Zdzisław Beksiński. Opowiadania

Cena:

44.90 zł

Przeglądaj książkę
  • Liczba stron:

    416

  • Liczba zdjęć:

    26 rysunków

  • Format:

    150 x 240 mm

  • ISBN:

    978-83-7576-253-2

  • EAN:

    9788375762532

  • Oprawa:

    twarda z obwolutą

  • Numer wydania:

    I

  • Rok wydania:

    2015

  • Język:

    polski

Zdzisław Beksiński. Opowiadania

Zdzisław Beksiński  (autor) | Tomasz Chomiszczak  (red.) | Władysław Pluta  (proj. graf.)

Zdzisław Beksiński był artystą wszechstronnym. Malarstwo, rzeźba, rysunek, grafika, fotografia - to jego najbardziej znane pasje twórcze. Ale mało kto wie, że w latach 60., nie zaprzestając działalności plastycznej, próbował swoich sił także w pisarstwie. Epizod literacki był krótki i intensywny: w niespełna dwa lata powstało 40 opowiadań lub fragmentów, po czym sanocki artysta spakował wszystkie maszynopisy oraz rękopisy, by już nigdy do nich nie wrócić.

Pół wieku później pojawia się wreszcie drukiem pierwszy wybór jego niesamowitych - w każdym znaczeniu tego słowa - tekstów. Oniryzm, pastisze literatury sensacyjnej i antyutopijnej, surrealizm, zabawy formą, nawiązanie do estetyki filmu, widowiska telewizyjnego i popkultury, literatura konfesyjna i dygresyjna, humor i makabra - lektura Beksińskiego to pisarska podróż przez liczne znane nurty i mody literackie XX wieku. Zapraszamy do niej nie tylko fanów Beksińskiego i jego sztuki, lecz także amatorów mocnej literatury. 

 

Fragment opowiadań czytał Andrzej Seweryn podczas promocji książki w Muzeum Historycznym w Sanoku.



Prof. Władysław Pluta – wykładowca krakowskiej ASP na Wydziale Form Przemysłowych, doświadczony i utytułowany projektant graficzny, autor licznych plakatów, katalogów, opracowań graficznych książek i systemów identyfikacji wizualnej, laureat wielu nagród i wyróżnień.

Dziękujemy za dodanie recenzji
+

Justyna Anna Zanik, Portal: www.lubimyczytać.pl 11-09-2015 10:17

 „Literacka” sztuka

 

 „Opowiadania” Zdzisława Beksińskiego to dowód na to, że ich autor literatem nie był, zresztą nigdy nie rościł on sobie prawa do owego miana. Utalentowany malarz, wrażliwy fotograf, błyskotliwy grafik – owszem. O tym, że parał się szeroko pojętym tworzeniem narracji mało kto do tej pory wiedział, aczkolwiek samotnik z Sanoka pozostawił po sobie dość obszerną prozatorską spuściznę. Obszerną, jeśli spojrzymy na krótki okres, w którym tworzył, a zamykający się na przestrzeni nie więcej niż dwóch lat (1963-1965).

 

Fani tego niezwykłego pod każdym względem człowieka mogą wszak poczuć się zawiedzeni lekturą „Opowiadań”. Takie stwierdzenie nie jest bynajmniej zarzutem czy negatywnym ciosem w nie (i ich autora) wymierzonym, a wskazówką służącą do poprawnego podejścia względem tych krótkich form literackich. Beksiński jest autorem nie tyle ekscentrycznym, co charakteryzującym się specyficznym typem twórczej wrażliwości, której potencjał nie został jednak do końca przez niego wyzyskany. Stąd intensywna praca nad okiełznaniem bogatej wyobraźni poprzez słowo pisane przyniosła w rezultacie inspirującą, acz nazbyt statyczną narrację. Owe literackie wizje przyjmują formę ciekawie kiełkujących fabuł z namnożeniem motywów, z których słynęła sztuka plastyczna Beksińskiego, jednak na tym cała rzecz poprzestaje.

 

Jak wspomniałam wyżej te pisarskie wprawki należy czytać jako uzupełnienie potężnego, interdyscyplinarnego dzieła wybitnego przecież twórcy. Tylko w takim kontekście ich lektura przyniesie każdemu czytelnikowi w pełni zasłużoną satysfakcję i skłoni do intelektualnych rozpoznań – niejednokrotnie na kartach tomu odnajdziemy inspiracje Schulzem, Kafką, Poem, poezją symboliczną Rilkego, średniowiecznymi bestiariuszami, fantastyką Bradbury’ego czy Lema. Beksiński jawi się w tych krótkich opowiadaniach, szkicach i fragmentach jako twórca, u którego treść przerosła formę, niejako ją rozsadzając. Ta ograniczona pojemność słowa okazała się dla niego wystarczającym powodem, by dość szybko zarzucić te literackie eksperymenty, w których jednocześnie jest aż tyle sztuki.

 

To bardzo oczywiste, co teraz napiszę, ale nie sposób czytać Beksińskiego nie pamiętając o tym, co stworzył na płótnie. Zresztą, „Opowiadania” nie dają szansy na taki rodzaj amnezji. Już otwierające tom „Na końcu ogrodu” przypomina o tym, że estetyka oniryczna, makabryczna, irracjonalna to jest ten rodzaj kliszy, przez którą sanoczanin filtruje obraz rzeczywistości. Wszyscy na pewno pamiętamy monumentalne wizje i symbole z okresu fantastycznego w jego malarstwie – odnajdziemy je także w „Opowiadaniach”. Śmierć i makabra („Autobus”), architektoniczne dziwy i labirynty („Centrala snów”, „Lustra”), problem tożsamości i iluzoryczności świata („Informator”) czy wreszcie ewidentna zabawa z popkulturą, zwłaszcza z gatunkiem senascyjno-krymianlym („Zamach”, „Kobieta z autoportretu”) to najczęstsze, choć oczywiście nie jedyne, fabułotwórcze tematy. Beksiński jest tu wielostronny, choć w tej wielostronności zanadto się zatraca, przez co znaczna część zgromadzonych w tomie tekstów jest jednorodna tak stylistycznie, jak i tematycznie. Ale jednocześnie miejmy na uwadze fakt, że owa spuścizna prozatorska to także wspaniały miszmasz kilku ważnych trendów i kierunków literackich, jakimi charakteryzowało się XX stulecie.

 

Wiesław Banach – przyjaciel, biograf i twórca sanockiej galerii Beksińskiego oraz Tomasz Chomiszczak – wykładowca PWSZ w Sanoku podarowali nam wspaniały prezent w dziesiątą rocznicę śmierci wybitnego artysty. Cieszą bardzo ich starania ku temu, by mit Beksińskiego jako wszechstronnego, błyskotliwego twórcy miał szansę wzbogacić się o kolejny, sugestywny akcent, jakim bez wątpienia jest jego pisarstwo pozostawione w liczbie czterdziestu intrygujących narracyjnych miniatur. Walorów artystycznych nie ma się co tu na siłę doszukiwać, niemniej potraktowanie ich jako niszowej, w pełni eksperymentalnej odsłony geniuszu Zdzisława Beksińskiego będzie wspaniałym preludium pod czekającą lekturę. Myślę, że jesteśmy mu to winni.

 

Justyna Anna Zanik

 

http://lubimyczytac.pl/oficjalne-recenzje-ksiazek/6035/literacka-sztuka

+

Magdalena "Ithilnar" Stawniak, Portal: www.literatura.bestiariusz.pl 03-09-2015 15:12

Pióro zamiast pędzla - recenzja "Opowiadań" Zdzisława Beksińskiego

 

Od tragicznej śmierci znanego artysty Zdzisława Beksińskiego mija dziesięć lat, a wciąż odkrywane są nieznane fakty z jego życia. Okazuje się, że znany fotograf, malarz i grafik realizował się nie tylko w sztukach wizualnych, ale także chwytał za pióro. Rezultatem jego literackich prób jest zaprezentowany przez wydawnictwo Bosz zbiór opowiadań.

 

Literackie eksperymenty
 

Antologia zawiera teksty, które powstały między 1963 a 1965 rokiem. Wiele z nich to nieukończone krótkie formy prozatorskie, inne są zaledwie szkicami czy zwyczajnymi wprawkami nieposiadającymi nawet tytułów.

Zbiór składa się z dwudziestu pięciu opowiadań. Otwiera go krótki wstęp Wiesława Banacha, dyrektora Muzeum Historycznego w Sanoku, w którym znajduje się spuścizna po Beksińskim. Z kolei Tomasz Chomiszczak, uznany literaturoznawca i naukowiec, pokusił się o napisanie posłowia, a raczej erudycyjnego eseju, w którym wymienia liczne inspiracje autora.

To jednak nie wszystko. W książce znalazły się także skany mało znanych szkiców artysty oraz maszynopisów jego opowiadań. Minimalistyczne grafiki idealnie odzwierciedlają charakter tekstów – wydają się niedokończone, niedopracowane, podobnie jak same opowiadania. Z kolei kopie maszynopisów są pełne przeróbek, przekreśleń i uwag umieszczonych na marginesie (nierzadko bardzo złośliwych). Dzięki temu czytelnik ma lepszy wgląd w proces twórczy autora.
 

Samo wydanie wyróżnia się na tle innych książek. Oszczędna obwoluta utrzymana w czarnej kolorystyce przyciąga wzrok wypisanym złotymi literami nazwiskiem autora oraz tłoczonym na biało tytułem. Dodatkowo książka jest solidnie wykonana – szyty grzbiet zapewnia trwałość, podobnie jak dobrej jakości papier.

 

Niedoskonałości

 

Trudno zrecenzować ten zbiór, omawiając konkretne opowiadania, ponieważ wszystkie utrzymane są w podobnym tonie i barwach.

Tekstom bardzo często brakuje wyraźnego zakończenia, pointy spinającej słowa czy zauważalnej dynamiki, która pochłonęłaby czytelnika. Widoczne są inspiracje twórczością Franza Kafki, Brunona Schultza czy Edgara Alana Poe, ale zostały one zaprezentowane w sposób zbyt statyczny i zwyczajnie nieciekawy.

Beksiński wciąż obraca się wokół tych samych motywów utrzymanych w konwencji surrealistycznej – realizm przeplata się z fikcją, sen z jawą. Akcja toczy się w znanych miłośnikom jego malarstwa tajemniczych budowlach, strzelistych wieżach czy opuszczonych, mrocznych ogrodach, które są tłem i pretekstem do podróży w podświadomość i meandry ludzkiej psychiki.

Bohaterami są jednostki wyobcowane, osamotnione, miejscami sprawiające wrażenie nie do końca zrównoważonych psychicznie. Ich (a także narratora) sposób postrzegania świata znacznie odbiega od przyjętych norm społecznych, czyniąc z nich kastę samotników nierozumianych przez otoczenie.

Niestety, taki charakter tekstów nie budzi większej ekscytacji, a raczej znużenie mroczną, jednostajną i ciężką atmosferą zaczerpniętą rodem z koszmarów. Opowiadania były pisane do szuflady (czego Beksiński nie ukrywał) i przez autora traktowane raczej jako próba sił w nowej formie artystycznej, a nie coś, co powinien objawić światu. Pasją Beksińskiego była fotografia i w niej najlepiej się realizował.

 

Światy fantastyczne
 

„Opowiadania” skierowane są raczej do wielbicieli i znawców twórczości artysty, niż do szerszego grona odbiorców. Osoby nieznające jego obrazów momentalnie odrzucą książkę w kąt, nie widząc w niej wartościowej lektury. Z kolei miłośnicy Beksińskiego mogą w niej odkryć inne oblicze swego idola, będące uzupełnieniem jego wizualnej twórczości.

 

http://literatura.bestiariusz.pl/ksiazki/recenzje/2803/pioro-zamiast-pedzla-recenzja-opowiadan-zdzislawa-beksinskiego

+

Superexpress 27-07-2015 10:19

+

Do rzeczy 27-07-2015 09:39

+

Portal: www.facebook.com/KulturaLiberalna 24-07-2015 11:39

O czym tak naprawdę pisze Beksiński? O tożsamości, przemijaniu, tajemnicy bytu – odpowiedź ta, zapewne słuszna, niewiele wyjaśnia. Beksiński nie roztrząsa dylematów egzystencjalnych. Mozolnie przedziera się za to przez surrealistyczną codzienność, wydobywając z niej te elementy, które posiadają najsilniejszy ładunek emocjonalny, które budzą gniew i pozwalają się nim delektować.

