzyłam na bohaterki jak na jednostki z ich emocjami, własną historią - nie tylko jako na część większej całości. To cecha charakterystyczna dziennikarstwa.

 
A pasja do mody? Kiedy to się u Pani zaczęło?

Wcześnie. Już w bardzo wczesnym dzieciństwie miałam ulubioną koszulę nocną i nie pozwalałam się ubrać w nic innego. Proszę sobie wyobrazić - półroczne dziecko, które w ramach protestu sztywnieje. I nie da się z nim zrobić nic innego, niż tylko ubrać w to, co lubi.

  

Co jest fascynującego w modzie lat 50. i 60.?
Moda jest fascynująca sama w sobie. Choć sama staram ubierać się zgodnie z trendami, moda to nie jest dla mnie tylko obowiązująca w danym momencie długość spódnicy czy fason. Patrzę się na nią szerzej, jako aspekt historii, obyczajów danego społeczeństwa. Moda to także możliwość wyrażenia się samego siebie. Każda z tych płaszczyzn była bardzo widoczna w latach 50. i 60. w Polsce. Bohaterki mojej książki nieświadomie obroniły to wszystko, co próbowano zniszczyć. Nie doszło do upadku mody dlatego, że nie dopuściły do tego polskie dziewczyny, które nie zgodziły się wyglądać tak samo.

Urodę życia, kulturę, dobre maniery – to wszystko udało im się przenieść przez najgorszy okres stalinizmu lat 50., a potem gomułkowskiej szarzyzny, gdzie już nie było takiego terroru, kultura się rozwijała, ale cały czas groziła Polakom nijakość, urawniłowka, „przyjaźń polsko-radziecka”. Kobiety, o których traktują „Elegantki” nie dopuściły do zwycięstwa marazmu, do utraty wiedzy o tym, co dla człowieka istotne w jego codzienności. Dymiły gruzy Warszawy, a dziewczyny biegały po nich w butach na obcasach. Ten ich hart ducha i upór jest naprawdę godny podziwu.

 

Według jakiego klucza dobierała Pani swoje rozmówczynie?
W książce są bohaterki z różnych środowisk – od arystokratki Beaty Tyszkiewicz, przez przedstawicielki rodzin inteligencji warszawskiej, krakowskiej, łódzkiej, mniejszych miast, po córki rzemieślników i zamożnych chłopów, jaką była np. moja mama. Są bohaterki znane, jak Krystyna Mazurówna czy Ewa Maria Morelle (Frykowska), ale także dziewczyny spoza scen i wybiegów, które wychowywały następne „modnisie”. Idea elegancji, potrzeba piękna życia codziennego przepływa od wielu pokoleń. Tego właśnie szukałam w rozmówczyniach.

 
Jakie emocje towarzyszyły bohaterkom w trakcie rozmów?
Niesamowite. Sama wzruszam się, kiedy o tym mówię. Siedemdziesięcioletnie damy nagle stawały się dwudziestolatkami. Świeciły im się oczy. Inaczej się uśmiechały się, prostowały. Nakładały nogę na nogę. Lżejszym ruchem brały filiżankę. Czasem żałowałam, że nie mam ze sobą kamery. Pod wpływem wspomnień zachowywały się tak, jakby spotkały się z koleżanką w kawiarni. Było mnóstwo anegdot. Wiele tych opowieści mnie zaskoczyło. Odkrycie przeze mnie we wspomnieniach mojej mamy, że mając już wtedy trójkę małych dzieci zostawiła pół pensji na perukę, żeby na sylwestra wyglądać jak Hiszpanka, było niebywałe...

 
Gdzie Pani bohaterki zdobywały swoje ubiory?
To są nieprawdopodobne historie! Funkcjonował patent Scarlett O'Hara – szycie z tego, co było pod ręką. Krystyna Mazurówna zdjęła kotarę i uszyła z tego sukienkę, podobnie Eleonora Siedlecka. Bohaterki kupowały tkaniny, chodziły na bazary. Na wagę złota były paczki z zagranicy. Bardzo ważnymi postaciami były krawcowe. Niektóre z nich były tak utalentowane, że odtwarzały ubrania z wyrwanych fragmentów magazynów, okładek „Przekroju” czy „Kina”. To nie było wtedy nic złego – nie było takiego pojęcia prawa autorskiego, jak w tej chwili.

 
Czym dla bohaterek książki była elegancja?
Odtrutką na komunizm. Był to sposób na niedopuszczenie do tego żeby kobieta stała się taka, jak inne kobiety dookoła; na uratowanie tego, co stanowiło treść ich dwudziestoletniego życia. Liczyła się kultura bycia, kultura stroju, stosowność – kształt sukienek i moda nie miały, wbrew pozorom, aż takiego znaczenia. Wiązało się to z bardzo dużymi emocjami. Odbieranie sukienki u krawcowej to było święto. Tyrmand napisał o swojej dziewczynie Bognie, że zdobycie takiej sukienki z tafty, w jakiej ona poszła na sylwestra w 54 roku, to był wyczyn i próba charakteru.

