Nikifor miniatura

Nakład wyczerpany

  • Tytuł oryginalny:

    Nikifor miniatura

  • Liczba stron:

    64

  • Liczba zdjęć:

    50

  • Format:

    160 x 180 mm

  • ISBN:

    83-87730-19-X

  • EAN:

    9788387730192

  • Oprawa:

    twarda

  • Numer wydania:

    I

  • Rok wydania:

    2000

  • Język:

    polski

Nikifor miniatura

Zbigniew Wolanin  (wstęp) | Janusz Rosikoń  (repr.) | Władysław Pluta  (proj. graf.)

Album prezentuje najlepsze prace słynnego malarza prymitywisty z całego okresu twórczości. Znalazło się w nim ponad 50 kolorowych reprodukcji obrazów Nikifora. Monografię uzupełnia wstęp Zbigniewa Wolanina, kierownika Muzeum Nikifora w Krynicy.

 

Kochani Państwo!
Nazywam się Nikifor, czyli MATEJKO z Krynicy. Żyłem w smutnym świecie, jako sierota, i przez długi czas nikt nie wierzył w moje obrazki. Sam uczyłem się sztuki malowania. I dopiero teraz, gdy jest bardzo późno, wszyscy przekonali się, że mam rację. Ale obrazki moje na zawsze po mnie zostaną. A są inne od wszystkich innych, bo są moje własne. Proszę, przypatrzcie się im bliżej.”

ARTYSTA MALARZ (list proszalny 1955-60)


Fragment wstępu:
Szarozielony święty świat. Wisi u mnie obrazek Nikifora, kupiony tuż po wojnie od samego artysty, gdy siadywał na murku koło willi Patria w Krynicy. Często tam malował – szkolnymi farbkami, śliniąc cienki pędzel. Obrazek ma, sporządzone przez samego Nikifora, ramkę oraz pętelkę do wieszania. Obie one, pętelka i ramka, utrzymane w ciepłej tonacji różu i brązu, doskonale harmonizują z chłodnymi zieleniami pejzażu – widoku willi na tle zalesionego wzgórza. Jest i delikatny akcent złoty: napis „Deserowa” na ramce – to z papierka od czekolady.

Andrzej Osęka

* * *
Nikifor jest jedną z najbardziej fascynujących postaci na scenie sztuki europejskiej XX wieku. Człowiek, który spędził dzieciństwo w skrajnej nędzy, pod koniec życia dostąpił zaszczytu wystawiania swoich obrazów w prestiżowych galeriach na całym świecie. Zyskał międzynarodową sławę, był pokazywany w towarzystwie największych znakomitości naszego malarstwa współczesnego, takich jak Jerzy Nowosielski, Tadeusz Brzozowski, Jan Lebenstein i inni. Dzisiaj Nikifor nadal pozostaje postacią kontrowersyjną i tajemniczą. To, co o tym człowieku można powiedzieć na pewno, to to, że był

Prof. Władysław Pluta – wykładowca krakowskiej ASP na Wydziale Form Przemysłowych, doświadczony i utytułowany projektant graficzny, autor licznych plakatów, katalogów, opracowań graficznych książek i systemów identyfikacji wizualnej, laureat wielu nagród i wyróżnień.

Dziękujemy za dodanie recenzji
+

Joanna Zawierucha, Onet.pl – Polityka – czytelnia 07-12-2012 01:00

Fenomen Nikifora

Nikifor Krynicki był jednym z najbardziej fascynujących malarzy w sztuce europejskiej XX wieku. Dla Europy i szerszej, globalnej publiczności został odkryty dopiero w 1930 roku. Jego nazwisko pojawia się aktualnie we wszystkich słownikach i ogólnych opracowaniach o sztuce międzynarodowej, obok takich "neoprymitywów" jak: Celnik Rousseau, Vivin, Seraphine czy Bauchant. Niektórzy krytycy i teoretycy sztuki, analizując jego wielkie zaangażowanie w pracę i całą filozofię twórczości, porównują go nawet do Vincenta van Gogha - jednego z największych malarzy wszechczasów. To wielki komplement dla polskiego artysty, nie zmienia jednak faktu, że twórczość Nikifora stanowi zjawisko w pełni odrębne i oryginalne, nie tylko na gruncie sztuki polskiej ale i europejskiej, i z tego też powodu wymyka się wszelkim porównaniom.