 

https://www.facebook.com/KulturaLiberalna/posts/681595738612254

+

Portal: www.malabiblioteczka.pl 24-07-2015 11:34

Zdzisław Beksiński – Opowiadania

 

Oto niespodzianka. Zdzisław Beksiński, wielkiej sławy polski artysta-malarz daje się poznać pośmiertnie jako pisarz. I to niezwykle, chciałoby się rzec, obiecujący. Jego, epizodyczna co prawda, ale jednak twórczość literacka jest tak samo niepokojąca, nieokiełznana i wyrafinowana jak jego obrazy. Mamy przed sobą krótkie opowiadania, w których mnogość form, stylów i zabiegów literackich czynią te krótkie teksty na pół studyjnymi, na pół prowokacyjnymi. Znajdziemy w nich wycieczki do tego, co działo się w dwudziestowiecznej literaturze na świecie, z dużym naciskiem na niekonwencjonalność i przekorę. Jest to wyjątkowe studium współczesnej literatury, a raczej tego, co w niej najbardziej niestandardowe.

 

Choć Opowiadania nie miały ujrzeć światła dziennego, ani trafić do rąk czytelników, to jednak dobrze, że tak ostatecznie się nie stało. Zarówno fani, jak też krytycy jego malarstwa na pewno chętnie sięgną po literacką próbkę zmagań Zdzisława Beksińskiego. Opowiadania są zbiorem kilkunastu wybranych na pierwszy ogień, co sugeruje, ze możemy spodziewać się dokładki, jako, że malarz napisał ich ponad czterdzieści.

 

Mało któremu, pisarzowi z wyboru zdarza się tak udany debiut. A Beksiński, jeśli wierzyć zajawce, nie poświęcił im więcej niż dwa lata. Jest to dowód niezwykłej wszechstronności artysty, szczególnie z uwagi na to jak szerokie i celne jest to studium. Widać tu wielką wiedzę o literaturze. Z Opowiadań przeziera do nas ten sam geniusz, który patrzy na nas z ram jego obrazów.

 

http://malabiblioteczka.pl/zdzislaw-beksinski-opowiadania/

+

Portal: www.mowimyjak.pl 24-07-2015 11:12

O czym są "Opowiadania" Zdzisława Beksińskiego?

 

Zdzisław Beksiński był pisarzem? Dla wielu miłośników twórczości tego malarza to szokująca informacja. Właśnie ukazał się zbiór literackich prac „mistrza z Sanoka”. Beksiński pisał opowiadania krótko, w latach 1963-1965. Porzucił jednak literacką przygodę, bo efekty nie spełniły jego oczekiwań.


Po 50 latach opowiadania Beksińskiego po raz pierwszy ukazują się drukiem. Zdzisław Beksiński to postać nietuzinkowa i tragiczna. Był rzeźbiarzem i rysownikiem, prekursorem grafiki komputerowej i video artu, jest wciąż jednym z najbardziej znanych i cenionych polskich artystów współczesnych. A jednocześnie to człowiek doświadczony przez los – jego syn Tomasz, znany dziennikarz muzyczny popełnił samobójstwo. Sam malarz został zamordowany w swoim warszawskim mieszkaniu przez 19-latka, który pomagał malarzowi w prowadzeniu domu.

 

Nietuzinkowe i niesamowite są też opowiadania Beksińskiego. Miesza się w nich humor i makabra, literatura sensacyjna i fantastyczna. To opowiadania dla miłośników mocnych wrażeń, takich, jakie dostarczają jego niesamowite obrazy.

 

http://www.mowimyjak.pl/styl-zycia/ksiazki/o-czym-sa-opowiadania-zdzislawa-beksinskiego,19_79684.html

+

Sebastan Kalak, Portal: www.e-powiat24.pl 24-07-2015 10:58

Opowieści genialnego malarza

 

Zdzisław Beksiński był pisarzem? Dla wielu miłośników twórczości tego genialnego malarza to szokująca informacja. Właśnie ukazał się zbiór literackich prac „mistrza z Sanoka”.

 

Beksiński pisał opowiadania krótko, w latach 1963-1965. Porzucił jednak literacka przygodę, bo efekty nie spełniły jego oczekiwań. Teraz po raz pierwszy ukazują się drukiem. W opowiadaniach Beksińskiego miesza się humor z makabrą, literatura sensacyjna z fantastyczna.

 

To proza dla miłośników mocnych wrażeń, takich, jakie dostarczają jego niesamowite obrazy. Warto!

 

http://e-powiat24.pl/rozrywka/przeczytaj/item/6999-opowiesci-genialnego-malarza.html

+

Portal: www.wswiecieslow.blogspot.com 24-07-2015 10:53

Opowiadania, Zdzisław Beksiński

 

„Nieraz przyłapuję się na myśli, że chciałbym wziąć łopatę i rozkopać anonimowy grób ukryty pod zagłębieniem. Nie wiem, czy pcha mnie do tego podszyta seksualnością ciekawość śmierci, masochistyczna rozkosz bezpośredniego zetknięcia z destrukcją przemijania, czy też tęsknota za utraconym dzieciństwem, które zakopane zostało wraz ze zwłokami psa” [z: „Na końcu ogrodu”]

 

Nazwisko Zdzisława Beksińskiego kojarzone jest z mrocznymi, dość niepokojącymi, abstrakcyjnymi obrazami. Uważany jest za najważniejszego malarza XX wieku. Można powiedzieć, że ten wszechstronny artysta, rysownik, grafik i fotograf imał się wszelkich dziedzin sztuki, próbując swoich sił w każdej i poszukując tej, w której się najbardziej zatraci, a jednocześnie - odnajdzie. Jedni uważają go za wirtuoza, inni – za inspirację (jak choćby Guilermo del Toro). Największą kolekcję obrazów, rysunków i fotografii artysty posiada Galeria im. Beksińskiego w Muzeum Historycznym w Sanoku, mieście rodzinnym, ale jego dzieła pojawiają się również m.in. w muzeum w Osace (Japonia). Międzynarodowa sława i rozgłos, który zyskał za życia dzięki swoim licznym talentom, nie ochroniły go jednak przed śmiercią z ręki dziewiętnastoletniego mordercy. Być może to, jak żył i jak zginął, tworzą wspólnie legendę Beksińskiego, którego dzieła do dzisiaj budzą żywe zainteresowanie.

 

Tomasz Chomiszczak wybrał, opracował i zredagował teksty prozatorskie, powstałe w latach 1963-1965. Zdaje się, że okres ten był okresem poszukiwań, bowiem oddzielał czas tworzenia abstrakcyjnych obrazów i okres intensywnej nauki malarstwa, poprzedzonej dobrym przyjęciem jego rysunków erotycznych. We wstępie Wiesława Banacha czytamy, że „Dziesiąta rocznica śmierci artysty pozwala na ocenę jego olbrzymiego dorobku już z pewnego dystansu. Pochylając się nad kolejnymi próbami literackimi, które dzisiaj udostępniamy czytelnikom, może i westchniemy z żalem, że sanocki twórca przedwcześnie je porzucił?” Jeśli mam być szczera, nie znam się na malarstwie, ale obrazy Zdzisława Beksińskiego zawsze mnie pociągały, ich estetyka do mnie przemawiała, oniryzm tych dzieł i ich zakamuflowana erotyka, smutek czy niebezpieczeństwo współgrały z moją wrażliwością. Tym chętniej sięgnęłam po ten wyjątkowy, pięknie wydany zbiór opowiadań – przedstawiony w zasadzie na „surowo”, bez zbędnych wstawek redaktorskich czy zmian. „Opowiadania” to sto procent Beksińskiego w Beksińskim, 25 opowieści, niektóre skończone, inne nie. Dodatkowo obszerna analiza literacka Chomiszczaka, wspaniale uzupełniająca niekiedy niejasną treść i kontekst – historyczny, polityczny, obyczajowy – poszczególnych opowiadań, pozwalający nawet takiemu laikowi jak ja zrozumieć więcej z tego momentami wręcz psychodelicznego opisu.

 

Czy to już proza poetycka, czy może bełkot? Wielka sztuka czy grafomania? Mamy tu luźne notatki dotyczące jakiegoś zjawiska, wspomnienia, mroczne przemyślenia na temat śmierci, tęsknoty, ukazujące ból istnienia i niemal nabytą odporność na okropności, zdystansowanie do przekształconych przez czas uczuć. Umiłowanie w brzydocie nie dziwi, bowiem to samo widzimy w obrazach; nie dziwi także oniryzm i metaforyczność, obecna w prawie każdym opowiadaniu. Niektóre z nich wydają się wręcz przejaskrawiane, jakby pisał je naćpany wrak człowieka, a nie aspirujący do bycia ikoną artysta. Te treści, niepokojące i momentami brutalne, odsłaniają tę naturę Beksińskiego, jaką za życia skwapliwie ukrywał; estetyka snu, przebijająca się przez zdecydowaną większość tekstów, przewija się ze zgrabnymi określeniami, paradoksami, zabawą słowem, dowcipem, filozoficznymi przemyśleniami i mocno poplątaną narracją. W efekcie koktajl, zaserwowany przez artystę, przypomina bełkot pensjonariusza szpitala psychiatrycznego i, jednocześnie, prozę geniusza. Ba, jest tu nawet opis dźwięków.

 

Z tekstów wygląda umysł analityczny i niespokojny duch. Beksiński pisał o strachu, koszmarach; wynikają one po trosze w własnych lęków i obsesji, a po trosze z ówczesnej sytuacji politycznej (król jest nagi w „Alfa III”); bywają też teksty realistyczne, sugestywne, jak choćby „Nie ma już o czym opowiadać”, będącej wyjątkowo smutnym opisem tej króciutkiej, ulotnej chwili nieświadomości poprzedzającej śmierć. Można zatem pokusić się o stwierdzenie, że dzieła Beksińskiego – te literackie – mają więcej wspólnego z fantastyką, niż można by się było spodziewać.

Poszczególne opowieści nie przedstawiają szczególnie wybitnej wartości literackiej, aczkolwiek oceniając dzieła przez pryzmat osoby ich autora – czego się przecież nie da uniknąć – jawią się zdecydowanie bardziej interesujące, wręcz intrygujące. Generalnie żałuję, że artysta nie pokusił się na poezję, gdyż chętnie widziałabym jego tomik obok dzieł Baudelaire’a czy Rilkego – wrażliwość i estetyka autora są wszakże podobne do wielu przeklętych poetów. Ponadto widoczna jest momentami inspiracja wymienionymi w posłowiu twórcami, m.in. Edgarem Allanem Poe czy Dostojewskim lub Bradburym; otwarty umysł narratora zaś stanowi jawny ukłon w stronę Lema. Ostatecznie nie pokuszę się o szczegółową analizę tekstów, bowiem nie mam ku temu odpowiednich kwalifikacji, a Chomiszczak zrobił to w wyjątkowo wyczerpujący sposób – kto ciekawy, tego odsyłam do „Opowiadań”.

 

Zdzisław Beksiński był człowiekiem wielu talentów, nieskończonych pomysłów i inspiracji, szalenie kreatywnym artystą. Wirtuoz pędzla, to z pewnością, zaś – odnosząc się do zapytania Banacha, cytowanego powyżej – nie sądzę, by wybór drogi życiowej autora okazał się niefortunny dla literatury jako takiej. Nie można być doskonałym we wszystkim, ale można być co najmniej dobrym we wszystkim – i, moim zdaniem, Zdzisław Beksiński był dobrym gawędziarzem i przyzwoicie wykorzystał te swoje ‘literackie pięć minut’. Uważam, że ta przepięknie wydana pozycja jest godnym uhonorowaniem Beksińskiego i serdecznie polecam ją tym, którzy są po prostu z natury ciekawi świata. Opowiadania Beksińskiego zaspokoją tę ciekawość z nawiązką, prowadząc czytelnika od tego świata do następnego, i następnego, i następnego. Bo, jak widać, światów artysty było nieskończenie wiele.

 

http://wswiecieslow.blogspot.com/p/dramat.html

+

Adam Kraszewski, Portal: www.recenzjeksiazek.natemat.pl 24-07-2015 10:43

Spisane obrazy

 

Miłośników malarstwa Beksińskiego czeka nie lada gratka. Oto na naszym rynku wydawniczym ukazały się pisane przez malarza na początku lat 60 tych opowiadania. Oczywiście nie należy się spodziewać, by opowiadania te swoim poziomem odpowiadały obrazom Artysty. Beksiński był bowiem lepszym malarzem niż prozaikiem.