 

Czego dzisiejsze dwudziestolatki zainteresowane modą mogłyby się nauczyć od elegantek?
Indywidualizmu. Myślenia o ubraniu nie jako o chwilowej zabawce, którą się potem wyrzuca, ale jako o czymś, co ma większe znaczenie. We współczesnej modzie, której sama ulegam, nie podoba mi się to, przed czym broniły się te dziewczyny. Jak jakaś sukienka staje się nagle popularna, włoży ją ikona mody, to wszyscy rzucają się na kupowanie tego. Dzisiaj wszystkie chcemy wyglądać ładnie i modnie, ale nie widzimy tego, że zaczynamy wyglądać tak samo. Wtedy tak nie było. Elegantki tworzyły ubrania dopasowane do siebie. Były zbuntowane przeciwko sztywnym kanonom, a one były sztywniejsze niż te teraz.

Doskonałym przykładem jest Teresa Tomaszewska-Jakuczyn, która pracowała jako charakteryzatorka. Na planach było zimno, studio nie było ogrzewane, elegancja wymagała, że jeśli się wkładało suknię, to nie chodziło się z gołą łydką, tylko wkładało się jedwabne pończochy. Pończochy miały wtedy to do siebie, że wkładało się je raz i od razu pojawiały się mało eleganckie dziury. Pani Teresa zaczęła więc chodzić w spodniach. Ze spodni, które wtedy były na marginesie mody damskiej, ona zrobiła swój znak rozpoznawczy.

  
Czym jeszcze różniło się podejście bohaterek do ubrań?
Jeśli kupowały wspaniałą tkaninę, wykorzystywały ją w ten sposób, że ciągle stawała się czymś innym. To podejście, które wraca dziś do łask w postaci zjawiska slow fashion – koncepcji, że to, co się wkłada powinno przemyślane i docenione. W mojej książce Ewa Maria Morelle mówi: „Nie miałyśmy wielu rzeczy, nie miałyśmy gdzie ich trzymać, więc to, co miałyśmy, było po prostu fajne”.

 
Jak patrzyła na modę lat 50. i 60. władza?
W ogóle nie patrzyła. To nie władza, a społeczeństwo było przeciwnikiem elegantek. Bohaterkom bardzo niezręcznie o tym mówić. W dużych miastach jak Warszawa i Łódź pojawiła się rzesza ludzi bardzo prostych, niewykształconych, podatnych na propagandę władzy, która oferowała im społeczny awans. Tym ludziom wystrojone osoby kojarzyły się jednoznacznie z burżuazją. Wrogiem klasowym, może nawet kimś niemoralnym. Nie tyle więc władza tępiła sukienki, ile sterowane przez nią społeczeństwo.

Przykładem tępienia przez władzę była Kalina Jędrusik – żona Gomułki tak ją nienawidziła za urodę i odwagę, że Kabaret Starszych Panów, w którym się udzielała, został przez to zdjęty z programu telewizyjnego! Sprowokowano nawet list protestacyjny, który rzekomo napisały gospodynie domowe, żony „klasy pracującej” z Rybnika. Nie życzyły sobie, żeby Kalina Jędrusik występowała, bo mężowie zamiast jeść obiad, wpatrywali się w ekran.

 
A jaka była najdziwniejsza stylizacja, o której słyszała Pani przy pracy nad tą książką?

Niesamowitym pomysłem, który nota bene wypalił, była zupełnie nieświadoma przeróbka Krystyny Mazurówny, która wyjeżdżając jako solistka Opery Narodowej w Warszawie do Monte Carlo, kupiła w charakterze butów wieczorowych poranne pantofle. Założyła je do bardzo ciasnej sukienki. Dziennikarze dosłownie rzucili się na nią, aby sfotografować tę odważną kreację – zaimponowała im pewnością siebie.

 

http://polki.pl/kultura_ksiazki_artykul,10040760.html

Tytuły powiązane:

Dress code. Tajemnice męskiej elegancji

Krzysztof Łoszewski

2014

Gentleman. Mam zasady

Adam Granville

2011

Od spódnicy do spodni. Historia mody męskiej

Krzysztof Łoszewski

2014

Smart casual. Męski styl

Krzysztof Łoszewski

2013

aktualności

CZARNY WEEKEND

„Czarny weekend” czyli super przeceny na bestsellery wydawnictwa BOSZ: Bestiariusz 1 Bestiariusz...

> więcej

Zapowiedzi zobacz wszystkie

„Mitologia grecka. Leksykon bestii i potworów” autorstwa Bartłomieja Grzegorza Sali przedstawia ponad siedemdziesiąt...

> więcej

Album pokazuje wspaniałą twórczość Zofii Stryjeńskiej z wyróżniającą ją dynamiką ujęć, wielobarwnością,...

> więcej

«powrót