Na czym polega fenomen sztuki tego malarza-wizjonera, który tworzył z dala od wielkich prądów artystycznych i kulturalnych swoich czasów, w nikomu wówczas nieznanym niewielkim, polskim mieście – Krynicy? Zapewne siła jego malarstwa tkwi w tym, że narodziło się ono w sposób zupełnie naturalny i tak też dojrzewało, a potem rozkwitało. Nie jest tajemnicą, że Nikifor nie podejmował żadnych nauk w szkołach sztuk pięknych, że nie wchodził w kontakty ze sztuką mu współczesną, i nie wzorował się na dorobku wielkich malarzy, a tworzył jedynie pod wpływem autentycznego głosu powołania. Po prostu siadywał na murku koło willi Patria w Krynicy, wędrował pieszo lub podróżował pociągiem po okolicznych miasteczkach i wsiach, i z wrodzoną bystrością i wyjątkową uwagą obserwował i uwieczniał w swoich pracach najbardziej mu znany, otaczający go świat. Jego skromny warsztat malarski stanowiła mała, drewniana walizeczka na przybory malarskie, w niej znajdowało się kilka pudełek ze zwykłymi, szkolnymi akwarelkami, trochę pędzli i ołówków. Do tego kawałek papieru pakunkowego lub kartka z zeszytu szkolnego… Tak niewiele potrzebował ten niezwykły artysta, aby wyczarować świat, pełen znakomitej linearnej formy i wyrafinowanej kolorystyki. A świat ten odczytujemy jako prosty i skomplikowany zarazem, znajomy nam i nieznany równocześnie. Odnajdziemy w nim widoki miast z I połowy XX wieku: domy, kamienice, ulice, stacje kolejowe i kościoły.

Ten barwny świat malarza prymitywisty, nazywanego „krynickim Matejką” możemy podziwiać „na żywo” przede wszystkim w Muzeum Okręgowym w Nowym Sączu, które posiada największą na świecie kolekcję prac Nikifora oraz w Muzeum Nikifora w Krynicy, znajdującym się w zabytkowej willi „Romanówka” (oddział Muzeum Okręgowego w Nowym Sączu).

Przybliża nam go również pierwsza, polska publikacja monograficzna o Nikiforze, wydana przez oficynę Bosz z Olszanicy, ze wstępem pióra Andrzeja Osęki, oraz obszernym wprowadzeniem autorstwa Zbigniewa Wolanina. W albumie znalazło się ponad sto kolorowych reprodukcji obrazów Nikifora oraz kilkanaście fotografii, ukazujących twórcę od lat 20. do lat 60. XX wieku. W tym wyjątkowym pod względem edytorskim albumie umieszczony został fragment listu malarza, który – jak pisze Zbigniew Wolanin – „zawiera wzruszającą i proroczą inwokację artysty”:

Obrazki moje na zawsze po mnie zostaną. A są inne od innych, bo są moje własne. Proszę przypatrzcie się im bliżej”.