 

Malarstwo, podobnie jak proza przedstawia świat widziany oczami artysty. Wyobraźnia jest zwierciadłem, w którym ukazywana jest obserwowana rzeczywistość, często w formie karykatury lub abstrakcyjnego przerysowania. Często więc artyści nierozumiani, a więc i nielubiani, przez społeczeństwa określani są mianem zbyt awangardowych lub zdegenerowanych, demoralizujących czy urażających czyjeś uczucia. Ot, taki jest los artysty.

 

Można się spierać, czy Beksiński faktycznie chciał oddać się pisarstwu i zrezygnował z pióra na rzecz pędzla wiedząc, że musi dokonać wyboru, czy był świadom, że jako malarz wyśmienity nie powinien pisać przeciętnych wręcz opowiadań. Bez względu na wynik naszych dywagacji pozostanie bezdyskusyjne, iż spisane opowiadania przeleżały kilkadziesiąt lat w szufladzie, niedokończone i zapomniane przez Artystę. W późniejszych latach wiele z nich znalazło swe odniesienie w malarstwie przez co można odnieść wrażenie, że Beksiński zanotował pomysły na przyszłe swoje obrazy. Za tą tezą przemawia statyczność narracji, ponure scenerie ogrodu pełnego zmarłych, placu egzekucji czy lochów. O ile jednak nawet najbardziej statyczny i ponury obraz możemy oglądać godzinami, o tyle statyczność prozy nuży. Z tego właśnie względu należy czytać Beksińskiego mając na podorędziu album z jego obrazami, po to, by od czasu do czasu uplastycznić sobie spisane w opowiadaniach wizje.

 

Prawdopodobnie narażę się miłośnikom Beksińskiego pisząc, iż dobrze się stało, że zaprzestał on pisania na rzecz malarstwa. Krytycy Beksińskiego pewnie żachną się twierdząc, że skoro malarz coś napisał, to musi być głupie. Zdaję sobie jednak sprawę, że do kunsztu malarskiego Beksińskiego należy po prostu dojrzeć, być może więc należy dorosnąć i do jego prozy?
 

Ale o tym przekonam się za kilka lat, kiedy znów sięgnę po tę niepozorną czarną książkę.

 

http://recenzjeksiazek.natemat.pl/146185,spisane-obrazy

+

Portal: www.czytankianki.blogspot.com 24-07-2015 10:37

Czarna księga

 

Czarna, minimalistyczna okładka doskonale wpisuje się w literacki świat Zdzisława Beksińskiego. Świat mroczny i tajemniczy, przypominający nocne koszmary. Albo obrazy autora. Tytuły opowiadań (np. Centrala snów, Plac egzekucji, Zamach, Godzina zero, Bakterie) nie pozostawiają złudzeń – eksperymentując w latach 60-tych ubiegłego wieku z nową formą wyrazu, sanocki malarz pozostał w kręgu dotychczasowych zainteresowań czyli utopii i śmierci.

 

Anonimowi bohaterowie jego historii odwiedzają zagadkowe miejsca, błądzą w labiryntach korytarzy, eksplorują opuszczone ogrody-cmentarze, zsiadają w pokojach, które okazują się teatrem. Scenerii dopełniają dziwne postaci (biskup, mężczyzna na wózku inwalidzkim) oraz przedmioty (manekiny w perukach, głowy w szufladach, fotografie o dwóch stronach prawych). Dość szybko pojawia się wrażenie zagrożenia, narasta poczucie zła czającego się w pobliżu. To wszystko jest ciekawe, ale do czasu. O ile obsesje Beksińskiego można zaakceptować na obrazach, nawet w zwielokrotnionej wersji, to w formie literackiej zaczynają nużyć po kilku stronach. Są bardzo sugestywne i bardzo filmowe, niestety także monotonne. Co więcej, spod warstwy grozy i makabry wyziera wyłącznie pustka.

 

Chyba dobrze się stało, że Beksiński skupił się na malarstwie, a próby literackie odłożył do szuflady. Moim zdaniem „Opowiadania” to rzecz głównie dla fanów i kolekcjonerów dzieł różnych artysty z Sanoka. Oni bez wątpienia docenią i zawartość, i staranną, elegancką oprawę książki. Ten drugi aspekt doceniam i ja, żałuję jednak, że samym tekstom zabrakło przede wszystkim głębi.

 

http://czytankianki.blogspot.com/2015/06/czarna-ksiega.html

+

Portal: www.ksiazkizklimatem.wordpress.com 23-07-2015 14:35

Zdzisław Beksiński „Opowiadania”

 

Pojawienie się Opowiadań Beksińskiego było dla mnie wielkim zaskoczeniem. Nie wiedziałem, że wybitny artysta przez jakiś okres swego życia podejmował tak intensywne działania literackie. Pierwsze pytanie jakie nasunęło mi się gdy patrzyłem na okładkę książki to czy w swych opowiadań Beksiński zawarł klimat z najbardziej przeze mnie cenionego okresu fantastycznego. Nie da się ukryć, że mroczna literatura Beksińskiego bliska jest jego późniejszym dokonaniom malarskim i w sumie dopełnia jego wszechstronne działania artystyczne.

 

Opowiadania Beksiński pisał w latach 63-65 i nie mógł lub nie chciał ich wydać. Wszystko wylądowało w szufladzie. Teraz w 10 rocznice jego śmierci odnalezione teksty ujrzały światło dzienne. Jest to wybór tych opowiadań. Niektóre niedokończone, zajmujące niecałe 2 strony, ale w każdym jest jakiś skrawek duszy artysty.

 

Pierwsze co się rzuca w oczy w kontakcie z książką to jej niesamowite, dopracowane wydanie. Czarna twarda oprawa, złocenia i szycia kartek. W środku znajdziemy oprócz opowiadań rysunki Zdzisława Beksińskiego, które dodają smaczku i klimatu czytanym opowiadaniom. Wszystko to jest dopracowane do granic możliwości. Odpowiednio dobrana czcionka, brak błędów i te cudowne kropki w kształcie maleńkich krzyżyków. Wizualny wypas!

 

Co do samych opowiadań mają one mroczny wydzwięk i jeśli zdarzają sie teksty o zabarwieniu humorystycznym to zawsze jest to czarny humor. Beksiński podejmuje tu tematykę różnorodną. W otwierającym zbiór opowiadaniu Na końcu ogrodu śledzimy myśli bohatera, który w dzieciństwie przeżył traumatyczne wydarzenie jakim była śmierć brata. Jakby na kozetce psychoanalityka opowiada swoje wspomnienia zmieszane z wizjami i domniemaniami. Teraźniejszość miesza się z przeszłością. Jest to jedno z najbardziej klimatycznych opowiadań w książce.

 

„Na końcu ogrodu jest miejsce, w którym leżą zmarli. Zaraz za płytą betonową, na której lubiłem się opalać. Mrok jak ciemny gaz, cięższy od powietrza pokrywa brudną kołdrą trawę i kwiaty, patyki krzewów, liście łopucha. Nie wiem czy zmarły jest jeden, czy jest ich kilku.”

 

 

W tym opowiadaniu przemijanie jest w moim odczuciu bardzo namacalne. W Centrali Snów Beksiński podejmuje problem pewności istnienia w rzeczywistym świecie. Niczym w powstałym wiele lat później filmie Matrix podejmuje filozoficzną kwestie pewności istnienia świata i siebie samego. Zresztą w wielu opowiadaniach można odnaleźć różnorodne poszukiwania Beksińskiego w kwestiach filozoficznych, w istnieniu, byciu człowieka, jako możliwości zbliżając się tym samym do egzystencjalistów. Każde opowiadanie stanowi wyzwanie intelektualne. W każdym opowiadaniu Beksiński stawia jakieś pytanie i zaprasza do podążania za nim. Znajdziemy też taką metaforyczną postapokalipse w Placu egzekucji czy krytykę konsumpcjonizmu. Często też odnajdziemy klimat z Poego, kryminalną narracje czy wręcz Monty Python’owskie klimaty w Kronikarzu Wydarzeń. Znajdziemy tu też dystopię i wiele różnorodnych nawiązań. Wyobraźnia Beksińskiego zdaje się nie mieć ograniczeń.`

 

Co do stylu prowadzenia narracji jest ona w każdym opowiadaniu podobna przez co wdziera się monotonia i treści mogą się mieszać i zlewać . Warto więc lekturę opowiadań dozować. Nie powiem, żeby teksty Zdzisława Beksińskiego były wybitne. Zresztą sam autor podchodził do nich krytycznie o czym możemy przeczytać w maszynopisach, które Beksiński ręcznie redagował i komentował, a których kilka znalazło się w książce w postaci zdjęć. Niektóre komentarze na temat własnych tekstów są zabawne i pokazują poczucie humoru artysty. Beksiński być może czuł, że pisanie nie do końca jest tym w czym może się spełnić. W przedmowie Wiesław Banach ukazuje Beksińskiego jako poszukiwacza i eksperymentatora, którego nie zadowala jedna forma artystycznej działalności.

 

„Człowiek w okularach, który właśnie stoi na cmentarzu w otoczeniu grupki ludzi zainteresowanych zawodowo śledztwem i mającą nastąpić ekshumacją, obserwuje padający śnieg i myśli, że jest to pierwszy śnieg w tym roku; myśli także, że w czasie pogrzebu padać musiał tu deszcz. deszcz pada zawsze na pogrzebach, które odbywają się w kinie. Myśli: „Reżyserzy filmowi sądzą zapewne, że krople deszczu stanowią alegorię łez, a czarne parasole, które jak smutne zmoknięte nietoperze słuchają przemówienia nad rozkopanym grobem, czarne parasole, z których spływają celuloidowe zły stereotypowych wzruszeń, przywodzą im chyba na myśl czarne ptaki. Tak. Czarne ptaki śmierci. Jest wystarczająco wulgarne jako metafora.”

 

Książkę zamyka świetne Posłowie Tomasza Chomiszczaka, które można potraktować jako wstęp do rozumienia tekstów Beksińskiego. Opowiadania są wymagające i nie każdemu czytelnikowi mogą przypaść do gustu. Beksiński czasami zbyt mocno starał się pisać tak by jego teksty brzmiały głęboko przez co tak jak sama Zofia żona artysty powiedziała o jednym z jego tekstów, „że to silenie się na coś oryginalnego.” Te słowa można odnieść do niektórych opowiadań. Jednak trzeba pamiętać, że Zdzisław Beksiński wszystko przetrzymał w szufladzie i teksty te czytelnik powinien traktować z pewną dozą wyrozumiałości.

 

Warto zapoznać się z Opowiadaniami. To podróż w przeszłość. To poznawanie myśli wielkiego artysty. To przeżywanie pewnej atmosfery, która można odnaleźć w obrazach sanockiego artysty. To pogłębienie odbioru tych dzieł, zarazem możliwość obcowania z umysłem artysty. Szczególnie jest to ważne  gdy ma się świadomość, jak autor mało mówił o swoich obrazach. Nie nadawał im tytułów. Nie przypisywał, żadnej idei czy koncepcji. Dzięki opowiadaniom można pogłębić i być może lepiej zrozumieć stworzone przez Artystę dzieła. Polecam głównie wielbicielom twórczości tego kultowego artysty jakim niewątpliwie jest Zdzisław Beksiński oraz każdemu kto chce poznać i odpowiedzieć sobie na pytanie: jakim pisarzem był ten wielki artysta, który tyle dokonał w sferze wizualnej i okazuje się całkiem sporo w sferze literackiej. Polecam też tym którzy cenią sobie mroczną i intelektualną rozrywkę, jaką zdecydowanie oferuje Beksiński w swych opowiadaniach. Książka dodatkowo jest rarytasem kolekcjonerskim. Warto zapoznać się z tym nieznanym obliczem Wielkiego Artysty. Polecam!

 

https://ksiazkizklimatem.wordpress.com/2015/06/29/zdzislaw-beksinski-opowiadania/

+

Błażej Popławski, Portal: www.kulturaliberalna.pl 23-07-2015 14:23

Opisać nienawiść totalną. O „Opowiadaniach” Zdzisława Beksińskiego

Jakie uczucia towarzyszą wyjmowaniu mózgu nieboszczyka ze słoja pełnego formaliny? Cóż, muszą być one zbliżone do wrażenia, jakie zostawia po sobie lektura opowiadań Zdzisława Beksińskiego.

 

Wizje malarskie Beksińskiego większość z nas pociągają i przerażają jednocześnie. „Połączenie obrzydzenia ze strachem” gwarantować powinno – co zapewne potwierdzą specjaliści do spraw marketingu politycznego – sukces i sławę. Otwierając „Opowiadania” Beksińskiego, przeczuwamy, że czeka nas mroczna podróż w głąb psychiki peryferyjnego szaleńca – tudzież: liźnięcie geniuszu artysty rangi światowej.

 

Iluzja eksperymentów

 

Prawdopodobnie większość odbiorców opowiadań instynktownie założy, że pisanie było dla Beksińskiego jedynie wypełnieniem czasu wolnego, co najwyżej uzupełnieniem dzieł malarskich, komentarzem, w którym mógł rozwijać życiowe dewizy. Osoby trochę lepiej znające biografię sanoczanina przypuszczalnie będą doszukiwać się w tekstach odniesień do fotografii Mistrza, a nawet kryptoscenariuszy filmowych, które także były jego pasjami.

 

Jednego możemy być pewni: Beksiński nie stronił od eksperymentów. Długo poszukiwał swojej artystycznej drogi. Błądził i odnajdywał się, uprawiając różne dziedziny sztuki. Pisarstwo traktował jako jedną z nich – w pełni autonomiczną, pod każdym względem równą innym. W pewnym momencie – konkretnie na przełomie 1963 i 1964 r. – to obrazy czy zdjęcia pełniły funkcję wizualnych didaskaliów. Proza odgrywała wówczas w twórczości Beksińskiego rolę głównego środka wyrazu artystycznego, będąc zarazem najskuteczniejszym narzędziem autoterapii, porządkowania prywatnego życia.

 

Bo jakżeby inaczej określić pisanie do szuflady, wkładanie ogromu pracy ze świadomością, że efekty działania prawdopodobnie nigdy nie ujrzą światła dziennego? Beksiński pisał dużo i namiętnie, ale wspominał o tym niechętnie i nielicznym. Owszem, jego bliscy wiedzieli o nowym hobby. Być może – zdania biografów Beksińskiego są co do tego podzielone – czytał im na głos wszystkie swoje opowiadania, dyskutował o nich. Trudno to stwierdzić, skoro nie mamy pewności, czy część dzieł nie skończyła zwyczajnie jako podpałka do ogniska. A takie rozwiązanie dziwić nas specjalnie nie powinno.

 

Meandry perfekcjonizmu

 

Staraniem wydawnictwa Bosz, równo w dekadę od śmierci Zdzisława Beksińskiego na polski rynek trafił prawdziwy rocznicowy rarytas. I to znakomicie przygotowany. Zbiór 25 opowiadań opatrzony krótkim wstępem Wiesława Banacha oraz rozbudowanym posłowiem autorstwa Tomasza Chomiszczaka przedstawia się naprawdę imponująco. Wstęp Banacha – dyrektora Muzeum Historycznego w Sanoku, dokąd trafiła spuścizna po Beksińskim – ma charakter kurtuazyjnego zaproszenia dla nieśmiałych czytelników. Za to posłowie Chomiszczaka to już stricte naukowy, erudycyjny esej popełniony przez literaturoznawcę, skrupulatnie wyłuskującego z tekstów Beksińskiego ideowe inspiracje.

 

Co więcej, w książce znajdują się skany mało znanych szkiców Beksińskiego oraz maszynopisy jego opowiadań. Grafiki są oszczędne, sprawiają wrażenie niedokończonych. Miłośników obrazów olejnych Beksińskiego owe skromne rysunki prawdopodobnie nie urzekną – mimo to warto przyjrzeć się im dokładnie, zestawiając z dziełami malarskimi z początku lat 60. Artysta, jak widać, zawsze miał wiele twarzy…

 

Z kolei z pozoru karkołomny pomysł, by w książce umieścić zeskanowane strony maszynopisu rzadko kiedy wyjmowane z teczek w archiwum sanockiego Muzeum Historycznego, okazał się strzałem w dziesiątkę! Surowe grafiki grafikami – ale pisarskie wypociny Beksińskiego z mozołem wystukiwane na maszynie, wielokroć pokreślone, pozamazywane, pełne przeróbek i złośliwych uwag na marginesie, uzmysławiają kontekst powstania utworów. Unaoczniają żywotność i pasję artysty, człowieka niezwykle autokrytycznego, do końca poszukującego swojej tożsamości – tak artystycznej, jak i prywatnej (por. recenzję biografii Beksińskich – ojca i syna na łamach „Kultury Liberalnej”).

 

Kolejne, zwykle kilku-, kilkunastostronicowe teksty wciągają czytelnika. Te same fragmenty u jednych wywołają zapewne gorzkie łzy, u innych perlisty śmiech. Taka jest właśnie twórczość Beksińskiego: przesycona ciągami znaczeń, gęsta od nich i toksyczna, a przez to polisemantyczna.

 

Co ciekawe, artysta często nie kończył swoich opowiadań. Urywał je, by z czasem do nich wrócić, albo – celowo – pozostawiał niedomknięte drzwi dla potencjalnych interpretatorów. Symptomatyczne, że część tekstów pozbawiona była tytułów.

 

Wszystkie utwory utrzymane są w onirycznej estetyce. Czasem jej cechą jest kostium marzenia sennego, z którego siłą wybudzają nas ostatnie akapity i biel czystej kartki poniżej. Konwencja oniryczna Beksińskiego często bywa jednak anatomią koszmaru, z którego chcemy się czym prędzej przebudzić. Potwierdza to w jednym z opowiadań sam artysta, ironicznie pisząc: „w centrali rozdziału snów dokonano zasadniczej pomyłki w adresowaniu towaru”.
Perwersyjnie wciągnięci w grę z pisarzem, szybko gubimy się na bezdrożach stworzonego przez niego świata, odnajdujemy się z przestrachem w następnym jego opowiadaniu i ponownie tracimy kontakt z główną narracją. Do sedna wiedzie wiele dróg – przekonuje Beksiński – każda kolejna bardziej bagnista i pokrętna.

 

Na miejscu straceń

 

Schulz, Kafka, Dostojewski, Beckett, Camus? Który z nich najsilniej odcisnął swoje piętno na pisarstwie Beksińskiego? Sanocki artysta tworzy swoje makabryczne wizje z literackim smakiem, wyczuciem i pokorą, której zabrakło im wszystkich z osobna.

 

O czym tak naprawdę pisze Beksiński? O tożsamości, przemijaniu, tajemnicy bytu – odpowiedź ta, zapewne słuszna, niewiele wyjaśnia. Beksiński nie kreuje świata przesadnie zintelektualizowanego. Nie roztrząsa dylematów egzystencjalnych. Mozolnie przedziera się za to przez surrealistyczną codzienność, wydobywając z niej te elementy, które posiadają najsilniejszy ładunek emocjonalny, które budzą gniew i pozwalają się nim delektować.

 

Przestrzeń w opowiadaniach Beksińskiego jest zawsze dokładnie wytyczona, precyzyjnie wykadrowana. Każdy detal ma w niej ściśle określony sens. Opisywane terytoria przypominają doskonały, symetryczny pod każdym względem labirynt, który skrywa drzemiący pod nim chaos. Przestrzeni w tekstach Beksińskiego nie da się określać ani miarą odległości, ani miarą czasu, ponieważ… „nieznany jest czas pokonywania odległości”.

 

Miasta Beksińskiego są wypełnione przez puste budynki z klaustrofobicznymi pomieszczeniami. W jego utworach każdy gmach jest jakąś instytucją – zwykle totalną. Część budowli przypomina szpitale psychiatryczne, więzienia, lochy, cmentarze, miejsca straceń. Upiorne domy posiadają bramy, przez które nie da się wyjść, okna, które zasłonięte są ciężkimi zasłonami i chronione masywnymi kratami. Czy to parabola systemu totalitarnego? Antymilitarna utopia? Być może. Skoro w dzisiejszych czasach nawet bajki dla dzieci bywają odczytywane w kontekście propagandy wyborczej, to i Beksińskiego, który porównuje pająka do „atomowego słońca nad centrum Hiroszimy”, dałoby się zapewne uczynić apostołem demokracji, czemu nie!

 

Na koniec kluczowe pytanie: kim są bohaterowie opowiadań? Dyskretnie na nich zerkamy, jak aktorzy na manekiny porozrzucane przez choreografa. Łączymy strumienie myśli obserwowanych postaci w spójne całości: tutaj szczypta „podszytej seksualnością ciekawości śmierci”, obok odrobina „masochistycznej rozkoszy bezpośredniego zetknięcia z destrukcją przemijania”, na koniec „tęsknota za utraconym dzieciństwem, które zakopane zostało wraz ze zwłokami psa”…

 

Ludzie w tekstach Beksińskiego poruszają się na granicy snu i jawy. Są anonimowym tłumem zuniformizowanych samotników. Drepczą w malignie, balansując między abstrakcyjnymi światami. W korowodzie tym zostaje także uwięziony narrator. Co chwilę zamienia się miejscem z opisywanym obiektem. Przedmiot staje się pełnym świętości podmiotem, peryferie perfidnie przeistaczają się w groteskowe centrum. Jak pisał artysta: „Nie odbijamy się w gigantycznym lustrze. Stawia nas to w sytuacji przedmiotów, stanów czy zdarzeń zignorowanych przez mechanizm bunkra, niedostrzeganych przez olbrzymie oko, niepercypowanych przez wielki mózg”. Tylko to zagwarantować może „opisanie nienawiści totalnej”, a następnie wyzwolenie z niej, do czego tak uparcie dąży Beksiński.

 

http://kulturaliberalna.pl/2015/07/07/recenzja-opowiadania-beksinski-poplawski-kultura-liberalna/

+

Portal: www.mgzn.pl 02-07-2015 13:13

Centrala snów

Każdy chyba kojarzy mroczny surrealizm z obrazów Zdzisława Beksińskiego, nie każdy jednak wie, że był to artysta wielu talentów, a w tym - prozaik. W wydawnictwie BOSZ ukazał się właśnie zbiór opowiadań.

 

 

 

W zbiorze mamy do czynienia z 25 opowiadaniami napisanymi w latach 1963-65. Był to okres eksperymentowania u Beksińskiego, który w młodości pragnął zostać filmowcem, karierę zaczynał jako fotograf, potem rzeźbił, aż wreszcie zaczął malować i w 1964 r. odbyła się w Warszawie pierwsza wystawa jego obrazów. Z przedmowy dowiadujemy się, że wybrał malarstwo zamiast pisania, ponieważ nie było tak kontrolowane przez cenzurę, dawało więcej wolności twórczej.

 

Opowiadania przywodzą na myśl trochę amerykański gotyk, trochę twórczość Italo Calvino, czasem może Kafkę. Beksiński konstruuje bardzo szczegółowe opisy, narracja składa się niejednokrotnie z domysłów i przypuszczeń, trochę jakby próbował zinterpretować obraz lub fotografię na egzaminie maturalnym z angielskiego. Kim są bohaterowie, co robią, jakie są ich motywacje? Skąd się wzięło to, a skąd tamto? Czy w kiosku ktoś się ukrywa? Albo za stertą skrzyń (Zamach)? Po zbudowaniu w ten sposób napięcia przychodzą puenty – czasem paradoksalne, czasem zaskakujące, często nie dające żadnych odpowiedzi. Nie zawsze doskonałe, to trzeba przyznać. Ale Beksiński zdaje się być świadom niedociągnięć, czasami sam zwraca czytelnikowi uwagę na niedoskonałości stylu („Nie banał opisu jest śmieszny...”, „To brzmi pretensjonalnie.” - Podpalacz), tak jakby się usprawiedliwiał, że przecież nie jest wprawionym pisarzem, że przecież to tylko niewinne próbki.

 

A jednak czytanie tych opowiadań sprawia dużo przyjemności, aż chce się rozszyfrowywać sytuacje razem z narratorem. Długie opisy wcale nie męczą. Jest tu humor, jest świadomość języka, każda historia opiera się na ciekawym i niebanalnym pomyśle, na jakiejś wizji. Trudno oprzeć się wrażeniu, że opowiadania Beksińskiego są trochę jak obrazy. Całkowicie afabularne, często przez wiele stron opisywany jest jeden moment. Narrator zwraca uwagę na kolejne szczegóły, przygląda się starannie elementom statecznego najczęściej otoczenia, w którym zmiany – jeśli zachodzą – są nieznaczne, a za to bardzo symboliczne. Dla kogoś, kto czyta Opowiadania, znając dokonania Beksińskiego w sztukach plastycznych, na pewno nie będą one zaskakujące i nie stworzą w jego głowie zupełnie nowego wizerunku artysty. Wspólnym mianownikiem będzie zagubienie bezimiennych postaci w szczegółowo opisanych/namalowanych światach, gdzieś na pograniczu snu i jawy. Z drugiej strony – podczas gdy obrazy są bardzo mroczne i oddziaływają silnie na emocje, w pisarstwie Beksińskiego roi się od ironii, paradoksów i humoru.