+

Set., „Gazeta Bieszczadzka”, nr 15 z 2000 r. 07-08-2000 01:00

Zachęta do studiowania

Jako dziecko byłem w Krynicy. Szedłem razem z innymi wycieczkowiczami jedną z ulic i w pewnym momencie wszyscyśmy się zatrzymali. Na – tak to zapamiętałem – skrzynce po owocach siedział niepozorny człowieczek w czarnym, zmiętym garniturze, w białej koszuli i w kapeluszu na głowie. Twarz miał bardzo wychudzoną, a pod nosem wąsik. Przypominał wyglądem i strojem Charliego Chaplina. Tak mi się to skojarzyło. Coś niezrozumiale mówił. Nie wiem, czy do nas, czy do siebie. Przed nim stał stolik, do którego przyczepione były rysowane kredkami obrazki. O ile pamiętam, nikt z naszych wycieczkowiczów żadnego z tych obrazków nie kupił. Dopiero w jakiś czas potem dowiedziałem się, że ów uliczny rysownik to był Nikifor, bodaj najsławniejszy z polskich artystów „naiwnych”. Teraz, ponad 30 lat od tamtego pierwszego spotkania z Nikiforem-Matejką, miałem znowu okazję przypomnieć sobie sylwetkę tego twórcy i obejrzeć ponad 100 jego niezwykłych obrazów. To teraźniejsze spotkanie odbywa się dzięki albumowi „Nikifor”, który niedawno został wypuszczony przez olszanickie wydawnictwo „BOSZ” jako druga publikacja w serii „BOSZ art”. Kiedy się porówna drugiego w serii „Nikifora” z pierwszym w niej „Beksińskim”, widać już przy pierwszym rzucie oka na obwolutę, że oba albumy należą do tego samego cyklu – jednakowy format, jednakowy układ elementów i jednakowa szata graficzna, jednakowy krój czcionki… Spostrzeżenie to potwierdza także okładka – jednobarwne płótno, a na nim wklęsłe, złote napisy umieszczone w górnej części… Można by tak porównywać dalej – jednobarwna wyklejka w kolorze oprawy, karta przedtytułowa z portretem artysty na odwrocie, karta tytułowa itd. Tak to na pewno jedna seria. O tę jedność zadbał autor opracowania graficznego obu albumów Władysław Pluta. Obie publikacje reprezentują tak samo wysoki poziom edytorski i są bardzo starannie dopracowane pod każdym względem. Za to z kolei odpowiada głównie wydawca. Wydawca dobiera też ludzi, którzy z nim współpracują. „BOSZ” pracuje zwykle z ekstraklasą. Nie inaczej jest przy „Nikiforze”. Nazwisko Władysława Pluty, uważanego za jednego z najlepszych „designerów”, już padło. Wstęp wyszedł spod pióra Andrzeja Osęki, który z kolei jest jednym z najbardziej znanych współczesnych krytyków sztuki. Wprowadzenie napisał zaś Zbigniew Wolanin, którego można byłoby nazwać wybitnym nikiforologiem, gdyż jest on autorem stałej ekspozycji w Muzeum Nikifora w Krynicy i wielu wystaw prac tego artysty w kraju i za granicą. No i do tego jeszcze niezwykły bohater i jego niezwykłe dokonania: Nikifor (nie wiadomo zupełnie skąd wzięło się to imię) Krynicki (to nazwisko nadano mu, gdy trzeba było wyrobić paszport, żeby mógł wyjechać na jedyne w życiu wakacje do Bułgarii) – autor kilkudziesięciu tysięcy prac namalowanych w ciągu ponad pięćdziesięciu lat twórczości. Nikifor, który był człowiekiem upośledzonym, analfabetą „obdarzonym nadzwyczajnym talentem malarskim”. Nikifor, który „swój warsztat malarski rozkładał w różnych miejscach, na ławkach, na murkach lub wprost na chodniku, w ruchliwych punktach uzdrowiska” i który „dostąpił zaszczytu wystawiania swoich obrazów w prestiżowych galeriach na całym świecie”. Nikifor, który dzieciństwo spędził w skrajnej nędzy, którego przez długie lata nie było stać na zakup dobrych materiałów malarskich i malował rozrobionymi śliną szkolnymi akwarelkami na makulaturze i który stał się „jedną z najbardziej fascynujących postaci na scenie sztuki europejskiej XX wieku”. „Twórczość Nikifora wymyka się wszelkim porządkującym zaszeregowaniom – pisze we „Wprowadzeniu” Zbigniew Wolanin. – Umownie ten rodzaj samorodnego malarstwa nazywamy „naiwnym”, ale akurat w odniesieniu do sztuki Nikifora to określenie jest nieadekwatne. Sztuka Nikifora jest wyrafinowana i szczegółowo perfekcyjna. Musimy „studiować” Nikifora. Oglądać wielokrotnie jego obrazy, żeby próbować zrozumieć zawartą w nich treść i symbolikę. By dojść do przekonania, że nigdy nie pojmiemy do końca tych, czasem tylko na pozór banalnych malunków. „Naiwność” Nikifora polegała chyba na tym, iż uwierzył, że malowaniem można poprawić świat. Człowiek współczesny, „cywilizowany” od razu oczywiście uśmiechem skwituje taki pomysł. Tylko że Nikifor dokonał tego naprawdę!" Czy tak jest rzeczywiście? Album „Nikifor” pozwala „studiować” Nikifora i szukać swojej odpowiedzi na to pytanie.