 

Trochę szkoda, że malarz nie podjął więcej prób prozatorskich. Opowiadania przynoszą czytelnikowi wiele przyjemności, a nawet pokusiłabym się o stwierdzenie, że jest to literatura na wysokim poziomie.

 

http://mgzn.pl/artykul/1742/centrala-snow

 

+

Portal: www.ksiazkizklimatem.wordpress.com 02-07-2015 12:54

Pojawienie się Opowiadań Beksińskiego było dla mnie wielkim zaskoczeniem. Nie wiedziałem, że wybitny artysta przez jakiś okres swego życia podejmował tak intensywne działania literackie. Pierwsze pytanie jakie nasunęło mi się gdy patrzyłem na okładkę książki to czy w swych opowiadań Beksiński zawarł klimat z najbardziej przeze mnie cenionego okresu fantastycznego. Nie da się ukryć, że mroczna literatura Beksińskiego bliska jest jego późniejszym dokonaniom malarskim i w sumie dopełnia jego wszechstronne działania artystyczne.

 

Opowiadania Beksiński pisał w latach 63-65 i nie mógł lub nie chciał ich wydać. Wszystko wylądowało w szufladzie. Teraz w 10 rocznice jego śmierci odnalezione teksty ujrzały światło dzienne. Jest to wybór tych opowiadań. Niektóre niedokończone, zajmujące niecałe 2 strony, ale w każdym jest jakiś skrawek duszy artysty.

 

Pierwsze co się rzuca w oczy w kontakcie z książką to jej niesamowite, dopracowane wydanie. Czarna twarda oprawa, złocenia i szycia kartek. W środku znajdziemy oprócz opowiadań rysunki Zdzisława Beksińskiego, które dodają smaczku i klimatu czytanym opowiadaniom. Wszystko to jest dopracowane do granic możliwości. Odpowiednio dobrana czcionka, brak błędów i te cudowne kropki w kształcie maleńkich krzyżyków. Wizualny wypas!

Co do samych opowiadań mają one mroczny wydzwięk i jeśli zdarzają sie teksty o zabarwieniu humorystycznym to zawsze jest to czarny humor. Beksiński podejmuje tu tematykę różnorodną. W otwierającym zbiór opowiadaniu Na końcu ogrodu śledzimy myśli bohatera, który w dzieciństwie przeżył traumatyczne wydarzenie jakim była śmierć brata. Jakby na kozetce psychoanalityka opowiada swoje wspomnienia zmieszane z wizjami i domniemaniami. Teraźniejszość miesza się z przeszłością. Jest to jedno z najbardziej klimatycznych opowiadań w książce.

 

„Na końcu ogrodu jest miejsce, w którym leżą zmarli. Zaraz za płytą betonową, na której lubiłem się opalać. Mrok jak ciemny gaz, cięższy od powietrza pokrywa brudną kołdrą trawę i kwiaty, patyki krzewów, liście łopucha. Nie wiem czy zmarły jest jeden, czy jest ich kilku.”

 

Jeden z rysunków, jaki znajdziemy w książce

W tym opowiadaniu przemijanie jest w moim odczuciu bardzo namacalne. W Centrali Snów Beksiński podejmuje problem pewności istnienia w rzeczywistym świecie. Niczym w powstałym wiele lat później filmie Matrix podejmuje filozoficzną kwestie pewności istnienia świata i siebie samego. Zresztą w wielu opowiadaniach można odnaleźć różnorodne poszukiwania Beksińskiego w kwestiach filozoficznych, w istnieniu, byciu człowieka, jako możliwości zbliżając się tym samym do egzystencjalistów. Każde opowiadanie stanowi wyzwanie intelektualne. W każdym opowiadaniu Beksiński stawia jakieś pytanie i zaprasza do podążania za nim. Znajdziemy też taką metaforyczną postapokalipse w Placu egzekucji czy krytykę konsumpcjonizmu i tego co Heidegger nazywał „Się”. Często też odnajdziemy klimat z Poego, kryminalną narracje czy wręcz Monty Python’owskie klimaty w Kronikarzu Wydarzeń. Znajdziemy tu też dystopię i wiele różnorodnych nawiązań. Wyobraźnia Beksińskiego zdaje się nie mieć ograniczeń.`

 

Co do stylu prowadzenia narracji jest ona w każdym opowiadaniu podobna przez co wdziera się monotonia i treści mogą się mieszać i zlewać . Warto więc lekturę opowiadań dozować. Nie powiem, żeby teksty Zdzisława Beksińskiego były wybitne. Zresztą sam autor podchodził do nich krytycznie o czym możemy przeczytać w maszynopisach, które Beksiński ręcznie redagował i komentował, a których kilka znalazło się w książce w postaci zdjęć. Niektóre komentarze na temat własnych tekstów są zabawne i pokazują poczucie humoru artysty. Beksiński być może czuł, że pisanie nie do końca jest tym w czym może się spełnić. W przedmowie Wiesław Banach ukazuje Beksińskiego jako poszukiwacza i eksperymentatora, którego nie zadowala jedna forma artystycznej działalności.

 

„Człowiek w okularach, który właśnie stoi na cmentarzu w otoczeniu grupki ludzi zainteresowanych zawodowo śledztwem i mającą nastąpić ekshumacją, obserwuje padający śnieg i myśli, że jest to pierwszy śnieg w tym roku; myśli także, że w czasie pogrzebu padać musiał tu deszcz. deszcz pada zawsze na pogrzebach, które odbywają się w kinie. Myśli: „Reżyserzy filmowi sądzą zapewne, że krople deszczu stanowią alegorię łez, a czarne parasole, które jak smutne zmoknięte nietoperze słuchają przemówienia nad rozkopanym grobem, czarne parasole, z których spływają celuloidowe zły stereotypowych wzruszeń, przywodzą im chyba na myśl czarne ptaki. Tak. Czarne ptaki śmierci. Jest wystarczająco wulgarne jako metafora.”

 

Książkę zamyka świetne Posłowie Tomasza Chomiszczaka, które można potraktować jako wstęp do rozumienia tekstów Beksińskiego. Opowiadania są wymagające i nie każdemu czytelnikowi mogą przypaść do gustu. Beksiński czasami zbyt mocno starał się pisać tak by jego teksty brzmiały głęboko przez co tak jak sama Zofia żona artysty powiedziała o jednym z jego tekstów, „że to silenie się na coś oryginalnego.” Te słowa można odnieść do niektórych opowiadań. Jednak trzeba pamiętać, że Zdzisław Beksiński wszystko przetrzymał w szufladzie i teksty te czytelnik powinien traktować z pewną dozą wyrozumiałości.

 

Warto zapoznać się z Opowiadaniami. To podróż w przeszłość. To poznawanie myśli wielkiego artysty. To przeżywanie pewnej atmosfery, która można odnaleźć w obrazach sanockiego artysty. To pogłębienie odbioru tych dzieł, zarazem możliwość obcowania z umysłem artysty. Szczególnie jest to ważne  gdy ma się świadomość, jak autor mało mówił o swoich obrazach. Nie nadawał im tytułów. Nie przypisywał, żadnej idei czy koncepcji. Dzięki opowiadaniom można pogłębić i być może lepiej zrozumieć stworzone przez Artystę dzieła. Polecam głównie wielbicielom twórczości tego kultowego artysty jakim niewątpliwie jest Zdzisław Beksiński oraz każdemu kto chce poznać i odpowiedzieć sobie na pytanie: jakim pisarzem był ten wielki artysta, który tyle dokonał w sferze wizualnej i okazuje się całkiem sporo w sferze literackiej. Polecam też tym którzy cenią sobie mroczną i intelektualną rozrywkę, jaką zdecydowanie oferuje Beksiński w swych opowiadaniach. Książka dodatkowo jest rarytasem kolekcjonerskim. Warto zapoznać się z tym nieznanym obliczem Wielkiego Artysty. Polecam!

 

https://ksiazkizklimatem.wordpress.com/2015/06/29/zdzislaw-beksinski-opowiadania/#more-1329

 

+

Portal: malabiblioteczka.pl 02-07-2015 12:47

Oto niespodzianka. Zdzisław Beksiński, wielkiej sławy polski artysta-malarz daje się poznać pośmiertnie jako pisarz. I to niezwykle, chciałoby się rzec, obiecujący. Jego, epizodyczna co prawda, ale jednak twórczość literacka jest tak samo niepokojąca, nieokiełznana i wyrafinowana jak jego obrazy. Mamy przed sobą krótkie opowiadania, w których mnogość form, stylów i zabiegów literackich czynią te krótkie teksty na pół studyjnymi, na pół prowokacyjnymi. Znajdziemy w nich wycieczki do tego, co działo się w dwudziestowiecznej literaturze na świecie, z dużym naciskiem na niekonwencjonalność i przekorę. Jest to wyjątkowe studium współczesnej literatury, a raczej tego, co w niej najbardziej niestandardowe.

 

Choć Opowiadania nie miały ujrzeć światła dziennego, ani trafić do rąk czytelników, to jednak dobrze, że tak ostatecznie się nie stało. Zarówno fani, jak też krytycy jego malarstwa na pewno chętnie sięgną po literacką próbkę zmagań Zdzisława Beksińskiego. Opowiadania są zbiorem kilkunastu wybranych na pierwszy ogień, co sugeruje, ze możemy spodziewać się dokładki, jako, że malarz napisał ich ponad czterdzieści.

 

Mało któremu, pisarzowi z wyboru zdarza się tak udany debiut. A Beksiński, jeśli wierzyć zajawce, nie poświęcił im więcej niż dwa lata. Jest to dowód niezwykłej wszechstronności artysty, szczególnie z uwagi na to jak szerokie i celne jest to studium. Widać tu wielką wiedzę o literaturze. Z Opowiadań przeziera do nas ten sam geniusz, który patrzy na nas z ram jego obrazów.

 

http://malabiblioteczka.pl/zdzislaw-beksinski-opowiadania/

+

Mateusz Nowakowski, Portal: www.noircafe.pl 02-07-2015 12:36

 

Spekulacje dotyczące powodu wydania opowiadań Beksińskiego były różne. Odniosłem wrażenie, że dochodzi ich coraz więcej. Najbardziej buntownicze było przypuszczenie, że żeruje się na zmarłym, a autor nie chciał wydać swoich tekstów, bo zbytnio by je ocenzurowano albo po prostu ostatecznie nie spodobały mu się. Mówiło się, że nawet nie były poprawiane (czemu gromko zaprzeczają ukazane w książce fragmenty  maszynopisów z autorskimi poprawkami). Mamy dostępne pisarskie wytwory Beksińskiego z pierwszej połowy lat sześćdziesiątych – mamy do poznania nowe pole umysłu Beksińskiego, a więc nową szansę odpowiedzi na pytanie – co  artysta miał na myśli.

 

Tempo opowiadań, a trafniej można określić je wprawkami, jest różne. Oczywiście wszechobecna jest śmierć i często mamy obrazowane niepokojące scenerie, ale właśnie wtedy opowiadania czyta się lekko. Często jest to wręcz język mówiony, znany mi z wywiadów z autorem, niż język literacki. Jednak najważniejsza jest wyobraźnia. Zdaje się, że Beksiński miał talent do wyrażania siebie różnorodnymi środkami ekspresji. Kiedy jednak zagłębia się w filozoficzne dywagacje, opowiadania stają się ciężkostrawne. Coś mi mówi, że ostateczny kształt utworów, gdyby Beksiński chciał je wydać, byłby inny. Kolejne podejście do tekstu mogłoby spowodować, że „Opowiadania” byłyby bardziej wciągające.

 

Ciężkostrawność widoczna jest np. w opowiadaniach pt. „Informator” i „Lustra”. Powodem tego jest słabe zarysowanie cech postaci. Możemy więc wyobrażać je sobie jako osoby bez twarzy, dodatkowo znajdujące się w świecie o systemie zbliżonym do obecnego w „Roku 1984” Orwella. Ma to prawdopodobnie swój cel – zbudowanie atmosfery snu. Wynaturzone budynki, puste ulice, zamglone ogrody, „enigmatyczne wnętrza” i postaci określone tylko ogólnikowo – obrońcy, biskup, informator, Oni  – wiemy o nich tylko to, co kryje się pod ich nazwą.

 

Ciekawymi opowiadaniami są te, w których z chłodnego, często nazbyt szczegółowego i wręcz technicznego opisu miejsc („Plac egzekucji”), wynurzają się emocje Beksińskiego („Bakterie”):

 

„(…) jeżeli człowiek w ciągu swego istnienia na tej ziemi, w ciągu swego człowieczeństwa wynalazł cokolwiek, co warte było jego istnienia, co było i jest wielkie i naprawdę ludzkie – to tym czymś była i jest nienawiść. Niech ich zeżrą bakterie, niech parszywe psy rozwłóczą ich wnętrzności po polach, niech ich napuchnięte ciała pokryją sobą wszystkie rzeki i wszystkie drogi, ulice miast, place zabaw, lokale rozrywkowe, skwery, parki i zieleńce, niech korozja i zapomnienie zeżre ich cywilizację, unicestwi ich pomniki, stroczy ich dzieła, niech odtąd słońce wschodzi radośnie nad oczyszczonym z robactwa światem, a zachodzi cicho i poważnie nad krainą wiecznego milczenia. Amen!”

 

Równie ciekawie jest, kiedy Beksiński opisuje paranoję bohatera w „roztargnionym” stylu („Bilardzista”). Różnorodność i zwięzłość niektórych tekstów robi wrażenie lekkiego pióra autora. Kiedy jednak Beksiński zagłębia się w pewnym temacie i widać, że nie ma ochoty szybko się z niego wynurzyć, wtedy można odczuć przesyt. Wtedy robi się mniej ciekawie.

Autor wyboru i opracowania opowiadań, Tomasz Chomiszczak, ładnie zamknął zbiór „Kobietą z portretu”. Detektywistyczny opis powstawania obrazu z perspektywy malarza pokazuje, w jaki sposób można patrzeć na tę sztukę. Wyjątkowy, otwarty umysł Beksińskiego zdaje się podawać wszystkie swoje twory w dwuznaczny sposób. Jego prozę mogą w pełni docenić czytelnicy z równie otwartym umysłem oraz z chęcią doszukiwania się alegorii. „Opowiadania” nie są łatwą przeprawą, ale zachęcają do obserwacji obrazów Beksińskiego. Można próbować odnaleźć ich znaczenie i osiągnąć przyjemność intelektualną, a nawet jeśli się nie uda, to wciąż pozostaje powierzchowna uciecha z samego oglądania. Od razu przypomina mi się rozmowa Dudały z dziewczyną czytającą angielską książkę w „Co mi zrobisz jak mnie złapiesz?”:

– „Zagraniczna. Znacie ten język?”

– „Nie. Tak czytam…”

Autor: Mateusz Nowakowski

 

http://www.noircafe.pl/review/zdzislaw-beksinski-opowiadania/

+

Jakub Pawłowski, Portal: www.dayandnight.pl 02-07-2015 12:20

Lektura książki, która swoją premierę miała kilka tygodni temu, po raz kolejny uświadamia nas w przekonaniu, iż Zdzisław Beksiński był jednak nieznany.

Nakładem Wydawnictwa BoSz ukazała się niedawno publikacja niezwykła.

Jest to wybór i opracowanie opowiadań Zdzisława Beksińskiego, znanego artysty plastyka, plakacistę, rzeźbiarza i grafika. Krytycznego opracowania i wyboru tekstów dokonał dr Tomasz Chomiszczak, zaś przedmowę do wydania napisał dyrektor Muzeum Historycznego w Sanoku, Wiesław Banach.

Niezwykłość tego wydawnictwa polega na tym, że znanego doskonale artystę, jakim był Beksiński, odkrywamy na nowo. Tym razem poprzez twórczość pisarską. Są to zwięzłe teksty z lat 1963-1965, które, jak mówił na rzeszowskiej promocji książko dr Chomiszczak, „nie są to teksty do poduszki”.

To teksty trudne, podlegające dłuższej refleksji, które odzwierciedlają stan emocjonalny artysty pochłoniętego w twórczości o tematyce apokaliptycznej. Teksty opublikowane w recenzowanej tu książce wydają się doskonale współgrać z tą właśnie twórczością sanockiego artysty - to jakby komentarze do powstałych już dzieł. Opowiadania są też kopalnia wiedzy o ówczesnej literatury, tak polskiej, jak i obcej. Są tam wątki, które przyrównać możemy do tych uchwytnych u Witkacego, Kafki czy Orwella. Jest to też starannie opracowana książka, skromna, a zarazem elegancka. Między tekstami odnajdziemy oryginalne szkice Beksińskiego, ale też pierwsze wersje opowiadań z licznymi poprawkami i przekreśleniami. Publikacja warta lektury.

Jakub Pawłowski

 

http://www.dayandnight.pl/coolturalnie/item/2046-zdzislaw-beksinski-opowiadania-2015

+

Portal: buchbuchbicher.blogspot.com 02-07-2015 12:10

Zdzisław Beksiński - Opowiadania

 

Po pierwsze: bardzo staranne, gustowne wydanie. Po drugie: zaskoczenie - Beksiński pisał opowiadania, Po trzecie: ciekawość - o czym?

Dzięki Tomaszowi Chomiszczakowi, który zebrał i opracował teksty, wiemy, że powstały one na fali twórczych poszukiwań. W latach sześćdziesiątych (między '63 a '65) Beksiński szukał nowego kierunku dla swej twórczości, odrzucił wówczas fotografię, zaczął prób literackich.

Podejrzewałam, że pisarskie przymiarki będą zbliżone do tych wszystkich wytworów artysty, które znałam do tej pory. Nie sądziłam jednak, że będą one tak sugestywne, obrazowe. Czytając Opowiadania widziałam obrazy.

 

W większości z nich dominuje ponury jesienny krajobraz, pełno tu mrocznych lochów, przerażających, przytłaczających budowli, snujących się cieni. Nie brakuje też zmarłych.

Co krok trafia się na kogoś prześladowanego, uciekającego, bojącego się, znękanego. Osobną kategorię stanowią ciemiężyciele i prześladowcy, których też tu nie brakuje. Atmosfera jest ciężka, duszna, pełna trwogi i strachu. Dominuje sceneria jak z sennego koszmaru, spotęgowana jeszcze poprzez elementy dewiacyjne i wynaturzone. W zasadzie strach się bać. Co znamienne, wszelkie te próby są bardzo porządne literacko, choć tematyka taka straszna i mroczna. Beksiński posługiwał się krótkimi, bardzo zwięzłymi zdaniami. Lakonicznie, ale treściwie i dobitnie.

 

Uzupełnieniem opowiadań są szkice, równie mroczne i sugestywne co słowa, a przy tym wyglądają na porzucone podczas pracy, niedokończone.

Bardzo to trudna lektura, wymagająca poświęcenia, uwagi. Z jednej strony intryguje, z drugiej odpycha, przeraża.

Cóż za niejednoznaczne doświadczenie! 

 

Beksiński zawsze będzie mi się kojarzył z mrocznością, posępnością, grozą. Ta proza tylko spotęgowała wrażenie.

 

http://buchbuchbicher.blogspot.com/2015/06/zdzisaw-beksinski-opowiadania-recenzja.html

+

Portal: www.my-blueberry-life.blogspot.com 02-07-2015 11:23

Zdzisław Beksiński - Opowiadania

Zdzisław Beksiński. Wszechstronnie uzdolniony artysta: malarz, rzeźbiarz, grafik, fotograf. W latach 60. próbował sił jako pisarz, tworząc kilkadziesiąt opowiadań. Nie zostały opublikowane za jego życia, a dopiero teraz, 10 lat po jego zabójstwie.

 

Pierwsze, co zwraca uwagę, gdy weźmie się książkę do ręki, to jej piękne i staranne wydanie. Z twardą okładką, na gładkim papierze. Każde kolejne opowiadanie poprzedzone jest grafiką Beksińskiego, każdy akapit jest zaznaczony. Zamieszczono także oryginalne maszynopisy niektórych stron, pozwalając przekonać się, jak powstawała ostateczna wersja utworu, zobaczyć poprawki naniesione ręką autora, który nie spodziewał się wtedy, że jego opowiadania zostaną w przyszłości opublikowane.

Beksiński często pisze o śmierci, przemijaniu, istnieniu. O ukrytym lęku przed nieznanym wrogiem. Porusza się na granicy jawy i snu, snuje wspomnienia. Klimat jego opowiadań jest często mroczny, wywołujący niepokój, absurdalny, fantastyczny, zresztą podobny w odbiorze do obrazów autora. „Opowiadania” to nie są zwyczajne historie. Są pełne przenośni, metafor, niedomówień, czy domysłów, ich sens jest głęboko ukryty. Autor zmusza do myślenia, prowokuje do ustalenia własnej opinii. To nie jest prosta lektura na leniwy słoneczny weekend, to pozycja, której trzeba poświęcić więcej czasu, czytać po jednym opowiadaniu, mieć czas na zastanowienie. W interpretacji pomocne jest posłowie autorstwa Tomasza Chomiszczaka. Pomaga zrozumieć autora, kusi się o odgadywanie jego zamiarów, analizuje niektóre utwory, przytacza historię życia Beksińskiego, tłumaczy czasy, w których utwory powstawały.

 

„Opowiadania” Zdzisława Beksińskiego to przede wszystkim gratka dla koneserów jego twórczości. Możliwość poznania głębiej, podjęcia kolejnej próby zrozumienia jego złożonej osobowości. To lektura dla inteligentnych odbiorców, którzy potrafią czytać między słowami, lubią pełną domysłów grę między autorem, a czytelnikiem.

 

http://my-blueberry-life.blogspot.com/2015/06/zdzisaw-beksinski-opowiadania.html

+

Portal: www.wswiecieslow.blogspot.com 02-07-2015 11:11

„Nieraz przyłapuję się na myśli, że chciałbym wziąć łopatę i rozkopać anonimowy grób ukryty pod zagłębieniem. Nie wiem, czy pcha mnie do tego podszyta seksualnością ciekawość śmierci, masochistyczna rozkosz bezpośredniego zetknięcia z destrukcją przemijania, czy też tęsknota za utraconym dzieciństwem, które zakopane zostało wraz ze zwłokami psa” [z: „Na końcu ogrodu”]

Nazwisko Zdzisława Beksińskiego kojarzone jest z mrocznymi, dość niepokojącymi, abstrakcyjnymi obrazami. Uważany jest za najważniejszego malarza XX wieku. Można powiedzieć, że ten wszechstronny artysta, rysownik, grafik i fotograf imał się wszelkich dziedzin sztuki, próbując swoich sił w każdej i poszukując tej, w której się najbardziej zatraci, a jednocześnie - odnajdzie. Jedni uważają go za wirtuoza, inni – za inspirację (jak choćby Guilermo del Toro). Największą kolekcję obrazów, rysunków i fotografii artysty posiada Galeria im. Beksińskiego w Muzeum Historycznym w Sanoku, mieście rodzinnym, ale jego dzieła pojawiają się również m.in. w Muzeum w Osace (Japonia). Międzynarodowa sława i rozgłos, który zyskał za życia dzięki swoim licznym talentom, nie ochroniły go jednak przed śmiercią z ręki dziewiętnastoletniego mordercy. Być może to, jak żył i jak zginął, tworzą wspólnie legendę Beksińskiego, którego dzieła do dzisiaj budzą żywe zainteresowanie.

 

Tomasz Chomiszczak wybrał, opracował i zredagował teksty prozatorskie, powstałe w latach 1963-1965. Zdaje się, że okres ten był okresem poszukiwań, bowiem oddzielał czas tworzenia abstrakcyjnych obrazów i okres intensywnej nauki malarstwa, poprzedzonej dobrym przyjęciem jego rysunków erotycznych. We wstępie Wiesława Banacha czytamy, że „Dziesiąta rocznica śmierci artysty pozwala na ocenę jego olbrzymiego dorobku już z pewnego dystansu. Pochylając się nad kolejnymi próbami literackimi, które dzisiaj udostępniamy czytelnikom, może i westchniemy z żalem, że sanocki twórca przedwcześnie je porzucił?” Jeśli mam być szczera, nie znam się na malarstwie, ale obrazy Zdzisława Beksińskiego zawsze mnie pociągały, ich estetyka do mnie przemawiała, oniryzm tych dzieł i ich zakamuflowana erotyka, smutek czy niebezpieczeństwo współgrały z moją wrażliwością. Tym chętniej sięgnęłam po ten wyjątkowy, pięknie wydany zbiór opowiadań – przedstawiony w zasadzie na „surowo”, bez zbędnych wstawek redaktorskich czy zmian. „Opowiadania” to sto procent Beksińskiego w Beksińskim, 25 opowieści, niektóre skończone, inne nie. Dodatkowo obszerna analiza literacka Chomiszczaka, wspaniale uzupełniająca niekiedy niejasną treść i kontekst – historyczny, polityczny, obyczajowy – poszczególnych opowiadań, pozwalający nawet takiemu laikowi jak ja zrozumieć więcej z tego momentami wręcz psychodelicznego opisu.