+

Ewa Herniczek, „Nowe książki”, nr 8/2000 07-08-2000 01:00

Artysta i świat

Zanim jeszcze dowiedziałam się, kim jest „malarz”, znałam już Nikifora. Choć nigdy nie spotkałam go osobiście (urodziłam się bowiem już po jego śmierci), właśnie jego imię pozostało dla mnie synonimem artysty. Krynica, Muszyna, Piwniczna – to pierwsze nazwy miast i wsi, jakie poznawałam, wszystkie rysowane barwną opowieścią mojego dziadka. Jakkolwiek większość życia spędził on w Zakopanem, co roku udawał się w podróż do swej ukochanej Krynicy i pobliskich miejscowości. Po powrocie, siedząc na małej, ogrodowej ławce, opowiadał o tych wojażach, które wnukom wydawały się równie odległe, jak często powracające w opowieściach wyjazdy do Lwowa czy ck Wiednia. Ulubionym bohaterem opowiadań był nie kto inny, jak Nikifor. Oczami wyobraźni widziałam ich obu: mojego dziadka, w kapeluszu, okularach, z laską w dłoni, i Nikifora, siedzącego na murku przy ulicy Pułaskiego, Pamiętam też kartonowe opakowania po „cygaretach”, znajdowane często wśród leżących na stole gazet i książek – to na takich wypreparowanych z pudełek kartonach powstawały malowane akwarelą i gwaszem obrazy. Same prace poznałam dużo później. Mimo długoletniej „znajomości” obu moich bohaterów, żadne z dzieł Nikifora nigdy nie pojawiło się w naszym domu. Wiedziałam, że dziadek wspierał artystę niewielkimi datkami (przynosił mu także te „cygaretowe” kartoniki), czasem wspominał również jego matkę i kucharki, życzliwie wspomagające Nikifora w ciężkim dla niego okresie. O obrazach, o ile pamiętam, nie mówił nic, oprócz tego, że malowane były małymi pędzelkami na wszystkim: starych gazetach, tekturkach, zapisanych kartkach. Te nieznane obrazy długo stanowiły przedmiot moich marzeń. Wyobrażałam je sobie jako barwne, „naiwne” miniaturki. Kiedy pierwszy raz zetknąłem się z oryginalnym dziełem, wprost nie mogłam uwierzyć w to, co pojawiło się nagle przed moimi oczyma. Pejzaż o niezwykle prawdziwej barwie, atmosferycznym niemal świetle, głębokiej, sugestywnej przestrzeni, poddany naturalnemu, chciałoby się powiedzieć, prawu kształtowania świata. Ów świat, skomplikowany i niezmiernie prosty jednocześnie, pełen dolin i wzgórz, poprzecinanych torami kolejowymi, świat beskidzkich miasteczek i wsi z kościołami i urzędami, urzekł mnie od pierwszej chwili. Zbyt wiele napisano już o artystycznych wartościach prac Artysty Malarza Nikifora, by dokładać do tego jeszcze kilka własnych, osobistych uwag. Od lat jednak, oglądając jego obrazy, niezmiennie zdumiewam się biegłością obserwacji i umiejętnością syntetycznego ujęcia motywów, które są precyzyjnie realistyczne – i wizjonerskie zarazem. Przyglądam się wciąż od nowa licznym stworzonym przez „naiwnego” malarza „fabrykom dolarów” i „miastom powiatowym” oraz „wsiom”, które nieustannie zaskakują mnie swą artystycznie wyrafinowaną formą. Pretekstem do odkrycia po raz kolejny twórczości krynickiego Matejki stało się wydanie albumu prac Nikifora przez oficynę „Bosz”. Poprzedzający obszerny wybór ilustracji wstęp, pióra Andrzeja Osęki, oraz wprowadzenie, którego autorem jest Zbigniew Wolanin (obecny kustosz Muzeum Okręgowego w Nowym Sączu), stanowią doskonałe przygotowanie dla tych odbiorców, którym