Czy to już proza poetycka, czy może bełkot? Wielka sztuka czy grafomania? Mamy tu luźne notatki dotyczące jakiegoś zjawiska, wspomnienia, mroczne przemyślenia na temat śmierci, tęsknoty, ukazujące ból istnienia i niemal nabytą odporność na okropności, zdystansowanie do przekształconych przez czas uczuć. Umiłowanie w brzydocie nie dziwi, bowiem to samo widzimy w obrazach; nie dziwi także oniryzm i metaforyczność, obecna w prawie każdym opowiadaniu. Niektóre z nich wydają się wręcz przejaskrawiane, jakby pisał je naćpany wrak człowieka, a nie aspirujący do bycia ikoną artysta. Te treści, niepokojące i momentami brutalne, odsłaniają tę naturę Beksińskiego, jaką za życia skwapliwie ukrywał; estetyka snu, przebijająca się przez zdecydowaną większość tekstów, przewija się ze zgrabnymi określeniami, paradoksami, zabawą słowem, dowcipem, filozoficznymi przemyśleniami i mocno poplątaną narracją. W efekcie koktajl, zaserwowany przez artystę, przypomina bełkot pensjonariusza szpitala psychiatrycznego i, jednocześnie, prozę geniusza. Ba, jest tu nawet opis dźwięków.

 

Z tekstów wygląda umysł analityczny i niespokojny duch. Beksiński pisał o strachu, koszmarach; wynikają one po trosze w własnych lęków i obsesji, a po trosze z ówczesnej sytuacji politycznej (król jest nagi w „Alfa III”); bywają też teksty realistyczne, sugestywne, jak choćby „Nie ma już o czym opowiadać”, będącej wyjątkowo smutnym opisem tej króciutkiej, ulotnej chwili nieświadomości poprzedzającej śmierć. Można zatem pokusić się o stwierdzenie, że dzieła Beksińskiego – te literackie – mają więcej wspólnego z fantastyką, niż można by się było spodziewać.

 

Poszczególne opowieści nie przedstawiają szczególnie wybitnej wartości literackiej, aczkolwiek oceniając dzieła przez pryzmat osoby ich autora – czego się przecież nie da uniknąć – jawią się zdecydowanie bardziej interesujące, wręcz intrygujące. Generalnie żałuję, że artysta nie pokusił się na poezję, gdyż chętnie widziałabym jego tomik obok dzieł Baudelaire’a czy Rilkego – wrażliwość i estetyka autora są wszakże podobne do wielu przeklętych poetów. Ponadto widoczna jest momentami inspiracja wymienionymi w posłowiu twórcami, m.in. Edgarem Allanem Poe czy Dostojewskim lub Bradburym; otwarty umysł narratora zaś stanowi jawny ukłon w stronę Lema. Ostatecznie nie pokuszę się o szczegółową analizę tekstów, bowiem nie mam ku temu odpowiednich kwalifikacji, a Chomiszczak zrobił to w wyjątkowo wyczerpujący sposób – kto ciekawy, tego odsyłam do „Opowiadań”.

 

Zdzisław Beksiński był człowiekiem wielu talentów, nieskończonych pomysłów i inspiracji, szalenie kreatywnym artystą. Wirtuoz pędzla, to z pewnością, zaś – odnosząc się do zapytania Banacha, cytowanego powyżej – nie sądzę, by wybór drogi życiowej autora okazał się niefortunny dla literatury jako takiej. Nie można być doskonałym we wszystkim, ale można być co najmniej dobrym we wszystkim – i, moim zdaniem, Zdzisław Beksiński był dobrym gawędziarzem i przyzwoicie wykorzystał te swoje ‘literackie pięć minut’. Uważam, że ta przepięknie wydana pozycja jest godnym uhonorowaniem Beksińskiego i serdecznie polecam ją tym, którzy są po prostu z natury ciekawi świata. Opowiadania Beksińskiego zaspokoją tę ciekawość z nawiązką, prowadząc czytelnika od tego świata do następnego, i następnego, i następnego. Bo, jak widać, światów artysty było nieskończenie wiele.

 

http://wswiecieslow.blogspot.com/2015/06/opowiadania-zdzisaw-beksinski.html

        

 
 
 
 
 

+

Portal: www.radio.rzeszow.pl 28-05-2015 13:58

Zbiór opowiadań Zdzisława Beksińskiego

Malarza Zdzisława Beksińskiego kojarzą państwo zapewne z niezwykłymi obrazami i grafikami. Często mrocznymi, tajemniczymi, ale zdradzającymi niezwykłą wyobraźnie artysty. Okazuje się jednak, że Zdzisław Beksiński to nie tylko malarz ale także pisarz. Po 10 latach od jego tragicznej śmierci, nakładem wydawnictwo BOSZ ukazał się zbiór jego opowiadań. Teksty literackie odnaleziono wśród rozmaitych prac przekazanych Muzeum Historycznemu w Sanoku. Powstały najprawdopodobniej na początku lat '60. W niespełna dwa lata Beksiński napisał 40 opowiadań lub szkiców przyszłej prozy, po czym już nigdy do nich nie wrócił. Po prawie pół wieku, 25 opowiadań weszło do wydanego właśnie zbioru. Uroczysta prezentacja książki odbyła się wczoraj w Sanoku a dwa opowiadania przedstawił znakomity aktor Andrzej Sewery, który zagra role Zdzisława Beksińskiego w przygotowywanym filmie fabularnym. Posłuchajmy fragmentu opowiadania zatytułowanego "Ból głowy 3".

 

http://www.radio.rzeszow.pl/okolice-kultury/item/37164-zbior-opowiadan-zdzislawa-beksinskiego

+

Portal: www.kmag.pl 28-05-2015 13:52

Zdzisław Beksiński, wizjoner tworzący dzieła pełne mroku, pisał też opowiadania! Były schowane w kartonie przez 50 lat

Powiedzieć, że Zdzisław Beksiński był artystą tajemniczym, wszechstronnym i niezwykle uzdolnionym, to nic nie powiedzieć. Genialny grafik, rysownik, fotograf, rzeźbiarz, ale przede wszystkim malarz, którego obrazy osiągają dzisiaj niebotyczne kwoty na aukcjach. Wizjoner tworzący dzieła pełne mroku, samotnik unikający mediów, brutalnie zamordowany przez 19-latka. Okazuje się jednak, że miał jeszcze jedną tajemnicę, gdyż oprócz znanego powszechnie talentu do sztuk wizualnych, skrywał również duże zdolności pisarskie. Jego epizod literacki był krótki, ale intensywny. Do rąk czytelników trafia właśnie zbiór jego 25 opowiadań, o których istnieniu do tej pory prawie nikt nie wiedział.

Pierwsze próby pisarskie Beksiński podjął w 1963 r., a ostatnie jego zapiski  pochodzą z listopada 1965 r. Większość z nich to skończone, pełnowymiarowe opowiadania, a część pozostała jedynie szkicami. W sumie pozostawił po sobie około 300 stron maszynopisu. Nie zamierzał ich publikować. Swój dwuletni dorobek literacki schował do kartonu i odłożył na półkę. Zapiski zostały odkryte dopiero po śmierci artysty w 2005 roku, a w maju tego roku, po 60 latach od powstania, wreszcie udało się je wydać drukiem.

Mroczna, ascetyczna okładka książki skrywa nie mniej mroczne i tajemnicze treści. W prozie Beksińskiego wszystko jest możliwe, jego wyobraźnia nie zna granic  – urzędnik wpada do nocnika, biskupi mnożą się przed oczami, a jeden z bohaterów ukrywa zapasową głowę w szufladzie. Dominuje poetyka marzenia sennego, surrealizm i groza, pełno tu lęków i obsesji autora. Są wątki kryminalne, sensacyjne, a także duża dawka humoru i makabry. Tekstowi towarzyszą reprodukcje grafik artysty, które są cennym uzupełnieniem tej starannie przygotowanej publikacji.

Sam Beksiński był bardzo krytyczny wobec swojego pisania. Na marginesach maszynopisów  notuje m.in. „to Kafka, ale taki od siedmiu boleści”, „za bardzo pod Gombrowicza” i „nie będę pisał, bo tylko się ośmieszam, tracę czas i dobre samopoczucie”. Trzeba jednak przyznać, był to krytycyzm zdecydowanie zbyt daleko posunięty, gdyż jego proza wciąga swoją tajemniczą i sugestywną aurą oraz imponuje różnorodnością i niezwykłością. Choć narzekał na wtórność swojego pisarstwa, to wiele z zastosowanych przez niego awangardowych technik wyprzedzało nurty i mody literackie XX wieku. A najtrafniej o swojej artystycznej misji pisze w jednym z opowiadań:

„Nie potrafię zatrzymać wielkiego koła, mogę jedynie zostać obserwatorem, ostatnim świadkiem, bezstronnym fotografem otaczającego mnie końca”.

Beksiński to artysta, którego biografia i twórczość wciąż fascynują. Rok temu wydano głośną biografię malarza i jego syna, zatytułowaną „Beksińscy. Portret podwójny”, autorstwa Magdaleny Grzebałkowskiej. Dowiedzieć się można z niej, że artysta miał tylko dwa komplety ubrań – jeden do malowania, drugi do podejmowania gości,  a po śmierci żony żywił się wyłącznie pepsi, kiszonymi ogórkami i kanapkami z McDonald’s.

Na 2016 rok zapowiadany jest film „Ostatnia rodzina”, w którym zostanie ukazane 28 lat życia Beksińskiego i jego rodziny w Warszawie, dokąd przenieśli się z Sanoka. Reżyserem będzie Jan P. Matuszyński, który ma na swoim koncie film dokumentalny pt. „Deep Love”, a scenariusz napisał Robert Bolesto – współscenarzysta filmu „Hardkor Disco”. Malarza zagra Andrzej Seweryn, a jego syna, dziennikarza i tłumacza – Dawid Ogrodnik.

Zdzisław Beksiński urodził się w Sanoku 24 lutego 1929 r. Niedługo po skończeniu architektury na Politechnice Krakowskiej wrócił do rodzinnego miasta. Od 1959 r. do 1967 r. pracował jako plastyk w Sanockiej Fabryce Autobusów Autosan, założonej przez Mateusza Beksińskiego, pradziada artysty. W 1977 r. zdecydował się opuścić Sanok, gdyż władze miasta podjęły decyzję o rozbiórce rodzinnego domu Beksińskich i przeniósł  się do Warszawy. 21 lutego 2005 roku został zamordowany w swoim mieszkaniu na warszawskim Mokotowie.

 

http://kmag.pl/artykul/zdzislaw-beksinski-wizjoner-tworzacy-dziela-pelne-mroku-pisal-tez-opowiadania-byly-schowane-w-kartonie-przez-50-lat/

+

Antoni Adamski, Portal: www.biznesistyl.pl 28-05-2015 13:38

Beksiński pisarz. Opublikowane opowiadania malarza

Do niedawna o tym, iż Zbigniew Beksiński był autorem opowiadań, wiedział tylko wąski krąg jego przyjaciół. Obecnie  ukazały się one drukiem. Na sanockim Zamku prezentował je Andrzej Seweryn, który zagra rolę artysty w powstającym  filmie w reżyserii Jana Matuszkiewicza. 

Beksiński miał artystyczne ADHD: malował, rzeźbił, rysował, fotografował, był grafikiem, zaś w latach 1963-65 napisał ponad 300 stron maszynopisu tekstów literackich – mówi ich edytor dr Tomasz Chomiszczak, romanista, wykładowca Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej im. J. Grodka w Sanoku. We wstępie do publikacji Wiesław Banach, dyrektor Muzeum Historycznego, twórca Galerii Beksińskiego i autor monografii artysty, kreśli sytuację, w której powstały opowiadania. W roku 1959 Beksiński zarzucił fotografię oraz malarstwo abstrakcyjne. Zrezygnował z wykonywania rzeźb; pozostał mu tylko rysunek. To twórcy nie wystarczało. Zaczął zastanawiać się, co robić dalej - kim powinien zostać: malarzem czy pisarzem? W tej drugiej dziedzinie twórczości kryła się rekompensata za niespełnione marzenie. Chciał starać się o przyjęcie na reżyserię filmową, lecz ojciec nakazał mu wybrać architekturę. Dlatego wiele z opowiadań uznać można za gotowe kryptoscenariusze. Co można z nich wyczytać?

Zdaniem dr T. Chomiszczaka opowiadania artysty są małą antologią trendów i mód literackich XX wieku. Na ich kartach ujawnia się sześć-siedem odmiennych stylistyk m.in. poetyka nadrealistyczna i koszmaru sennego (oniryzm), proza pacyfistyczna pełna okrutnych obrazów wojennych, antyutopia w rodzaju George’a Orwella, świat absurdu podobny do tego, który widoczny jest w dramatach Eugène Ionesco - a nade wszystko wpływy nouveau roman Alaina Robbe-Grilleta. W tym czasie istniało tylko jego polskie tłumaczenie powieści „Gumy”, lecz żona Beksińskiego jako romanistka z pewnością miała większy dostęp do prozy francuskojęzycznej. Zakazanego w PRL Orwella wraz z inną niecenzuralną literaturą zdobywała dla niego zaprzyjaźniona urzędniczka pracująca w stolicy i to aż w Komitecie Centralnym PZPR. Artysta znał również ponownie odkrywanych i wydawanych klasyków, takich jak Franz Kafka i Luigi Pirandello, a z polskich: Bruno Schulz czy Witold Gombrowicz. Swoje próby Beksiński oceniał bardzo surowo. Na marginesach maszynopisów kreślił uwagi w rodzaju: „to co wyżej to Kafka, ale taki od siedmiu boleści”, „Styl jak u Mniszkówny, poza tym to Borges”, zaś najsurowiej osądził zarzucone już na pierwszej stronie opowiadanie: „Nie będziesz usiłował, chuju rybi, naśladować Schulza, bo w tym stylu dalej niż Schulz zajść niepodobna”. Beksiński zrezygnował z pisarstwa, gdyż bardzo cenił sobie własną wolność twórczą – podkreśla W. Banach, dodając iż artysta obawiał się cenzorskich cięć i konieczności dogadywania z wydawnictwami, które musiały walczyć o przydziały papieru na książki. Obawiał się także ocen krytyków, zaś do szuflady pisać nie chciał.

W prowincjonalnym, izolowanym od ogólnopolskich (a tym bardziej: europejskich) nurtów kulturalnych Sanoku Zdzisław Beksiński jawi się jako artysta otwarty, taki który jest „na bieżąco” z krajową i światową literaturą. O jego próbach literackich wiedziała jedynie garstka znajomych – podkreśla dr Tomasz Chomiszczak. Po śmierci artysty jego maszynopisy przeleżały 10 lat w archiwum Muzeum Historycznego. Do wydania pozostaje jeszcze dziennik artysty.

 

http://www.biznesistyl.pl/kultura/oblicza-kultury/3142_beksinski-pisarz.-opublikowane-opowiadania-malarza.html

+

Justyna Sobolewska, Portal: www.polityka.pl 28-05-2015 13:29

Zdzisław Beksiński, „Opowiadania”

Manekiny w perukach

Trudno opędzić się od myśli, że owe wizje w formie namalowanego obrazu byłyby ciekawsze.

O Zdzisławie Beksińskim sporo się mówiło za sprawą świetnego „Portretu podwójnego” Magdaleny Grzebałkowskiej, wydanego w zeszłym roku. Teraz nagle się okazało, że znany malarz również pisał. Tomasz Chomiszczak zebrał i starannie opracował jego próby literackie. Powstawały w krótkim czasie, w latach 1963–65, kiedy Beksiński poszukiwał nowej dziedziny twórczej – wyczerpała się jego fascynacja abstrakcją, rzeźbą i fotografią. Podobno zastanawiał się, czy wybrać malarstwo czy pisanie. I kiedy dziś czyta się jego teksty, widać, że nie tworzyły osobnej jakości – raczej przypominają odbicie jego obrazów. Tom zatytułowany jest „Opowiadania”, ale część tekstów przypomina szkice albo początki większej całości, która nie powstała. Uderza statyczność tej prozy nawet wtedy, gdy pojawia się zarys fabuły. Mamy więc skomplikowane konstrukcje architektoniczne, ponure budynki, lochy, plac egzekucyjny albo ogród pełen zmarłych. I bohaterów, którzy są zaszczuci i śledzeni, uciekają, boją się albo przeciwnie – są prześladowcami.

 

http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kultura/ksiazki/1620355,1,recenzja-ksiazki-zdzislaw-beksinski-opowiadania.read

+

Szymon Gołąb, Portal: www.wavepressblog.com 28-05-2015 13:00

„WIELOMÓWNY MROK” / Zdzisław Beksiński: „Opowiadania”

Kilkanaście dni temu odbyła się premiera „Opowiadań”, które Zdzisław Beksiński napisał w latach 1963 – 64. Warto sięgnąć po tę lekturę, zaś obcowanie z tekstami sanockiego wizjonera w wersji elektronicznej najbliższe jest chyba intencjom ich twórcy, szczególnie chętnie korzystającego z wszelkich odmian nowoczesnej techniki. Przypomnijmy – Beksiński jest chociażby jednym z prawodawców artystycznej grafiki komputerowej w Polsce, i to właśnie jemu należy zawdzięczać wprowadzenie tej dziedziny twórczej na poziom prawdziwej i wymownej sztuki.

E-book zawiera dwadzieścia pięć tekstów, z których przynajmniej część można odnaleźć w sieci – dlaczego jednak należy wybrać ich nowe, poddane edycji, wydanie? Proza Zdzisława Beksińskiego to wytrawna, choć ciężka lektura. Autor ze swobodą poety obchodził się z tradycyjnymi normami składniowymi – tak, iż choć konstrukcja zdań wyszłych spod pióra Beksińskiego urzeka klarownością, to z całkowitą nonszalancją potraktowana została chociażby zasada podziału tekstu na akapity. „Strumień świadomości” w interpretacji sanockiego artysty ma wyraziste konsekwencje znaczeniowe, podąża za kształtami „wielomównego mroku” (opowiadania obfitują w doskonałe metafory!), jednak zdecydowanie zaburza postulat komunikatywności, czyniąc niestety większość dostępnych w internecie utworów, nieczytelnymi. Obcowanie z edytowaną wersją „Opowiadań” sprawia zaś czytelnikowi prawdziwą przyjemność – oto bowiem przed jego oczami otwiera się nie tylko dokument pewnego typu wyobraźni, czy metody twórczej, ale także wspaniała wizyjna literatura w najlepszej z możliwych postaci.

Wielu artystów sztuk wizualnych próbuje pisarstwa, niewielu jednak wykracza w tych próbach poza poziom eksperymentu, przelotnego flirtu z inną dziedziną ekspresji. Zdzisław Beksiński powołał natomiast literaturę sensu stricto, którą od większości dzisiejszych „produkcji słownych” odróżnia chociażby fakt, iż przenosi ona swoje znaczenia poza ramy czasu w jakim powstała – a nawet tego, w którym aktualnie ją odczytujemy. Obok więc potencjału zdolnego wyzwolić czytelniczą przyjemność, opowiadania malarza z Sanoka zawierają pewien element zasadniczy, dzięki któremu są wartościowym i suwerennym nurtem jego dzieła – przynoszą mianowicie artystycznie ujętą wiedzę i naukę. Spełniają tym samym odwieczną zasadę literatury, docere, według której ma ona „nauczać”, bądź „pouczać”.

O czym naucza Zdzisław Beksiński? Przede wszystkim o destrukcyjnym znaczeniu przywiązania do pozorów, szkodliwości poddańczego hołdowania różnorodnym aberracjom w widzeniu i pojmowaniu dookolnego świata. Piętnuje wielorakie formy popularnej obecnie „psychologii wpływu”, przekształcone w jego tekstach w trwałe kalectwo intelektualne bezimiennych bohaterów („everymanów” – zgodnie z metodą Kafki i Orwella). Pod tym względem doskonały jest, pomieszczony w e-booku,trzyczęściowy cykl literackich obrazów wojny, zatytułowany „Kronikarz wydarzeń”. Beksiński mówi też o czarnej, czy wręcz piekielnej (wprost i bez eufemizowania) mocy propagandy, z zadziwiającą aktualnością łącząc ten ponury fenomen współczesności z technikami stosowanymi w marketingu, czy „psychologii reklamy”. Jeśli czytelnikiem „Opowiadań” będzie ktoś odczuwający przesyt owych technik w życiu codziennym, zwłaszcza zaś w „przestrzeni medialnej”, to w pierwszym rzędzie winien on sięgnąć po znakomity tekst „Bakterie”.

W tym niezwykłym opowiadaniu Beksiński wnikliwie i z plastyczną dosadnością sportretował proces powstawania buntu i emocjonalnego sprzeciwu względem wszechobecnej współcześnie „bladze” (Gombrowiczowskie nawiązania w prozie malarza są nader wyraźne), ustanawiają jednocześnie – i prowokacyjnie – nienawiść jako konsekwencję życia wśród zakłamania, ale i ostateczną instancję człowieczeństwa prowadzącą do wyzwolenia spod wpływu wielokierunkowej manipulacji. „Bakterie” to doskonała proza, pozwalająca chociażby zrozumieć procesy emocjonalne prowadzące do powstania popularnego obecnie w internecie „hejtu”. Przykładów tego rodzaju aktualności jest w „Opowiadaniach” zdecydowanie więcej.

Teksty Zdzisława Beksińskiego stanowią też swego rodzaju „szkicownik mistrza” – jego metody pisarskie są bowiem niejednokrotnie zbieżne z technikami, które stosował w sztukach wizualnych. Należy też dodać, że w przypadku niektórych opowiadań, literatura wprost wyprzedza i zapowiada wizje malarstwa. Beksiński pisał na długo przed popularnym „okresem fantastycznym” swojej twórczości, zaś potencjał obrazotwórczy zawarty we fragmentach prozatorskich (zwłaszcza opowiadania: „Na końcu ogrodu”, „Wilki”, Plac egzekucji”, „Śnieg”, czy wreszcie „Kobieta z portretu”) tę feerię mrocznej wyobraźni wyraźnie antycypuje, unaoczniając jej podstawowe składniki i formy. Lektura „Opowiadań” wskazać może także głębszą zbieżność pomiędzy literaturą i malarstwem Zdzisława Beksińskiego.

W opublikowanej wkrótce po śmierci artysty korespondencji mailowej, jaką Beksiński prowadził z jedną ze znanych wówczas dziennikarek, pojawia się wątek metody twórczej mistrza – a mianowicie komponowania obrazów zgodnie z zasadą „wieszaka”. Tak malarz określił stałe elementy swoich przedstawień: katedrę, krzyż, oraz szkielet. Zgodnie z jego słowami, przywołanymi w jednym z maili, sposób wizualnego ujęcia tych składników miał odwoływać się do ich funkcjonowania w powszechnej świadomości – jako obrazów lęku, czci, wzniosłości, czy obrzydzenia… Uważny czytelnik dostrzeże w „Opowiadaniach” podobną, zastosowaną niezwykle kunsztownie, metodę. Rolę „wieszaków” w tekstach „Centrala snów” i wspomnianym już tryptyku „Kronikarz wydarzeń” spełniają powszechnie używane (przynajmniej w polszczyźnie drugiej połowy XX wieku) stałe związki frazeologiczne – „ołowiana głowa” i zwrot „śnić czyjeś sny”.

Podobnych zbieżności „metodologicznych” na linii literatura – malarstwo można znaleźć dużo więcej; to chociażby sprawia, że lektura „Opowiadań” jest obowiązkowa dla każdego, kogo fascynuje tajemnica dzieła Zdzisława Beksińskiego – jego niesłabnąca popularność (mimo przywoływania treści trudnych), oraz stała aktualność, czy wręcz metafizyczny i ponadczasowy walor talentu, którym dysponował sanocki wizjoner.

 

Szymon Gołąb

 

http://wavepressblog.com/2015/05/23/wielomowny-mrok-zdzislaw-beksinski-opowiadania/

Tytuły powiązane:

Beksiński 1

Tomasz Gryglewicz

2016

Beksiński 1 miniatura

Wiesław Banach

1999

Beksiński 2

Wiesław Ochman

2016

Beksiński 2 miniatura

Wiesław Ochman

2002

Beksiński. Malarstwo

Wiesław Banach

2013

Zdzisław Beksiński 1929–2005

Wiesław Banach

2016

aktualności

Główna nagroda dla "Karpackiego świata Bojków i Łemków"

Z przyjemnością informujemy, że album Karpacki świat Bojków i Łemków zdobył główną nagrodę w...

> więcej

Zapowiedzi zobacz wszystkie

W „Polsce przedwojennej"  – swoistym fotoreportażu z przeszłości – prezentujemy ponad 200 starannie...

> więcej

„Wycie w ciemności. Wilki i wilkołaki Europy” stanowi kontynuację tzw. „czarnej trylogii” zapoczątkowanej przez...

> więcej

«powrót