postać Nikifora nie była dotąd znana. Zasadnicza część książki to ponad sto barwnych reprodukcji obrazów, pochodzących w znakomitej większości z kolekcji Muzeum Okręgowego w Nowym Sączu (którego oddziałem jest, istniejące od roku 1995, Muzeum Nikifora w Krynicy). Uzupełnienie obydwu części stanowią fotografie ukazujące twórcę, z których najstarsze pochodzą z lat 20. Od dłuższego czasu poszukiwałam na naszym rynku wydawniczym takiego właśnie jak ten albumu – który po prostu spełniałby moje osobiste oczekiwania „bibliofilskie”. Nie chodzi tu jedynie o – czasem zbyt wygórowane może – kryteria „intelektualne"; monograficzny album poświęcony malarstwu nie jest rozprawą naukową, lektura zawartych w nim tekstów należy raczej do przyjemności godnych sobotniego popołudnia. Ogromną zaletą Nikifora, a wcześniej w tej samej serii Beksińskiego, jest dbałość nie tylko o jakość tekstów i odpowiedni poziom edytorski ogromnej liczby ilustracji, ale również o całą szatę graficzną książki. Autorem opracowania graficznego edycji jest Władysław Pluta, któremu niewątpliwie należą się wyrazy uznania i szczerej wdzięczności. Uważny czytelnik doceni doskonałość środków użytych przez architekta książki. Nie konkurują one z reprodukowanymi obrazami, lecz harmonijnie z nimi współgrają. Z jednej strony tworzą powściągliwe „tło”, z drugiej zaś organizują całość dzieła. Profesor Pluta po raz kolejny dał świadectwo swej wysokiej próby twórczości w zakresie grafiki książkowej. Wypada również wyrazić podziw dla wydawcy. O ile bowiem nie brak w Polsce twórców interesujących się artystyczną stroną publikacji, o tyle liczba wydawnictw rzeczywiście dbających o najwyższą jakość własnej produkcji wydaje się rażąco mała (jeśli oceniać ją według ilości książek atrakcyjnych graficznie). Radość budzi fakt, że na zdominowanym merkantylnymi wymogami rynku, wśród coraz liczniejszych edycji charakteryzujących się lakierowaną okładką z „hollywoodzką” sceną i złoconymi literami tytułu oraz „gazetowym” papierem z nędzną zawartością, funkcjonować mogą jeszcze inne kryteria. Rzeczywistość „wolnorynkowa” ma oczywiście swoje prawa i swoje prawdy. Na szczęście jedną z nich jest i to, że wciąż istnieją odbiorcy, którym zależy na formie książki przynajmniej tak samo, jak na jej treści. Ku mojej osobistej radości, dla takich czytelników pracuje m.in. „Bosz”. Życzyłabym tej oficynie, aby Nikifor znalazł tylu nabywców, by przekonać innych wydawców, że inwestowanie w jakość opłaca się znacznie bardziej niż inwestowanie w ilość. „Sztuka broni się sama” – jeśli tylko da się jej szansę zaistnienia. Zdanie to odnieść można zarówno do dzieł Nikifora, jak i do efektów pracy wydawnictw, którym nie jest obca sztuka książki.

Tytuły powiązane:

Nikifor

Andrzej Osęka

2000

aktualności

Anna Szałapak

Z głębokim smutkiem przyjęliśmy informację o śmierci Anny Szałapak, wybitnej artystki krakowskiej, solistki „Piwnicy Pod...

> więcej

Zapowiedzi zobacz wszystkie

„Domowe dania wigilijne i świąteczne” to zbiór 25 tradycyjnych przepisów świątecznych potraw, które może...

> więcej

Tradycja wytwarzania nalewek i likierów praktykowana jest na ziemiach polskich od stuleci. Domowe nalewki i likiery to książka z...

> więcej

«powrót